Po co komu dziennikarze?

O współczesnym dziennikarstwie mówi się tylko na dwa sposoby: zachwycając się wolnością słowa lub płacząc nad niskim poziomem przekazów medialnych.


Możemy się zastanawiać nad tym, jak to działa: czy to media ogłupiają odbiorców, czy raczej niski poziom intelektualny bezkrytycznej mass-publiczności powoduje, że dziennikarze już nawet nie muszą udawać, że starają się utrzymywać dobrą jakość przekazów. Możemy spierać się o to, którzy dziennikarze są rzetelni, a którzy nie oraz dzielić media na te bardziej i mniej zależne. Możemy również powielać jałowe spory o obiektywizm, walczyć o wolność i wysoki poziom mediów, ale… czy na dobrą sprawę współcześnie potrzebujemy jeszcze konwencjonalnych środków przekazu?

Prawdziwi dziennikarze nigdy nie powiedzą tego wprost, bo któż plułby we własne gniazdo, ale wkroczyliśmy właśnie w erę, w której zatarł się wyraźny dotąd podział na celebrytów, środki masowego przekazu i publiczność. Dziś każdy z nas za pomocą mediów społecznościowych może zaistnieć w świadomości szerokiego grona odbiorców. Chcesz pokazać ludziom jak ćwiczysz? Wyjawić swe sekrety kulinarne? Przekazać autorski sposób wymiany dętki w rowerze? A może piszesz o związkach damsko-męskich? Tematyka jest drugorzędna. Właśnie dziś możesz spełnić proroctwo Andy’ego Warhola, który stwierdził, że w przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut. To jest twój czas!

Domorośli komentatorzy życia publicznego, modelki-amatorki… Któż z nas nie ma w znajomych choć kilku takich osób? Szybko zdobywają popularność, zaskarbiają sobie przychylność odbiorców i robią karierę na portalach społecznościowych, tworząc coś w rodzaju minishow-biznesu. Czy w czasach, w których każdy ma w ręku narzędzia pozwalające dotrzeć do ludzi na całym świecie, jest jeszcze miejsce na osoby, które będą nam mówiły, jak mamy żyć i co powinniśmy myśleć?

Przyczyn upadku prestiżu współczesnego dziennikarstwa doszukiwałbym się w tym, że obiektywizm w mediach kończy się na prognozie pogody. Wszystkie inne treści muszą zgadzać się z linią programową redakcji. Nie ma już prawdziwej polemiki na łamach prasy, bo wszystkie dyskusje opierają się na wielkich emocjach i za każdym razem prowadzą ostatecznie do argumentów ad personam.

A sami dziennikarze? Znikają bezpowrotnie prawdziwi „artyści słowa”, rzetelni i odpowiedzialni za prezentowane treści. Ci, którzy tworzą z prawdziwym kunsztem i smakiem, nie zyskują uznania od odbiorcy spragnionego taniej sensacji.

Współczesna publicystyka i programy typu talk-show ukierunkowane są już tylko na show, zamiast na rzeczową dyskusję. Nie liczy się to, co ma do powiedzenia gość audycji. Istotne jest tylko to, by nadąć ego prowadzącego i dać mu szansę na bycie gwiazdą.

O ile w programach rozrywkowych ma to jeszcze jakiś sens, o tyle w politycznych stają się kanałem indoktrynacji mas. Czasem mam wrażenie, że dziennikarze w pewnym momencie swojej kariery biorą sobie do serca motto taty Rysia z „Czasu surferów”, który powiedział że życie to wielka impreza – rób wszystko, żeby nie być na niej kelnerem. Zapominają o swojej służebnej roli wobec społeczeństwa. Zamiast tworzyć przestrzeń do dyskusji i przekazywania informacji, próbują stać się pełnoprawnymi aktorami w teatrzyku politycznym. Przestali zadawać pytania, zaczęli sami na nie odpowiadać. To mniej więcej tak, jak gdyby osoba wykładająca w sklepie towar na półki po pewnym czasie zaczęła uważać się za producenta.

W takich okolicznościach już chyba nikogo nie dziwi fakt, że młodzi ludzie coraz rzadziej sięgają do mediów konwencjonalnych. Wolą na własną rękę wyszukać interesujących wiadomości, poczytać na dany temat na portalach o odmiennym „profilu politycznym”, spojrzeć krytycznie i samodzielnie wyciągnąć wnioski.

I mógłbym tak biadolić w nieskończoność, gdyby nie to, że sam jestem sobie winien. Zamiast selekcjonować to, co czytam, czego słucham i co oglądam, ulegam pokusie szybkiej informacji i kończąc ten tekst, zapewne zacznę przeglądać jakiegoś brukowca.

Moja wina – media dostosowują się do poziomu swoich odbiorców.

 


Autor: MARCIN KOŻUSZEK

Author: Marcin Kożuszek

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *