Logika liturgii

W liturgii uczestniczymy albo rozumnie, albo magicznie. Pierwsza postawa zakłada elementarną znajomość symboliki oraz posłuszeństwo przepisom. Jeśli zamiast tego dajemy prymat emocjom, indywidualnym potrzebom czy pełnej spontaniczności, bliżej nam wtedy do kultów pogańskich.


Wielu ludzi „skręca się” na sam dźwięk wyrażenia: „przepisy liturgiczne”. Przyczyny takiego zachowania mogą być bardzo różnorodne, od osobistych zranień, poprzez wykrzywiony światopogląd, na braku formacji nie kończąc. Skutkuje to budowaniem opozycji pomiędzy liturgią sprawowaną według przepisów (rubrycyzmem), a pobożnie przeżywaną. Właściwsze ma być oczywiście „przeżywanie”, co próbuje się nieraz udowadniać Pismem Świętym:  a to, że Pan Jezus pragnie czcicieli, którzy by mu oddawali hołd „w duchu i prawdzie”, a to, że z kolei łamał przepisy dotyczące szabatu, czy też to, że nawet Ostatnia Wieczerza nie była przecież sprawowana według OWMR-u.

Liturgistom dbającym o poprawność obrzędów zarzucane są z kolei bezduszność, brak pobożności i pokazowość. Szczególnie zarzuty te kierowane są pod adresem kapłanów celebrujących nadzwyczajną formę Mszy Świętej i wiernych, którzy w niej uczestniczą. Skupienie na przestrzeganiu przepisów ma bowiem uniemożliwiać owocne przeżycie liturgii.

Nie przeczę, że zdarzają się przypadki, gdy kapłan lub zgromadzeni świeccy koncentrują się wyłącznie na „zewnętrzność”. Widać to czasami po wpisach zamieszczanych na tradycjonalistycznych fanpejdżach. Niemniej, są to przypadki dużo rzadsze, od drugiej skrajności – samowolki liturgicznej. I zaznaczam od razu, ta skrajność jest dużo gorsza.

Istotą kapłaństwa jest służba. Dotyczy to zarówno wyświęconych szafarzy, jak i wiernych objętych „powszechnym kapłaństwem”. W Wielki Czwartek, dzień ustanowienia sakramentów Eucharystii i kapłaństwa, czytamy ewangelię o obmyciu nóg apostołom.  Pan Jezus mówi wprost: to co Ja wam uczyniłem, wy powinniście sobie czynić nawzajem. Czyli służyć, na wzór naszego Zbawiciela.

Jedną z najważniejszych cech dobrego sługi jest posłuszeństwo. Chrystus był posłuszny aż do śmierci krzyżowej. Jako Jego uczniowie, wezwani do naśladowania Go, również powinniśmy być posłuszni – także temu, co przykazał nam za pośrednictwem Kościoła. A więc m. in. przepisom liturgicznym.

Nie chodzi tu jednak o ślepe posłuszeństwo. Obrzędy, gesty, symbole i modlitwy, które tworzą celebrację liturgiczną, zawsze coś wyrażają. Sakramenty ustanowił Chrystus, a Kościół określił ich formę, by za pomocą widzialnych znaków przedstawić dokonującą się rzeczywistość duchową. Każdy znak, gest, symbol czy słowo coś wyraża. Dlatego wierność rubrykom nie wynika jedynie z troski o jedność Kościoła. Posłuszeństwo przepisom wynika z przyjęcia tego, co Kościół podaje do wierzenia.

Dlatego do dobrego przeżycia Mszy Świętej trzeba bardziej używać rozumu, niż serca! Bez zrozumienia znaczenia poszczególnych obrzędów, to Najświętszą Ofiarę będziemy traktować jak magię. Dlatego przyjęcie każdego sakramentu musi być poprzedzone odpowiednim przygotowaniem, katechezą mistagogiczną. W szczególnym przypadku, jaki stanowi chrzest niemowląt, rodzice zobowiązują się wychować dziecko po chrześcijańsku, a więc „uzupełnić” to przygotowanie później. Wzmożona działalność duszpasterska pod adresem dzieci i młodzieży również wynika z potrzeby nadrobienia przygotowania chrzcielnego.

Nonszalancję liturgiczną tłumaczy się tym, że Pan Jezus się nie obrazi, jeśli np. na Mszy zgramy na gitarze elektrycznej i perkusji.  Argument taki świadczy jednak o tym, że wiara danego człowiek (dotyczy to również kapłanów) opiera się na emocjach, a więc na z natury swej zmiennych stanach wewnętrznych. Następstwem tego jest taka organizacja wszelkich nabożeństw, również i liturgicznych, by oddziaływały w pierwszym rzędzie na emocje. Ma być fajnie. Oczywiście, jest to motywowane troską o duszpasterstwo, o potrzebę indywidualnej relacji z Panem Bogiem, nową ewangelizacją itp.

Sęk w tym, że gdy liturgię koncentrujemy wokół naszych potrzeb, stawiamy człowieka na miejscu Boga. A jeśli Bóg nie jest w centrum liturgii, to nie ma ona sensu. Złośliwy tradycjonalista zwróciłby uwagę, że przed soborem kapłan wraz z wiernymi byli zwróceni w (symbolicznym) kierunku Boga, a po soborze ksiądz się do Pana Boga odwrócił plecami i teraz całą Mszę obserwuje lud Boży. Z tego powodu papież Benedykt XVI postulował, aby na ołtarzu stawiać krucyfiks. Spora część kapłanów była (i niestety wciąż jest) jednak przeciwna temu rozwiązaniu, tłumacząc to potrzebą kontaktu wzrokowego z ludem. No przecież Pan Jezus nie może przysłaniać księdza.

Tak jest logika magii. Podporządkować człowiekowi moce nadprzyrodzone. Z kolei liturgia kieruje się przeciwnym porządkiem – nakierować człowieka na właściwą relację wobec Wszechmogącego. Na relację miłości, posłuszeństwa i zawierzenia, byśmy, jak Jezus w Ogrodzie Oliwnym, mówili: „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”.

Author: Wojciech Urban

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *