8 spraw, którymi warto się zająć bardziej, niż pluszowym Jezusem

Jeśli pluszowy Jezus to profanacja, to może powinienem się wyspowiadać z tego, że w przedszkolu malując na religii kolorowanki z Panem Jezusem dość często wyjeżdżałem za linie. Czy nie mamy ważniejszych problemów? Podpowiem…


Pewna firma wypuściła na polski rynek nowy produkt i jest nim pluszowy Jezus. W pierwszym odruchu żal patrzeć. Połączenie Osoby Zbawiciela z pluszem dość nieprzyjemnie gryzie oczy, serce i umysł. Ale jeśli o ten ostatni chodzi, zaraz się zreflektowałem, że ocenianie świata w oparciu o pierwsze odruchy, bez krytycznej analizy, trochę nie przystoi dorosłemu człowiekowi.

Biorąc rzecz na chłodno – przecież nie ja jestem grupą docelową dla tej zabawki, a dzieci do lat – powiedzmy – kilku. Nie mnie to ma się podobać. Nie moją wiarę ma rozwijać, to rzeczywiście trochę nie ten poziom. Czego by pluszowemu Jezusowi nie zarzucić, wciąż jest to trzy poziomy wyżej od Smoka Niedzielaka.

Można oczywiście się oburzać, że taka zabawka to profanacja. Że prać w pralce (podobno co jakiś czas trzeba to zafundować pluszakom, które mają kontakt z małymi dziećmi) to tak trochę nie wypada. Że dziecko przecież może gryźć i ślinić, a nawet rzucać Panem Jezusem po podłodze. Cóż, w takim razie może ja powinienem się wyspowiadać z tego, że w przedszkolu malując na religii kolorowanki z Panem Jezusem dość często wyjeżdżałem za linie. A zdarzało się i pomalować włosy na niebiesko. To dopiero profanacja.

Jedyne, co mnie w całej (szumnie mówiąc) sprawie może niepokoić, to reakcje tzw. internautów, które pluszowy Jezus spowodował. Czy tak marginalnej sprawie rzeczywiście trzeba poświęcać tyle uwagi? Podpowiem: nie. Za to jest wiele spraw, w których moja uwaga i zaangażowanie przyda się bardziej. Przykładowo:

1. Święta. Trwa Adwent, co znaczy, że już niedługo Boże Narodzenie. To wymaga przygotowania przede wszystkim od strony duchowej. Przygotowanie samego siebie już jest sporym wyzwaniem, ale przecież chrześcijaństwo jest zaprzeczeniem egoizmu, nie mogę więc poprzestać na jedynie przygotowaniu samego siebie. Więc jak już się zmobilizujesz do pójścia na roraty czy rekolekcje adwentowe, może warto pomyśleć, żeby wziąć ze sobą kogoś jeszcze?

2. Księża. Pewne kontrowersje w ostatnich dniach wzbudziła osoba ks. Piotra Glasa i kilka komunikatów jemu poświęconych. Abstrahując od tej konkretnej sprawy, co pewien czas robi się zamieszanie wokół jakiegoś duchownego. Lemański, Międlar, Stryczek, Kramer, Boniecki, Pieronek proboszcz z Kasiny, czy wielu, wielu innych. Ksiądz też człowiek. Też może popełnić głupstwo, nieważne ile świętych olejów na niego wylać. Może więc warto się o księdza z najbliższej parafii zatroszczyć? To nie jest tak, że oni są pasterzami, a my tylko biernymi owieczkami. Oni również wymagają naszej troski. Jeśli nie znam wystarczająco danego księdza, to warto wykorzystać wizytę duszpasterską: „skoro już ksiądz wpadł, to może opowie, co u niego słychać. Może w czymś pomóc”?

3. Muzyka liturgiczna. Pozostajemy na gruncie kościelnym. Wydana ostatnio przez polski episkopat instrukcja o muzyce liturgicznej spotkała się z odbiorem dość… dziwnym. W przeciwieństwie do ogromu wcześniejszych dokumentów liturgicznych została zauważona nie tylko przez liturgistów i ceremoniarzy. Niemniej, mimo, że w zasadzie nic nowego nie wniosła, czytając medialne doniesienia, miało się wrażenie, że Kościół rozpoczął jakąś rewolucję. To pokazuje, jak mało o liturgii wiemy. Zamiast poprzestawać na tym, co komu jaki ksiądz naopowiadał, może warto zainteresować się jakąś książką z tej dziedziny, chociażby osławionym „Duchem liturgii” Ratzingera?

4. Czytelnictwo. Jeśli już o książkach mowa, co roku publikowany jest raport o stanie polskiego czytelnictwa. Co roku więc podnosi się w mediach larum, że jak to niedobrze, że nie czytamy, a że książki są drogie i co z tym zrobić, albo że to technologia tak na nas działa i kijem smarfonowej Wisły nie zawrócimy. Po tygodniu temat znika. A książki z bibliotek i księgarni nie. Może w ramach świątecznego prezentu, zamiast nowego sweterka z reniferami po książce dla członka rodziny? Może za czwartym razem obdarowany w końcu poczuje się zmobilizowany, żeby w końcu z tego prezentu skorzystać.

5.Ruchy antyszczepionkowe. Jest to skomplikowany problem, ale jedna z przyczyn może tkwić niedoborach edukacyjnych. Może się wydawać, że jako jednostka, jedna z wielu milionów, niewiele mogę tu zmienić. Gorzej, jeśli przy wigilijnym stole okażę się, że kuzynka Jadzia – która może na noblistkę nigdy się nie zapowiadała, ale mimo to sprawiała wrażenie ogarniętej dziewczyny – hardo stwierdzi, że ona swego pierworodnego nie szczepi i szczepić nie zamierza, bo jej koleżanka… Można się nie odezwać, chcąc nie psuć atmosfery, a można wejść w dyskusję, chcąc zminimalizować ryzyko epidemii, na przykład, ospy.

6. Smog. Skoro dotykamy tematu zdrowia publicznego, nie sposób przemilczeć stanu powietrza. I analogicznie do powyższego, przyczyny są złożone. Dalej jednak od moich jednostkowych decyzji sporo zależy. Nawet jeśli nie oczyszczę w jeden sezon całej małopolski, mogę choć zainwestować w kilka zielonych istotek typu skrzydłokwiat, które uatrakcyjnią mieszkanie nie tylko pod kątem wizualno-estetycznym. A że zamiast cisnąć komuś w komentarzach na fejsie będę raz w tygodniu podlewał kwiatki czy obcinał suche listki? Całe społeczeństwo zyskuje.

7. Aborcja. Z powodu nacisków partii Razem odwołano konferencję naukową na Uniwersytecie Jagiellońskim pt.: „Prawo dziecka do życia”. Nie wiem, ilu członków ta partia liczy. W sondażach się jakoś nie wybija znacząco, przynajmniej jeśli porównać to ze statystykami członków Kościoła Katolickiego w Polsce. A w tym wypadku nie chodziło przecież o narzucanie komukolwiek światopoglądu, lecz o naukową dyskusję. Jeśli ktoś stawia tezy, z którymi się nie zgadzam, to mam w arsenale cały aparat krytyczny, jaki posługuje się współczesna nauka, na dowiedzenie niesłuszności takich poglądów. Odwołanie takiej konferencji to bez wątpienia bardziej bulwersująca sprawa, niż pluszowy Jezus.

8. Rekonstrukcja rządu. Na dniach zmienił się nam premier. Nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo po co. To znaczy, wiadomo. Nie trudno o odpowiedź, że chodzi o polityczny teatrzyk, którym porządny człowiek zajmować się nie powinien. Już nie chodzi mi o roztrząsanie, kto ma lepsze kompetencje, a o bierność. Od wyborów sporo minęło, do następnych jeszcze trochę zostało, więc póki co nic zrobić nie możemy. A rekonstrukcja rządu to świetna okazja, do rozliczeń z obietnic składanych w trakcie kampanii wyborczej. Nie chodzi nawet o wychodzenie na ulice z transparentami. Ale to dobra okazja żeby sprawdzić, co słuchać u jegomościa, przy którego nazwisku postawiłem krzyżyk dwa lata wstecz.  

8 tematów, a mogłoby być pewnie wiele więcej. Podczas przemówienia na Brzegach w trakcie ostatnich Światowych Dni Młodzieży Franciszek mówił między innymi o Bogu „który zaprasza nas, abyśmy byli aktorami politycznymi, ludźmi myślącymi, animatorami społecznymi. Pobudza nas do myślenia o gospodarce bardziej solidarnej”. Dyskusje, których przedmiotem jest pluszowy Jezus to wciąż poziom wegetowania na – pewnie też pluszowej – kanapie.

Author: Wojciech Urban

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *