Mam naturę fightera!

O Bałkanach, przezwyciężaniu własnych ograniczeń i smakowaniu życia,
z Martą Marek – pasjonatką literatury, modelką i niepełnosprawną aktywistką – rozmawia Krzysztof Reszka


Jak to dokładnie jest z Twoim zdrowiem i sprawnością?

M.M.: Chyba nie jest tak najgorzej, poruszam się wprawdzie o lasce, ale potrafię też jeździć samochodem. Jestem osobą dość zdrową. Nie czuję się niepełnosprawna. Wszystko zaczęło się gdy miałam dwa latka. Nagle pewnego pięknego dnia przesłałam chodzić. Byłam jak warzywo. Od razu rodzice wzięli mnie do Centrum Zdrowia Dziecka. Spędziliśmy tam trzy miesiące. Po tym czasie moi rodzice zdecydowali, że najwyższy czas żyć pełnią życia, a nie w szpitalu. Później była 18-letnia rehabilitacja, przedszkole integracyjne…  To między innymi dzięki moim rodzicom mamy w Bielsku podstawówkę integracyjną (nr 6). Później pięłam się przez dalsze szczeble edukacji. W liceum spotkałam Kamę Guzik, dzięki której poznałam wspólnotę "Klika".

Co się stało że zamiast zacząć chodzić, nagle przestałaś?

M.M.: Lekarze po trzech miesiącach nie odkryli przyczyny choroby. Ja już chodziłam, nawet biegałam. Nagle przestałam. A moi rodzice chcieli abym żyła normalnym życiem.

Kiedy zaczęłaś chodzić z powrotem?

M.M.:: Nie pamiętam. Byłam rehabilitowana od dziecka. Tata uczył mnie upadać, pewnie dlatego gdy spadam ze schodów to nic poważnego sobie nie robię  (śmiech).

I jak należy prawidłowo upadać?

M.M.: Intuicyjnie należy chronić głowę,  ale tu trzeba 25 lat ćwiczeń  (śmiech). Nie wszystkie moje upadki kończyły się jedynie siniakami. Raz upadłam na kaloryfer i rozbiłam sobie głowę (4 szwy), innym razem kolega rodziców wziął mnie na rower (12 szwów),  kiedy indziej parapet mnie zaatakował (1 szew).

Z jakimi trudnościami spotykałaś się w szkole, na studiach? Czy ludzie wokół pomagali czy musiałaś po prostu starać się bardziej niż inni?

M.M.: Może zacznijmy od tego że studiowałam kroatystykę. Jednym z ułatwień z jakimi się spotkałam ze strony wykładowców było to, że gdy mieliśmy 5 minut na przejście między budynkami, mogłam się parę minut spóźnić. Niekiedy koledzy z roku nosili mi torbę, ale rzadko, bo nigdy nie prosiłam o pomoc.

Dlaczego akurat taki kierunek studiów?

M.M.: Wiedziałam, że padnie to pytanie. Cóż…  powód jest prozaiczny: Chorwacja jest pięknym krajem, byłam tam na wakacjach na rok przed wyborem studiów. I stanęło na chorwackim. Mogę powiedzieć językołamacz: na vrh brda vrba mrda. Dzięki temu zdaniu nauczyliśmy się "r" sonantycznego, czyli głoski "r" zachowującej się jak samogłoska.

KR: A co znaczy to zdanie?

M.M.: Na szczycie wzgórza wierzba szeleści – To coś jak nasze "w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie" lub "stół z powyłamywanymi nogami".

O czym pisałaś prace dyplomowe?

M.M.: Prace licencjacką pisałam na temat twórczości Dubravki Ugrešić, o jej cyklu esejów i felietonów w książce pt. "Nikogo nie ma w domu". Polecam przeczytać książkę. Dubravka Ugrešić jest Jugosłowianką która boryka się z problemem utraconej ojczyzny. Ona nie jest ani Serbką ani Chorwatką. Jest Jugosłowianką. Spróbuj sobie wyobrazić sytuację, że nagle Polska się dzieli. Na wschodnią i zachodnią. Zachodnia dokonuje puryzmu językowego, robi granicę. Oczywiście obie strony się rozumieją ale obie bardzo się nie lubią. Mniej więcej taka sytuacja wydarzyła się w Jugosławii. To oczywiście duże uproszczenie, ale ważne aby sobie to zobrazować.

Natomiast pracę magisterską pisałam o sytuacji Żydów podczas II wojny światowej w Jugosławii, którą to porównywałam z sytuacją w Czechosłowacji. Dokładny temat mojej pracy to: "Sytuacja narodu żydowskiego podczas II wojny światowej w literaturze drugiej połowy XX oraz w XXI wieku (w Czechosłowacji i Jugosławii)".

Wspomniałaś o koleżance, Kamie Guzik, która bardzo wpłynęła na Twoje życie…

M.M.: Z Kamą chodziłam do podstawówki. Później, gdy miałam 17 czy 18  lat, spotkałyśmy się na korytarzu w LO im. Żeromskiego. Jakoś się zgadałyśmy i powiedziała, że jest wyjazd na Wielką Polanę koło Jordanowa, żebyśmy pojechały.  I pojechałyśmy: ja, Kama i Marek Zajusz. Mieszkaliśmy w  górskiej chatce z drzewa (bez Internetu czy łazienki – jest jedynie wychodek na zewnątrz). Było piętrowe łóżko,  grało się w Catane (gra planszowa) i śpiewało przy gitarze.

Opowiedz coś więcej o wspólnotach niepełnosprawnych i wolontariuszy.

M.M.: Moja przygoda z Kliką rozpoczęła się właśnie od wyjazdu na Polanę. Ale co to właściwie jest Klika? – Klika to Katolickie Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół. Działają pod opieką dominikanów w Krakowie. Pomagają niepełnosprawnym z Domu Pomocy Społecznej, biorą ich na spacery czy do kina, starają się aby ich życie było normalne. Pomagają także  niepełnosprawnym studentom w dojeżdżaniu na uczelnie. Z racji tego, że Klika działa w Krakowie, a bilety z czasem podrożały – musiałam znaleźć podobną instytucję w moim rodzinnym mieście. I taką okazała się Drachma, którą założył ks. Mirosław Szewieczek. Z tym, że Drachma działa na zasadzie comiesięcznych spotkań osób niepełnosprawnych na kawie i pogaduchach. Działam w Drachmie od dwóch lat a już dwa razy byłam modelką i raz fotomodelką. W maju jedziemy z Drachmą do Włoch.

Czy wyjawisz więcej szczegółów na temat bycia modelką?

M.M.: Pojawiłam się w Drachmie w październiku 2013 r. i jak się okazało trwały przygotowania projektu "Jestem z tej bajki", zostałam poproszona o udział, miałam zrobiony profesjonalny makijaż i sesję zdjęciową. Zdjęcia reklamowały różne nieistniejące rzeczy, moje dla przykładu reklamowało lodowisko na dachu galerii handlowej Sfera. Ludzie, którzy to oglądali pytali o to lodowisko, chcąc zeń skorzystać, później się dowiadywali, że żadnego lodowiska nie ma.

Parę miesięcy po tej sesji zdjęciowej był pokaz mody "Bez granic". Brały w nim udział modelki z renomowanej agencji  Grabowska Models oraz modelki z Fundacji Drachma, czyli my – to znaczy ja, Magda Wójcik, Edyta Bąk i parę innych dziewczyn na wózkach.  Wszyscy zostali ubrani, ufryzowani i z profesjonalnym makijażem prezentowali ubrania w restauracji Dworek (dostałam najdłuższe brawa). Później był bal charytatywny na wyjazd do Włoch. I znowu to samo. Pierwszy pokaz mody był w Dworku, drugi w Domu Żołnierza.

I jak się czujesz w roli modelki?

M.M.:: Bardzo dobrze, chociaż nie lubię się sztucznie uśmiechać. A modelki niestety muszą. Osobiście wolę czytać książki.

Uważasz że takie pokazy są pomocne? Pomagają nabrać poczucia pewności, własnej wartości? To dobry pomysł?

M.M.: Na pewno tak, na pewno pomaga osobom niepełnosprawnym uwierzyć, że są wyjątkowe takie jakie są. Ze swoimi wadami i zaletami.

Jakie książki lubisz?

M.M.: Zdecydowanie fantastykę i literaturę związaną z Chorwacją. Ostatnio czytam Harry'ego Pottera po angielsku. Przeczytałam również Tolkiena po polsku, angielsku i serbsku. A także George R.R. Martina w oryginale. Mam w pokoju około tysiąca książek.

Które książki Tolkiena przeczytałaś?

M.M.: "Dzieci Hurina" –  tylko po polsku, a "Hobbita" i "Władcę Pierścieni" – w trzech językach.

A George'a Martina, co czytałaś?

M.M.: Sagę "Pieśni Lodu i Ognia" – całą po angielsku

Po chorwacku też?

M.M.: Niestety nie posiadam. Książki w Chorwacji są bardzo drogie, a to jednak 8 tomów.

Co myślisz o fantastyce  Tolkiena? Wiele osób mówi o tym że pod osłoną mitologicznych symboli przekazuje wiele prawdy o życiu i otaczającym nas świecie

M.M.: Prawdę powiedziawszy nigdy nie czytałam go pod takim kątem. Ja bym powiedziała że "Władca Pierścieni" to książka o przyjaźni i przekraczaniu własnych barier, o współczesnych samarytanach. Frodo ocala świat (choć po drodze o mało nie umiera z pragnienia i głodu), lecz nie ocala go dla siebie, ale dla przyjaciół.

Jak sobie poradziłaś z prawem jazdy? Są różne głupie stereotypy że kobieta nie jest dobrym kierowcą itd. Oczywiście to bzdura, bo kobiety jeżdżą ostrożniej i powodują mniej wypadków. A tu jeszcze niepełnosprawna kobieta za kółkiem, łamie dwa stereotypy naraz…

M.M.: Te stereotypy nie są głupie. Na 3 miesiące przed 18. urodzinami poszłam do szkoły jazdy i od razu instruktor wziął mnie w trasę (jechałam 40km/h i wyprzedziłam traktor). Później zdałam teorię, wyjeździłam 30h i egzamin (miałam przystosowany samochód – białe Seicento). Egzamin zdałam. Jedynie egzaminator powiedział abym pierwszy rok jeździła z tatą. Kupiłam samochód – zielone Seicento – przerobiłam je na automat i jeździliśmy z tatą do szkoły, do sklepu, wszędzie gdzie się dało. Pierwszej samodzielnej jazdy do końca życia nie zapomnę. To było z liceum im. Stefana Żeromskiego w Bielsku-Białej (szkoła w której poznałam Kamę Guzik) do Kolegium Nauczycielskiego. Później jeździłam sama na uczelnie. Pierwszą stłuczkę spowodowałam jak odwoziłam koleżanki do domu. Później były kolejne. Teraz mam nowy samochód Škodę Citigo. I od 2 lat żadnej stłuczki.

Czy należy się bać gdy jedziesz samochodem?

M.M.: Już nie, kiedyś jak każdy młody kierowca musiałam się dotrzeć z samochodem. Jak w małżeństwie (śmiech).

A jak sobie radzisz z przeszkodami które pokonujesz w życiu? Co jest dla Ciebie źródłem siły i motywacji?

M.M.: Ludzie, których spotykam w życiu, i moi rodzice. To dzięki rodzicom poszłam na studia, chciałam im i sobie udowodnić, że dam sobie radę. Widzisz ja mam naturę fightera. Ostatnio spotkałam na swojej drodze Edytę Bąk, osobę, która swoim uśmiechem jest w stanie zmotywować do dalszej walki. Ja chyba też motywuję innych ludzi do dobrych rzeczy. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Jakie jeszcze są Twoje pasje i zainteresowania?

M.M.: Poza książkami, Chorwacją, jazdą samochodem, Drachmą i Kliką, chyba jeszcze muzyka. Lubię słuchać chorwackiej muzyki i tak zwanego metalu symfonicznego. Moje ulubione zespoły to Nightwish, Bijelo Dugme i Parni Valjak.

Kto jest dla Ciebie autorytetem, mistrzem, kimś inspirującym, kto wnosi coś wartościowego?

M.M.:: Mój tata. Jest oczytany, wszyscy go szanują, chciałabym być jak on.

KR: Jakie cechy Twoim zdaniem powinien mieć prawdziwy mężczyzna?

M.M.: Według mnie przede wszystkim powinien wykazywać inicjatywę, czytać książki (niekoniecznie w innych językach). Żeby dało się z nim pogadać, żeby pytał na przykład „co u Ciebie słychać?”. Dobrze by było aby potrafił śmiać się z siebie. Nie brał życia zbyt serio… 

Jakie są Twoje plany i marzenia?

M.M.: Moim największym marzeniem jest podróż do Stanów Zjednoczonych. A plany?  Złapać jakąś pracę.

Więc tego Ci życzę i bardzo dziękuję za rozmowę!

M.M.: Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

Author: Krzysztof Reszka

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *