Wiara, wiedza czy wychowanie?

Katecheza w szkole – dla jednych to temat zastępczy, dla innych ważne kwestie związane z pracą, wychowaniem lub przekonaniami. Co jakiś czas pojawiają się głosy za zlikwidowaniem tego przedmiotu. Z drugiej strony Konferencja Episkopatu Polski domaga się, aby uczniowie mieli możliwość zdawania egzaminu maturalnego z religii. Nie zanosi się jednak na zmiany w żadnym kierunku.


Katecheza w szkole

Już konstytucja marcowa z 1921 roku zapewniała uczniom możliwość uczestnictwa w lekcjach religii w szkole. Dlatego do 1961 roku władze PRL nie zlikwidowały ich, mimo wypowiedzenia konkordatu zaraz po wojnie. Początkowo ograniczono liczbę godzin, potem katecheza przestała być obowiązkowa, aż w końcu zakazano jej prowadzenia. Kościół za bardzo przeszkadzał rządzącym. Religia wróciła do szkoły dopiero trzydzieści lat później. Warunki wprowadzenia tego przedmiotu określa artykuł 12. Konkordatu między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską. Wynika z niego, że szkoły publiczne prowadzone przez organy administracji państwowej zapewniają naukę religii, jeśli rodzice wyrażą taką wolę. Ponadto za opracowanie programu i podręczników odpowiada władza kościelna. Przedstawia ona materiały odpowiednim urzędnikom państwowym. Katecheci podlegają zarządzeniom kościelnym, jeśli chodzi o sprawy nauczania i wychowania, natomiast przepisom państwowym w innych kwestiach.

Nie tylko komunistom bliska była idea zwalczania Kościoła. Dziś ich rolę przejęli pan Palikot z kolegami partyjnymi. Domagają się oni między innymi usunięcia religii ze szkoły. Tak się składa, że w Polsce żyje sporo katolików, którzy z chęcią posyłają swoje dzieci na katechezę. Dzięki temu mogą lepiej przekazać im pewne wartości, jakie sami wyznają. Wiara oraz tradycja chrześcijańska są nieoderwalną częścią życia wielu obywateli naszego państwa, ale również całego społeczeństwa. Natomiast zadaniem szkoły jest pomóc młodemu człowiekowi odnaleźć się w rzeczywistości, której część stanowi praktyka religijna. Szkoła nie daje tu wyboru. Ale edukowanie wyłącznie z katolicyzmu świadczy nie tyle o pozycji Kościoła, ile o strukturze wyznań w Polsce oraz wpływie chrześcijaństwa na naszą kulturę.

Ocena z religii, wbrew słowom pani minister Kluzik-Rostkowskiej, nie jest wystawiana za wiarę. Może kogoś zdziwię, ale wiary nie da się nauczyć a katecheci wcale tego nie robią. Mam nadzieję, że szefowa resortu (i nie tylko ona) zada sobie tyle trudu, by przeczytać program przygotowany przez Komisję Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski. Wydaje się bowiem, że nie ma o nim zielonego pojęcia. Religia rzeczywiście w zamyśle pogłębia relację z Bogiem, opiera się przy tym na dogmatach, przybliża formy kultu oraz zachęca do duchowej formacji. Jednak w podręcznikach znajdziemy inne tematy. Troska o dobro wspólne. Postawy wdzięczności, przeproszenia i przebaczenia. Rola sakramentów. Rodzina.

Dylematy moralne w różnych dziedzinach nauki i techniki. Niektóre z tych zagadnień są o tyle ważne, że etyka, na której można byłoby o nich rozmawiać, jest fikcją. Często zagadnienia poszerzają wiedzę z historii, literatury czy wiedzy o społeczeństwie. Znajomość wielkiego dzieła, jakim jest Biblia, instytucji kościelnej oraz jej prawa czy filozofów chrześcijańskich uzupełnia kształcenie. Lubimy dyskutować na te tematy, a często brakuje nam podstawowej wiedzy.

Trudno wymagać od dziecka by miało ukształtowane poglądy, ale mówienie mu o godności człowieka, miłości i wartościach duchowych raczej nie powinno mu zaszkodzić. Poza tym najmłodszym należy się wyjaśnienie, dlaczego chodzą do kościoła, przystępują do komunii czy modlą się za babcię i swojego pieska. Gdy dorosną, zdecydują sami, czy oprócz moralności przyjmą od Kościoła również to nauczanie w sprawach wiary. Nikt nie będzie ich zmuszał, żeby przyjmowali za fakt istnienie Boga czy niepokalane poczęcie. Poza tym religia nie jest przedmiotem obowiązkowym. Jeśli rodzic nie chce, żeby dziecko słuchało katechety, wystarczy jeden podpis. Natomiast dla chętnych zdecydowanie lepiej wpisać ten przedmiot w plan lekcji i odbyć go w szkolnych warunkach, co ułatwia organizowanie zajęć uczniom.

Pojawiają się często zarzuty, że lekcje religii to farsa, że uczniowie robią zadania na inne przedmioty, że nie uczestniczą aktywnie w zajęciach albo z drugiej strony wykorzystują do podniesienia średniej. Oczywiście wystarczy pomyśleć chociażby o plastyce, aby odnieść podobne wrażenie. Wszystko zależy od nauczyciela. Jeśli potrafi zainteresować tym, co ma do powiedzenia, klasa potraktuje go poważnie.

Katecheta katechecie nierówny

Kilka tygodni temu jeden z tygodników opublikował wyniki sondażu, w którym zapytano Polaków o kilka kwestii związanych z ich wiarą oraz stosunkiem do prawd głoszonych przez Kościół katolicki. Wynika z niego między innymi, że tylko połowa z nas uznaje Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa za prawdziwe, co trzeci Polak uważa, że istnieją anioły i niebo, a osiemdziesiąt procent wierzy w Boga. Może. Niestety statystyka bardzo często kłamie, a media potrafią zrobić z tego użytek. Nie twierdzę jednak, że odpowiedzi zostały wyssane z palca. Jest to z resztą sprawą sumienia i wiary, co nie ma zbyt wiele wspólnego z edukacją religijną. Dziwne są zatem próby szukania powiązań między wynikami sondażu, a pracą katechetów.

Zdarzają się za to ludzie wątpiący w historyczność osoby Jezusa. Nie tak dawno na portalu NaTeamat.pl pojawił się artykuł Macieja Kowalskiego o marihuanie. Czytamy w nim: Historycy do tej pory nie ustalili bezsprzecznie, czy taka postać [Chrystus] rzeczywiście istniała, a jego rolę w religii przyjmuje się na wiarę. Pewnie wielu ma podobny punkt widzenia i w dyskusji nie zawahają się podważyć faktu narodzin i śmierci człowieka, który wpłynął na losy świata bardziej niż ktokolwiek inny w historii ludzkości. Swoją drogą ciekawe, czy autor cytowanego tekstu chodził na religię.

Problem oczywiście istnieje i potrzeba bardzo dużo złej woli, żeby tego nie zauważać. Poziom edukacji z zakresu religii znacznie różni się w zależności od szkoły. Nie chodzi tylko o typ placówki, ale przede wszystkim o zaangażowanie i kwalifikacje katechetów. Jeśli tych brakuje, to uczniowie kończą edukację z brakiem podstawowej wiedzy, ale należy tu uczciwie dodać, że nie dotyczy to jedynie nauczycieli tego jednego, specyficznego przedmiotu. Przeciwnicy religii w szkole pewnie szybko znajdą przykłady z własnego podwórka, kiedy to siostry czy katechetki godzinami przekonywały, że antykoncepcja i seks to największe zło tego świata, argumentując przy tym popularnym tak jest i już.

Pewnie nieobcy są wiecznie nieprzygotowani do zajęć księża, przez całe czterdzieści pięć minut opowiadający dowcipy. Albo inni oceniający z uczestnictwa w nabożeństwach. Ale wymienić można też tych, którzy nie odpuszczą dopóki nie nauczysz się, jakie źródła niechrześcijańskie potwierdzają, że Jezus jest realną postacią historyczną (tak, ktoś taki jak Chrystus chodził po ziemi, jakbyście mieli jeszcze jakieś wątpliwości). Albo tych wymagających znajomości Ewangelii. Może znów niektórych zaskoczę, ale istnieją otwarci katecheci. Da się z nimi prowadzić rzetelną dyskusję. Marzeniem jest, by wszyscy mogli takiego spotkać.

Większym problemem niż treści omawiane na religii czy sama forma prowadzenia zajęć może być postawa katechety w rzeczywistości pozaszkolnej. Dla ludzi przede wszystkim młodych szczerość ma ogromne znaczenie. Nie znosimy hipokryzji. Jako dorośli chyba się do niej z czasem przyzwyczajamy. Nastolatek natomiast nie uwierzy komuś, kto jedno mówi, a postępuje zupełnie inaczej. Jeśli katecheta ma przekazać swoim uczniom jakiekolwiek wartości moralne i jako pedagog wychowywać, to powinien pamiętać, że zrobi to tylko i wyłącznie przykładem własnego życia. Autentyczność to podstawa.

Co tymczasem dzieje się w społeczeństwie, a szczególnie w mediach? Na wszelkie możliwe sposoby próbuje się podważać, a nawet niszczyć autorytet Kościoła. Zwróćmy jednak uwagę, że w bardzo wielu szkołach, gdzie godziny wychowawcze poświęcane są na odpracowanie zaległości z innych przedmiotów, katecheza jest jedyną lekcją, na jakiej porusza się kwestie związane z relacjami międzyludzkimi, moralnością czy etyką. Zamiast zwalczać, dlaczego nie wesprzeć katechetów w misji, jaka przyświecać powinna każdemu nauczycielowi.

Dla wielu starszych uczniów oraz ich rodziców ważne jest, kto prowadzi lekcje religii. Mają często pretensje do księży, że ci nie muszą borykać się z normalnymi problemami i łatwo przychodzi im pouczać innych. Czasem jednak takie spojrzenie z zewnątrz może pomóc zobaczyć problem z innej perspektywy. Natomiast faktycznie katecheci świeccy wydają się tu dużo lepszą opcją. Ksiądz czy siostra w oczach ucznia są ludźmi innej kategorii. Katechecie świeckiemu łatwiej zmniejszyć ten dystans. Poza tym występuje jako osoba, która nie jest kojarzona z nudnymi kazaniami albo strasznym spowiednikiem.

Co z tą maturą

Trudno zgodzić się z opinią, że z religii ocenia się za wiarę. Tę wyrazić można chyba przez praktyki, bo jak inaczej sprawdzić czyjeś przekonania, a tych z kolei oceniać nie wolno na podstawie artykułu drugiego dokumentu określającego zasady oceniania osiągnięć edukacyjnych z religii. A skoro przyswajać należy tu wiedzę, biskupi pomyśleli o jej zweryfikowaniu. Konferencja Episkopatu Polski co jakiś czas wraca do tego tematu, nalegając aby maturzyści mogli zdawać egzamin z religii. Nowa pani minister jest zdecydowaną przeciwniczką tego pomysłu. I choć jej argument z oceną za wiarę wypada słabo, trzeba przyznać rację odmowie skierowanej do Kościoła.

Biskupi trochę się zapędzili, pytając, dlaczego uczniowie nie mogą pisać matury z religii skoro w ofercie jest nawet egzamin z wiedzy o tańcu. Brzmi to co najmniej niepoważnie. Resort edukacji powinien akurat już dawno znieść możliwość zdawania tego przedmiotu na maturze. Przygotowanie takiego egzaminu nas kosztuje, a ciężko znaleźć uczelnię, która wymagałaby jego wyniku od kandydata. Podobnie skończyłaby katecheza. Biskupi pytają też, co jeśli ktoś chce się pochwalić swoją wiedzą. Z całym szacunkiem do tych osób, matura do tego nie służy. Dziś nie świadczy nawet o dobrym wykształceniu. Pozwala ona dostać się na studia. I tak należy ją traktować. Przyjmowanie studentów na wydziały teologiczne zależy w dużej mierze od rozmowy kwalifikacyjnej. To się raczej nie zmieni. Zwiększenie wymagań w czasie gdy zamykane są kolejne kierunki byłoby strzałem w kolano. Dlatego matura z religii zdaje się bezcelowa. Generowałaby tylko kolejne, niepotrzebne wydatki.

Katecheza ma szczególny charakter. Jest jednym z nielicznych przedmiotów, gdzie kładzie się jeszcze nacisk na wychowanie i kreowanie światopoglądu. Mimo że promuje się tu tylko jeden właściwy, to ciągle można się z nim nie zgadzać i ćwiczyć krytyczne myślenie. Wprowadzenie egzaminu wymusiłoby skupienie się wyłącznie na przekazywaniu wiedzy i zapamiętywaniu formułek, bo przecież należałoby przygotować potencjalnych maturzystów. Nie byłoby tu już miejsca na twórcze myślenie ani dostosowanie zajęć do konkretnej grupy z ich problemami i pytaniami.  Wystarczy spojrzeć na język polski. Ofiary dotychczasowej matury musiały nauczyć się zgadywać, czego autor testu od nich chce. Natomiast wielu absolwentów szkół średnich w ogóle nie czyta książek.

Obecny stan rzeczy chyba zadowala większość społeczeństwa. Prawo pozwala ci wybrać. Jeśli chcesz chodzić na religię, chodzisz. Jeśli nie, nie chodzisz. Proste. Pomijając już wszelkie sprawy związane z wiarą, katecheza ma zadatki by dopełniać braki w wychowawczym kształceniu młodych. Może warto ją udoskonalić, nie likwidować. O ile jak zwykle chodzi o oszczędności w budżecie, to czemu kosztem edukacji? A jeśli o walkę z Kościołem, to przeciwnicy niech pamiętają, że to nie tylko instytucja ale ludzie z ich przekonaniami i określonym systemem wartości.

Tracimy czas na naprawdę niepotrzebną dyskusję. Wady w sposobie w jaki nauczana jest katecheza w polskiej szkole nie są wyjątkiem. Sytuacja wcale nie wygląda lepiej na lekcjach informatyki, historii oraz fizyki. Ale to nie powód, żeby likwidować te przedmioty. Rezygnacja z religii byłaby kolejną reformą wzbudzającą zamieszanie, która wymagałaby poważnej dyskusji o jakiejś alternatywie. Brak katechezy pozostawi bowiem w systemie edukacji lukę, jaką ciężko będzie wypełnić.

 

(zdjęcie: PAP/EPA)

Author: Kamil Duc

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *