Chłopcy w sutannach

Blisko młodzieży, nowoczesny, “na luzie”, reklamujący Kościół jak wesołe miasteczko – to może nie jedyny ideał, ale jeden z ideałów jak powinien wyglądać współczesny ksiądz, zwłaszcza młodego pokolenia. Tymczasem mimo nowoczesnego marketingu, w który zdają się inwestować świeżo upieczeni duchowni wiara nie chce sprzedawać się jak świeże bułeczki. Wzrost liczby wiernych nie bije rekordów, a o nadmiarze powołań nie słychać.


Czytamy przecież w Dziejach Apostolskich jaką łatwość nauczania posiadali uczniowie Jezusa, któremu, jakby się zdawało, wystarczyło samo: “pójdź za mną”, żeby człowiek zostawił wszystko tam gdzie stał. Czym różni się ówczesny, prężnie rozwijający się Kościół, który później ogarnął całą Europę i dotarł do innych kontynentów, od dzisiejszego będącego w ciągłym kryzysie? Czy Prawda, którą głosi przestała być pociągająca dla tłumów, czy może została obalona przez naukę lub przysłonięta przez błędy Kościoła popełniane na przełomie wieków? Co się stalo, że wiara zaczęła być kojarzona z zacofaniem, a księża zamiast z szacunkiem spotykają się z pogardą?

Należy wspomnieć, że Kościół pogardzany był od zawsze, od samego zarania. Sam Zbawiciel zapowiedział nam nienawiść ludzi, sam też umarł pogardzony. Przyczyną tej pogardy była siła Ducha Świętego obecnego w Kościele. Światło Prawdy rodzi nowego człowieka, ale niszczy starego. Dlatego stary człowiek nienawidzi światła, bo ono go obnaża i pokazuje jego brzydotę. Jeśli więc w Kościele wciąż gości Duch Święty, to musi on doświadczać nienawiści Złego. Kościół zatem zawsze był przez kogoś nienawidzony i pogardzany.

Współcześnie jednak do czynienia mamy jeszcze z inną pogardą. Ta bierze się ze słabości. Kościół zawsze był w jakiś sposób słaby, ale siłę swoją czerpał od Boga. Tam gdzie od niego odchodzi, tam jego słabość staje się ciężarem do tego stopnia, że zaczyna gardzić sam sobą. Ludzie wtedy tracą wiarę. Gdzie młody ksiądz szuka ratunku? Nie w Bogu – w marketingu.

Prawda, że żaden ksiądz się do tego nie przyzna. Prawdopodobnie nawet nie jest tego świadom. Jednak głosząc Ewangelię można popaść w pewną pułapkę. Jeśli Ewangelię traktuje się jak pokarm, to rozdaje się ją głodującym, jeśli jak lekarstwo – chorym. Kiedy zaś zacznie się ją traktować jak produkt – wszystkim. Prawda, że każdy może być głodujący lub chory i każdy potrzebuje Dobrej Nowiny, nie można jednak być jej akwizytorem używającym wszelkich znanych metod manipulacji, żeby pozyskać klienta.

Tak często zachowują się młodzi księża. Starają się wcisnąć ludziom produkt. Reklamują Kościół jak wesołe miasteczko, a Boga jak spadającą gwiazdkę spełniającą życzenia. Jednocześnie miłość, którą oferują niczym nie różni się od oferowanej przez świat – jest łatwa i bez zobowiązań. Czy głoszą w ten sposób chwałę Bożą? Czy szukają własnej sławy i poklasku tłumu? Młodzi, ambitni księża reklamujący nie rzadko samych siebie, żebrzą o akceptację jak chłopiec z którym nikt się nie chce bawić marzący o zostaniu kimś wielkim. Prawda, nie jest to problem wyłącznie księży. Katolicka młodzież też często myli chrześcijańską radość z błazenadą, a modlitwę z teatrem. Tylko, że oni naśladują nauczycieli.

Są jednak jeszcze inni duchowni. Wśród tej grupy również można spotkać młodych. Oni nie muszą tłumaczyć wiary, choć potrafią. Nie muszą mówić dlaczego coś jest dobre, a coś złe, choć potrafią. Nie muszą wreszcie tłumaczyć dlaczego nauka, którą głoszą jest prawdziwa. Wystarczy tylko, że wskażą drogę. Dlaczego pierwsi księża muszą tłumaczyć się z każdej posiadanej opinii, a drugim wystarczy samo jej wypowiedzenie? Ponieważ ci drudzy przemawiają jak słudzy tego, który ma władzę, mówią z mocą. Kiedy ktoś powie z mocą: “to jest złe” – słuchający weźmie to za złe. Ten, który tej mocy nie posiada będzie potrzebował wielu argumentów i tanich chwytów, żeby kogoś przekonać.

Pozostaje jeszcze pytanie dlaczego jedni potrafią mówić z mocą, a inni nie. Przede wszystkim pozbawione mocy są tanie frazesy i rozemocjonowane wzdychania. Nie wystarczy mówić pięknie i płomiennie, żeby porwać tłumy. Często też usłyszeć można kazania układane pod konkretne zadanie. Jeśli trzeba zebrać składkę charytatywną lub zachęcić ludzi do pomocy w jakimś dziele mówi sie o miłości do bliźniego często ignorując Słowo Boże, które było chwilę wcześniej czytane lub podciągając je mętnie pod kazanie. Lepiej już nic nie mówić.

Żeby mówić z mocą trzeba przede wszystkim głosić Prawdę. Nie należy jej wymyślać – ona jest – trzeba jej szukać i być wobec niej pokornym. Człowiek mówiący z mocą wie o czym mówi, wierzy w to i żyje tym. Poświęcić życie dla Prawdy oznacza podporządkować jej swoją codzienność. Dzięki temu zyskuje się potrzebny autorytet. Do tego uzdalnia Duch Święty.

Słowo Boże, to prawda objawiona, nie oznacza to, że musi być jasna i zrozumiała. Wiele możemy znaleźć wyjaśnień w nauce Kościoła. Trzeba jednak się z nią zapoznać. Częściej jednak wolimy sami zmyślić to o czym w naszym mniemaniu Kościół naucza. To właśnie jest często problemem młodych księży, nie wiedzą lub nie rozumieją tej nauki, przez co ignorują ją tworząc własną. Ci, którzy trzymają się blisko Prawdy, którą objawia Słowo Boże mówią z mocą, bo żyją z Bogiem i w pokorze przed Prawdą. Ci nie potrzebują ubiegać się o poklask u ludzi, to ludzie pragną ich aprobaty. To właśnie to, czym wyróżnia się prawdziwy ksiądz, a chłopiec w sutannie.

Author: Maciej Puczkowski

Podziel się artykułem na

2 komentarze

  1. Zwrócić nalezy uwage ze w innych religiach i nie tylko w chrześcijaństwie ludzie oddalają się od wiary i kierują się w stronę ateizmu.

    Post a Reply
  2. Bardzo ciekawy artykuł i wiele trafnie postawionych pytań, w dobie rozwoju cywilizacji i wygodnego stylu życia ludzie odchodza od wiary i traktują ją powierzchownie.

    Post a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *