Nie kieruj się sercem

Jest to trudne do przyjęcia dla współczesnego człowieka, którego świat wciąż pyta o uczucia i wmawia, że najważniejsze jest życie pod dyktando serca. W filmach, serialach, książkach, wypowiedziach popularnych osób można spotkać się z przekonaniem, że zawsze należy się nim kierować. Według nich, jeśli nie wiesz, co robić – zajrzyj w głąb siebie i spytaj, co czujesz. Nic bardziej mylnego.


Ustalmy najpierw, co znaczy kierować się sercem. Mówimy wszak o pewnej symbolice, a nie organie pompującym krew. Według niej serce, które jest gorące, stoi zawsze w opozycji do chłodnego rozumu pojmowanego jako czyste wyrachowanie. Rozróżnienie to od razu wprowadza nas w błąd i nie ma w nim miejsca dla moralności. Nie może ona się mieścić ani w sercu, które będąc siedliskiem uczuć, wyłącznie nimi się kieruje i według nich rozpoznaje dobro i zło, ani w domenie rozumu, który waży zyski i straty.

Dobrem według serca jest to, co wywołuje w nas pozytywne uczucia, w pewien sposób pociąga, żeby nie powiedzieć kusi. Jeżeli odczuwa ono przyjemność z powodu jakiejś rzeczy, wtedy uznaje ją za dobro. Z tego powodu nie ma w nim miejsca dla sumienia. Widać to wyraźnie na typowym przykładzie rodem z komedii romantycznych. Tani model miłości, który powtarza się w nich nazbyt często, można w skrócie opisać następująco: kobieta i mężczyzna są ze sobą od długiego czasu, jeżeli nie są małżeństwem to żyją jak małżeństwo. Nie układa się im, bo on jest nieudacznikiem, a kobieta przez to czuje się nieszczęśliwa. Następnie poznaje ona nowego mężczyznę, w którym ostatecznie się zakochuje, zostawiając byłego. Wszystko usprawiedliwiają uczucia, bo najważniejsze jest to, co czujesz.

Gdyby model filmowy przełożyć na życie, to łatwo zauważyć, że uczucia potrafią wyjaśniać to, co sumienie nazywa zdradą i zaniedbaniem małżeństwa. Gdyby kierować się sercem, wtedy dobrem staje się zostawienie męża lub żony i pójście za kimś, przy kim aktualnie czujemy przyjemność – wszak naprawa związku małżeńskiego wymaga wysiłku, który nie wiąże się z przyjemnymi uczuciami. Jest to jeden z najbardziej czytelnych dla nas przykładów, ale podobne sprzeczności pomiędzy sercem a moralnością lub sumieniem pojawiają się w niemal każdej dziedzinie życia. Tymczasem…

„Plami człowieka to co z niego wychodzi. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli i nieczystości, i kradzieże, i zabójstwa, i cudzołóstwa, i chciwość, i przewrotność, i podstęp, i wyuzdanie, i zazdrość, i bluźnierstwo, i pycha, i głupota. Całe to zło pochodzi z wnętrza człowieka i czyni go nieczystym” (Mk 8, 20-22).

Jak więc naprawdę wygląda podział na kierownictwo serca albo rozumu w prawdziwym świecie, a nie tym wykreowanym przez złych lub głupich ludzi? Serce to uczucia, a rozum… to nie wyłącznie rachowanie. Rozum przede wszystkim poznaje Prawdę, która może być wybrana przez wolę. Uczucia również towarzyszą temu poznaniu. Dzięki nim człowiek może odnieść się do wspomnianej Prawdy i określić siebie w jakiejś relacji z nią. Nie są one jednak niczym więcej niż pewnymi pożądaniami. Rozum, który poznaje Prawdę, wie czego ma pożądać i jak kierować swoje uczucia, natomiast uczucia nie kierowane przez rozum mogą zostać wykorzystane do władania rozumem.

Kierując się sercem, pozwalamy uczuciom panować nad umysłem. One same w sobie, potrzebując kierownictwa, popychają nas do głupoty lub mogą zostać przez kogoś użyte do manipulacji lub kuszenia. Jeżeli ktoś potrafi panować nad moimi uczuciami, które władają moim rozumem ujawniającym możliwe wybory naszej woli, wtedy staje się on panem mojej woli, a ja jego niewolnikiem.

Kiedy rozum panuje nad uczuciami, wtedy nikt inny nie może ich okiełznać. Pozostaje więc jedynie poznanie Prawdy, dzięki której wiemy, jak nimi kierować. Umysł może się mylić i robi to, jednak to od niego wszystko się zaczyna – zarówno poznanie Boga, jak i miłość. Uczucia im towarzyszą, ale nie mogą być pierwsze.

Chrześcijanie często popełniają ten błąd. Kiedy spotykam przyjaciela, towarzyszą mi pozytywne emocje. Odczuwam dzięki niemu przyjemność. Byłbym jednak durniem, gdybym próbował ten proces odwrócić – sztucznie wywołując emocje, dzięki którym odczuje przyjemność, nie sprawię, że spotkam się z przyjacielem. Jeżeli chodzi o poznanie Boga, bardzo często jednak staramy się tak robić. Nienaturalnie przywołujemy emocje po to, żeby się z nim spotkać. Najpierw jednak poznanie musi nastąpić za pomocą rozumu, wtedy można liczyć na autentyczność uczuć z tym związanych.

Gdyby poznanie rozumowe sprowadzić wyłącznie do narzędzia, jakim jest logika, trzeba by było dokonać wielkiego uproszczenia. Kiedy widzę człowieka, rozmawiam z nim. Tak naprawdę widzę tylko jego ciało, ale nie mam żadnego dowodu na to, że jest on w „środku”. Żeby to zrozumieć trzeba wyobrazić sobie lunatyka – widząc go, bardzo łatwo ulec wrażeniu, że jest on świadomy. Nie ma dowodów na uświadamianie sobie czegokolwiek oprócz własnego „ja”. Jednak mimo braku świadectw na wzajemne istnienie, które mogłoby nam dostarczyć wnioskowanie oparte na porządku przyczynowo-skutkowym, nie przeszkadza nam to w poznawaniu siebie nawzajem. Jest to poznawanie rozumowe.

Podsumowując, nie należy kierować się sercem, gdyż nie ma ono mocy poznawczej, ma tylko wmontowany zestaw pożądań, do których zaliczają się uczucia. Powinniśmy podążać za rozumem, a sercem sterować sami.

Author: Maciej Puczkowski

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *