Obrączkę to Ty szanuj!

Dziwna moda przywędrowała do nas nie wiadomo skąd. Na serdecznych palcach młodych ludzi zaczęły się pojawiać srebrne obrączki, mające świadzyć o powadze ich związków. I ja się pytam: po co?


Fora internetowe dostarczają różnorakich odpowiedzi. Że to forma wzajemnej przynależności, że to obietnica bycia ze sobą na dobre i złe, albo zdeklarowanie życia w czystości. Ostatnie, choć sensowne najbardziej, pojawia się jednak bardzo rzadko. Najczęściej chodzi o to, że jak ktoś już ze sobą jest dłużej i chce się zobowiązać, ale do ślubu mu jeszcze nieśpieszno, to zakłada sobie i swojej połówce srebrną obrączkę na serdeczny palec. Jest w tym wszystkim swego rodzaju paradoks, albo wybitna fobia przed zawarciem związku małżeńskiego. Podobnych odpowiedzi dostarczają pytania zadane bezpośrednio osobom, które taką obrączką się szczycą – ma ona być znakiem głębszego zaangażowania w związek, poświadczenia swojej „zajętości” i deklaracji względem ukochanej / ukochanego.

Za moich czasów – jakkolwiek dziwnie to brzmi, wychodząc spod klawiatury 24-letniej kobiety, będącej w małżeństwie niecały rok – wszystko miało swój czas i miejsce. I było to naprawdę piękne! Związek z drugą osobą był czasem jej poznania. Potem następowała deklaracja ze strony mężczyzny i pytanie: czy spędzisz ze mną resztę życia? Pierścionek zaręczynowy stanowił zobowiązanie, a ślub i nałożenie sobie obrączek jego wypełnienie i utwierdzenie. Tymczasem, młodzi zdają się zabierać za to od – za przeproszeniem – tyłka strony i znajdują sobie marny substytut, będący namiastką tej deklaracji. Z jednej strony nie chcą się jeszcze aż tak zobowiązywać, żeby wypowiedzieć to przed ołtarzem, a z drugiej pragną utwierdzić samych siebie i otoczenie, że trwają w poważnym związku.

Być może jestem trochę uprzedzona do tego typu udziwnień i podchodzę do nich niesprawiedliwie. Może wynika to też z tego, że złota obrączka jest dla mnie niemal świętością i nałożenie jej w innych okolicznościach, niż ślubując sobie w obliczu Boga stanowi dziecinny kaprys i kpinę. Małżonkowie, nakładając sobie pobłogosławione przez kapłana obrączki na palce mówią sobie nawzajem, że jest ona znakiem ich miłości i wierności. Najważniejsze jest jednak to, co dodaje się potem: w imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. I to stanowi o ogromnej wartości tego złotego krążka i domaga się szacunku! Jest to przecież znak sakramentu, znak Bożej łaski i przypieczętowanie wzajemnej miłości, które mówi, że od teraz, choćby nie wiem co się w życiu działo, mąż będzie przy żonie, a żona przy mężu.

Na swoich obrączkach z mężem mamy wygrawerowaną wewnątrz sentencję: „W drogę z nami, wyrusz Panie…” co dla nas stanowi całą kwintesencję sakramentu małżeństwa i obrączki samej w sobie. Jest ona dla nas, nie tyle symbolem dozgonnej miłości, ale tego, że przez cały czas jej trwania, obecny jest przy nas Bóg, towarzyszący nam w tej drodze, momentami bardzo trudnej i najeżonej różnorakimi przeszkodami. To z kolei rodzi ogromny szacunek – do przyjętego przez nas sakramentu, oraz do obrączki, która jest dla nas namacalnym jego znakiem. Skoro okazuje się, że teraz obrączkę – złotą, srebrną, jakąkolwiek – można sobie kupić w sklepie i ubrać na palec w każdym momencie związku, to jak bardzo trzeba jej nie cenić, żeby na takie coś się zdecydować?

Author: Anna Zemełka

Podziel się artykułem na

Trackbacks/Pingbacks

  1. Szukam żony - antyporadnik. Czego nie robić, by znaleźć miłość | Może coś Więcej - […] Zobacz także: Obrączkę to ty szanuj! […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *