Nie taki faryzeusz straszny, jak go pobielą – XXX Niedziela Zwykła

Może faryzeusz miał po prostu dobry dzień i chciał się tym z Bogiem podzielić? Podziękować. To chyba dobrze? Jednak z jakiegoś powodu Bogu nie spodobała się jego modlitwa.



Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.

(Łk 18,9-14) Ewangelia z XXX Niedzieli Zwykłej, Rok C

Obraz faryzeuszy w ewangeliach maluje się dosyć wyraziście. Ludzie puści, niemiłosierni, zaślepieni fanatycy religijni, przekonani o własnej doskonałości, pyszałkowaci i przemądrzali hipokryci. W tym kluczu patrzymy na faryzeusza z dzisiejszej ewangelii i wyciągamy bardzo proste wnioski. Nie można się na modlitwie przechwalać, tylko pokutować, pokutować, pokutować.

Nie każdy faryzeusz w Biblii jest zły, ale i nie każdy celnik jest dobry. Choć oczywiście Jezus częściej udziela reprymendy tym pierwszym, w myśl słów: „komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie”. Choć i tak u Mateusza celnik jest synonimem poganina (Mt 18,17; por. Mt 21,21). Napomnienia kierowane przez Jana Chrzciciela do celników świadczą, że przekręty i oszustwa nie były wśród nich rzadkością. Jednocześnie znamy z imienia dwóch spośród grona faryzeuszy, Nikodema i Józefa z Arymatei, którzy przeczą stereotypowemu obrazowi. Mamy również uczonego w Piśmie, którego Jezus chwali za rozumne odpowiedzi.  

Mamy w końcu jednego z dzisiejszych bohaterów, który może miał po prostu dobry dzień i chciał się tym z Bogiem podzielić? Podziękować. To chyba dobrze? Jednak z jakiegoś powodu Bogu nie spodobała się jego modlitwa.

To pewnie z powodu pogardzania celnikiem – można zripostować. Jednak w tradycji hebrajskiej jest pewna modlitwa, w której bibliści doszukują się źródeł modlitwy faryzeusza. Widzimy więc, że jest to pewien zwrot stosowany w praktyce modlitewnej.

„Dziękuję Ci, Panie, że dałeś mi miejsce między tymi, którzy zasiadają w domu Twej nauki, a nie wśród tych, którzy siedzą na rogach ulic. Wcześnie rano otwieram moje serce na słowa Twego Prawa, podczas gdy oni otwierają swe serca na sprawy próżne… Ja czynię pokutę i otrzymuję zapłatę, podczas gdy oni nie otrzymują żadnej  zapłaty”

(Ber 28b)

W tej ewangelii nie chodzi o potępienie jakiejś konkretnej grupy. Jezus powiedział „do niektórych”.

Faryzeusz miał obowiązek modlitwy dwa razy w ciągu dnia, rano i po południu. Słowa jego modlitwy: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik” traktujemy jako wyraz pychy. Ale jest to w gruncie rzeczy rachunek sumienia. Zdzierca greckim oryginale mamy tu harpaks, co znaczy zbójcę, rabusia, ale w literaturze tego okresu (np. u Józefa Flawiusza) odnosi się do morderców. A więc piąte przykazanie. Oszuści, czyli siódme, i cudzołożnicy – szóste.

Faryzeusz może się pochwalić nie tylko przestrzeganiem przykazań, ale i innymi praktykami. Post obowiązywał w tradycji żydowskiej tylko raz w tygodniu. Był wyrazem skruchy. A nasz bohater pości dwa razy w tygodniu. Daje również dziesięcinę, wyraz dziękczynienia za otrzymane od Boga dobrodziejstwa, mimo że faryzeusz należał do grupy społecznej, która nie miała takiego obowiązku.

Więc co jest z nim nie tak?

„Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił”. W oryginale mamy tu bardzo złożoną i ciężką do przetłumaczenia frazę: Farisaios statheis pros eauton tauta prosēucheto

Dwa czasowniki, stanął i modlił się, pomiędzy którymi jest wyrażenie przyimkowe pros eauton, w Biblii tysiąclecia tłumaczone jako „w Duchu”, a które dosłownie można tłumaczyć zależnie od tego, do którego sąsiednich czasowników je odniesiemy. Jeśli do statheis, to otrzymamy: stanął sam, zajął pozycję albo stanął wobec siebie. Co znaczy postawę zamkniętą, skupienie tylko na sobie. A jeżeli pros eauton odniesiemy do prosēucheto (modlił się) z to możemy przetłumaczyć jako „modlił się o sobie” albo do siebie. Czyli że centrum modlitwy czynił własne „JA”.

Na konferencjach ewangelizacyjnych mówi się czasem o jajecznicy. Mówiąc o Bogu, np. podczas świadectwa, zamiast rzeczywiście mówić o jego działaniu doświadczonym w życiu, mamy monolog o własnym ja: „Ja doświadczyłem, ja zobaczyłem, ja uwierzyłem, ja postanowiłem…”. Wbrew pozorom to nie jest drobnostka. Bez ukierunkowania na Boga wszystkie dobre czyny są bezwartościowe.

Modlitwa celnika

Celnik natomiast "stał z daleka, nie śmiał wznieść oczu ku niebu, bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” 

Stał z daleka – przyszli do świątyni. Były tam kolejne przedsionki, wyznaczające sfery dla różnych grup społecznych. Zewnętrzny był dla pogan, kolejny dla kobiet, wewnętrzny dla mężczyzn, do centrum, czyli Świętego Świętych wchodził tylko arcykapłan raz do roku. Celnik stał z daleka, a więc w miejscu dla pogan. Jego czyn drastycznie oddalił go od Boga. A mimo tego oddalenia Bóg jego modlitwę usłyszał i wysłuchał.

Nie śmiał wznieść oczu ku niebu – liturgia zachowała wzniesienie oczu ku niebu. W jednej z Modlitw Eucharystycznych, a więc modlitwie dziękczynnej za dar Eucharystii, kapłan wznosi oczy ku Ojcu. Ewangelie wielokrotnie wspominają Jezusa wznoszącego oczy ku niebu. Jest to znak komunii z Bogiem. Celnik czuje, że jest oddzielony.

Bije się w piersi – żałuje swojej postawy, wyraża skruchę

„Boże, miej litość” – kojarzy się z Psalmem 51, „Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej”. Najpiękniejszy psalm pokutny. O ile zamysł 4-tygodniowego układu psalmów w brewiarzu rozkłada każdy psalm raz w cyklu, Psalm 51 jest odmawiany co tydzień w każdy piątek. I tenże psalm wyraża to, o co modli się celnik.

 Obie postacie są pewnymi stereotypami. Celnik to zdrajca w rzymskiej służbie, który odziera swoich współrodaków z majątku – dla Żyda widocznego znaku Bożego błogosławieństwa i pobożnego życia. Faryzeusz to bohater i autorytet. Stronnictwo faryzeuszy wywodzi się z okresu powstania Machabeuszy (ok. 150 lat przed Chrystusem). Ginęli z rąk najeźdźców w obronie ojczystych praw i tradycji. Walczyli o to, by móc sprawować w Świątyni Jerozolimskiej prawowity, kult.

Ale zarówno faryzeusz, jak i celnik, nie przyszli do świątyni, by sprawować kult. Przyszli żeby się pomodlić. Prywatnie. A od prywatnej modlitwy była synagoga. W świątyni odbywał się kult oficjalny, sprawowany w imieniu całego Narodu.

Czemu więc św. Łukasza każe im udać się do świątyni?

Świątynia Jerozolimska mieściła się na górze. Trzeba było się do niej wspinać. Pielgrzymujący Żydzi w trakcie tej wędrówki odmawiali specjalne psalmy (w Księdze Psalmów 120-134), które mówią o wchodzeniu na górę. Oczywiście, ich sens jest nie tylko dosłowny. Mówią o tej najważniejszej pielgrzymce-wspinaczce, która prowadzi do tego, by stać się Bożym człowiekiem. O drodze do własnego serca, gdzie mogę spotkać się z Bogiem.

Celnik tę metaforyczną drogę przebywa i uznaje swoją grzeszność. W grece, podobnie jak w języku angielskim rzeczownik ogólny o konkretnym znaczeniu poprzedza rodzajnik. W angielskim „the”, w grece „ho”. Celnik mówi o sobie ho hamartōlós. A więc że jest celnikiem w całym, konkretnym tego słowa znaczeniu.

Faryzeusz z kolei żadnego z określeń, które (niby) do siebie odnosi, nie poprzedza rodzajnikiem. Pozostaje na poziomie ogólności. Prześlizguje się. U niego wszystko wygląda w porządku. Z zewnątrz…

A więc jednak grób pobielany…

Author: Wojciech Urban

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *