Pierwsze wyjście z mroku

Po pierwsze, z różnych przyczyn wracam po dłuższej przerwie. Po drugie, tym razem dotknę zespołu, który wzbudza praktycznie tylko skrajne emocje. Jedni kochają Comę, ubóstwiają każdy album, każdą piosenkę, każdy dźwięk czy słowo napisane przez Roguckiego. Inni, gdyby tylko mogli, wymazaliby ją całkowicie z powierzchni ziemi. Bo przecież Roguc to grafoman.


Być może narażę się komuś, ale mi zdecydowanie bliżej jest do tej pierwszej grupy ludzi. Może nie jest to miłość bezwarunkowa, jednak Coma towarzyszy mi już od wielu lat w życiu codziennym. I nie mam zamiaru tego zmieniać. Wybór piosenki jest również nieprzypadkowy.

"Pierwsze wyjście z mroku" to pierwszy album studyjny łódzkiego zespołu Coma, a także tytuł jednej z piosenek na tejże płycie. I tyle tytułem wstępu. Czemu akurat ten utwór? Odpowiedź jest dość prosta – to jedna z tych piosenek, których przekaz może trafić zdecydowanie do każdego. A jednak nie o każdej, która wyszła spod pióra Roguca, można to powiedzieć. Jest ona też jedną z tych bardziej zrozumiałych i mniej grafomańskich, przez co jej interpretacja nie sprawia aż takich problemów.

Tytuł piosenki i albumu to oczywiście żaden przypadek. Wprawnie opisuje jednocześnie inaugurację zespołu na rynku muzycznym oraz wewnętrzne rozterki i przemyślenia autora. Muzyka to oczywiście rock, może nie jest to najostrzejszy utwór na całym albumie, ale ma swoje fragmenty z tzw. "powerem". Fani cięższych brzmień nie będą zawiedzeni. Jednak tym co do mnie w tym utworze przemawia, jest przede wszystkim jego tekst.

Na całej pierwszej płycie, nie tylko w tej piosence, widzimy dość sporo odniesień do Boga. Artyści często lubią w różny sposób wchodzić w dyskusję z wiarą i Stwórcą. W przypadku "Pierwszego wyjścia z mroku" jest to dialog jak najbardziej pozytywny. Takie słowa jak: "przecież Bóg dobrze wie, dlaczego dławi mnie wstręt", "na pewno każdy choć raz, utracił wiarę jak ja" i wreszcie "jeżeli tak ma być, że pomimo wszystko ja wydostanę się, to chyba warto wierzyć". Możecie wierzyć lub nie, ale krzyczane przez wielotysięczne tłumy na koncertach dają niesamowitego kopa. Nawet jeśli dla sporej części ludzi to tylko puste słowa, to jednak ich wydźwięk dla człowieka wierzącego jest jednoznaczny i napawa optymizmem.

"Trzeba uprzytomnić sobie, że nawet kiedy wszystko straci sens, znajdziesz przestrzeń, gdzie wielka wiara tłumi lęk". Aż ma się ochotę przyklasnąć. Przecież o to chodzi w życiu, by nigdy się nie poddawać, brnąć cały czas naprzód, nawet, gdy wszystko straci sens. A pomóc w tym może właśnie wiara. Jeżeli jest prawdziwa, to możemy przyjąć za pewnik, że pomoże. I kto by pomyślał, że do takich wniosków można dojść słuchając rockowego zespołu. Kojarzenie rocka z satanizmem na szczęście coraz bardziej odchodzi w dal, jednak w świadomości starszego pokolenia nadal gdzieś tam siedzi. Nam, młodym zostaje jedynie próba przekonania swoich dziadków, że nie wszystko jest przecież takie czarno-białe, nawet w muzyce.

Oczywiście cały utwór nie jest tak całkowicie jednoznaczny. Są i tu wersy, które poddają pewne rzeczy w wątpliwość. Najważniejszy jest jednak ogólny wydźwięk. "Mimo że zgubiłem się, mimo że zabrnąłem w mrok, wymieszałem z błotem krew, ocaleję mimo to". Proste i przejrzyste. Można się potykać, popełniać błędy, grzeszyć, w końcu jesteśmy tylko ludźmi. Zawsze jednak istnieje szansa na powrót, czyli idąc za Rogucem – ocalenie. Niby nic wielkiego, a jednak pozytywna myśl, która, zasiana w człowieku, może zrobić bardzo wiele dobrego.

Nad samym utworem nie będę się już więcej rozwodził. Jeśli ktoś będzie miał ochotę, to przesłucha i całą płytę. W "Stu tysiącach jednakowych miast" można się doszukać np. frazy "tylko błagam, nie załamuj rąk, chroni nas Bóg" – również krzyczane na koncertach. A dla wszystkich niezadowolonych z sytemu, polityki i całego tego szajsu – polecam "Nie wierzę sk****synom". Prosto, dobitnie i na temat. Już po samym tytule ciężko stwierdzić, że facet nie ma racji.

Na teraz niech wystarczy tyle. Do Comy jeszcze wrócę, bo przez tych 11 lat, od powstania pierwszego albumu, sporo się zmieniało. I przypuszczalnie Roguc już nie do końca szczerze czuje to, o czym śpiewał na "Pierwszym wyjściu z mroku". W jego tekstach z późniejszych płyt wyczuwa się zmiany poglądów, różne kombinacje, poszukiwanie, co wychodzi mu z różnym skutkiem. Na niezmiennie wysokim poziomie jest za to muzyka. Ale o tym wszystkim już innym razem.

 

Author: Mateusz Nowak

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *