Narodzić się na nowo

Kiedy film po seansie wywołuje w człowieku skrajne emocje, to znaczy, że wszystko poszło dobrze. Tak też się stało z „Pokojem” (2015) w reżyserii Lenny’ego Abrahamsona.


Twórca upodobał sobie psychikę ludzką pokiereszowaną traumatycznymi, życiowymi doświadczeniami. Co więcej – przedstawia ją w sposób niemal mistrzowski. Analizując po kolei sposób dostosowywania się ludzi do zmieniających się wokół sytuacji, Abrahamson wychodzi obronną ręką. Stwarza obrazy wzbudzające emocje do tego stopnia, że odbiorca wszystko przeżywa razem z bohaterami.

Wcześniejszy film reżysera, „Frank” (2014) z kapitalnym Michaelem Fassbenderem w roli głównej, przeszedł bez echa. Chociaż kilka nagród zebrał, to jednak ominął Galę Oskarową. Teraz, Akademia zdaje się wynagradzać Abrahamsonowi to niedopatrzenie i jego najnowsza produkcja pt. „Pokój” zgarnęła cztery nominacje: za najlepszą reżyserię, za najlepszy scenariusz adaptowany, za najlepszą aktorkę pierwszoplanową i – najważniejszą w tym zestawieniu – za najlepszy film. Czy irlandzki dramat ma szansę? Trudno powiedzieć, wszak konkurencja bardzo mocna. Bardzo cieszyłoby mnie gdyby jednak jakaś statuetka pojawiła się na koncie twórców.

„Pokój” to historia dwudziestoparoletniej kobiety, która została porwana i od siedmiu lat jest przetrzymywana wbrew swojej woli przez Starego Nicka (Sean Bridgers). Wraz z nią przetrzymywany jest również jej pięcioletni synek Jack (Jacob Tremblay). Ich więzieniem jest niewielki pokój, w którym przebywają cały czas, bez szans na ucieczkę, która grozi śmiercią. Mały Jack wychowywany jest w przekonaniu, że poza pokojem nie istnieje żaden inny świat, a za ścianami jest tylko pustka. W końcu przychodzi czas, kiedy Joy (Brie Larson) decyduje się powiedzieć synowi prawdę, namawiając go do ryzykownego planu, który może przynieść im upragnioną wolność.

Jednak nie jest to film o próbie ucieczki od sadystycznego tyrana. To nie ucieczka i jej powodzenie stanowi bezpośrednie zakończenie filmu, chociaż narracje może to sugerować. Bo przecież czegóż chcieć więcej, skoro trauma już się skończyła, przykre doświadczenia zniknęły a zwyrodnialec skończył, tam gdzie jego miejsce. Wszystko kończy się dobrze, szczęśliwe zakończenie nastąpiło. Joy wróciła do rodziców, może kontynuować swoje życie. Jednak dla Lenny’ego Abrahamsona te wszystkie wydarzenia to tylko punkt wyjścia do właściwej fabuły filmu. Najważniejsze staje się to, w jaki sposób bohaterowie dostosują się do nowych sytuacji, do nowego życia. A okazuje się, że to właśnie jest o wiele trudniejsze od ucieczki. Mały Jack musi zmienić postrzeganie świata, który nagle staje się o wiele większy niż zostało mu to wpojone. Dla Joy świat też zmienia się nie do poznania – to już nie to samo, co siedem lat temu, przed porwaniem. Oboje muszą narodzić się na nowo, zacząć żyć na nowo i na nowo dostosować świadomość do otaczających ich rzeczy, na nowo poznawać świat.

Tę wyjątkową treść filmu dopełnia forma, która w każdym calu współgra z fabułą. Skondensowane kadry, autorstwa Danny’ego Cohena (nominowanego za zdjęcia do „Jak zostać królem”), momentami niemal klaustrofobiczne, miejscami przypadkowa praca kamery i rozmyty obraz to zabiegi, które dodają produkcji uroku. Dostajemy również porcję zdjęć oczyma Jacka, który pierwszy raz widzi wielki świat – są one tak przejmujące, że odbiorca czuje strach chłopca, jego zagubienie i próbę odnalezienia się w ogromnej przestrzeni. Wszystko rozgrywa się w sposób tak autentyczny, że momentami trudno jest się otrząsnąć. Do tego dochodzi muzyka, która chwyta za serce.

Mocną stroną jest również aktorstwo. Film w centrum postawił Jacka i Ma. Świetnie poradził sobie Jacob Tremblay w roli pięcioletniego synka Joy. Jak na tak młodego aktora pokazał klasę większą niż u niejednego dorosłego i doświadczonego artysty. Jego emocjonalność, mimika i gesty były świetnie dopracowane, a reżyser zdecydowanie wiedział jak wykorzystać dziecięcą naturalność chłopca. Kreacja Brie Larson zasługuje na pochwałę i nie dziwi nominacja do Oskara za rolę pierwszoplanową. Młoda artystka udowodniła, że w aktorskim świecie ma jeszcze sporo do pokazania i świetnie się sprawdza również w kinie niezależnym. Swoją postać poprowadziła bardzo dojrzale, jednak bez przesadności. Targające nią emocje i przeżycia wewnętrznego „ja” zostały pokazane bardzo czysto, bez skażenia niepotrzebnym tragizmem, co nie było tak łatwe do wykonania. 

Lenny Abrahamson chciał przede wszystkim pokazać w jaki sposób oczyszcza się ludzka psychika po traumatycznych przeżyciach. Nie jest to łatwe i człowiek napotyka na wiele trudności na tej drodze odrodzenia. Co więcej, są momenty kiedy wręcz tęskni do poprzedniej sytuacji, chce do niej wrócić, bo wydaje mu się to łatwiejsze. To co nieznane przeraża o wiele bardziej niż to, co sprawiało wcześniej tyle bólu. W tym też jest największy paradoks człowieka, który najbardziej zdaje się obawiać zmian i wszystkiego co jest w życiu wielką niewiadomą. 

Author: Anna Zemełka

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *