Nieprzereklamowany prezent

Wspomnienie św. Mikołaja można potraktować głębiej, niż sąd przed-ostateczny nad najbliższymi pociechami, względnie jako okazję do kurtuazyjnej wymiany darów ze znajomymi. Można np. dać w prezencie… siebie.


Kogo podalibyście, zapytani o patronów od dzieł miłosierdzia? Brat Albert, Matka Teresa, o. Pio, Biedaczyna z Asyżu? W zasadzie tak. Ciężko o kanonizację, jeśli się nie praktykowało miłosierdzia względem bliźnich ciał i dusz. Kto jednak w roli takiego patrona obstawiłby św. Mikołaja?

Ja na pewno. Trochę mam bunt wobec powszechnie panującej teologii Biskupa Mirry. I nie chodzi mi już nawet o robienie z niego przerośniętego krasnala. Nawet w Kościele zamiast wzoru miłosierdzia stał się do bólu i infantylnym straszakiem (sic!) na dzieci. “Jak będziesz grzeczny, to przyniesie ci prezent, jak nie, to rózgę”.

Niby jest to obraz Boga, który za dobre wynagradza, a za złe karze, no ale przecież z “karą” spotykamy się dopiero na sądzie. Zresztą, akurat w przypadku dzieci ma to średnie zastosowanie. Bo co to znaczy, że dziecko było niegrzeczne? Nie słuchało rodziców, katechety,  czy pani w szkole? Możemy gdybać, pisać różne scenariusze. Niestety “grzeczność” za często oznacza rezygnację ze szczęścia kosztem spokoju.  

Na marginesie, jaka to jest straszna niekonsekwencja, gdy w okolicach 6 grudnia dziecko z każdej strony: od ciotki, wujka, babci, pani w szkole, katechety, a i jeszcze od rodziców dostaje upominki z zastrzeżeniem: św. Mikołaj prosił, żeby Ci to przekazać. A nie mógł tego zrobić poprzez jedną osobę? Może nie róbmy z dzieci idiotów.

Może więc wspomnienie dowolne św. Mikołaja potraktować głębiej, niż sąd przed-ostateczny nad najbliższymi pociechami, względnie jako okazję do kurtuazyjnej wymiany darów ze znajomymi. Jezus zachęca w jednej z nauk, by na ucztę zapraszać tych, którzy nie mogą odwdzięczyć się tym samym. Może więc warto sprezentować komuś, kto nie może się odwdzięczyć a bardzo potrzebuje swoją obecność.

Koniec końców, to przecież Ty jesteś najwspanialszym prezentem.

Author: Wojciech Urban

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *