Pokolenie emocjonalnych ekshibicjonistów

Kiedyś charakter terapeutyczny miało pisanie pamiętnika. Nastolatki swoje stany emocjonalne przelewały na papier w notesie zamykanym na kluczyk tak, by nikt do niego nie zajrzał. Emocje stanowiły sferę intymną, do której nikt nie miał wstępu. Dzisiaj taki pamiętnik mogą przeczytać wszyscy. Na Facebooku.


Wchodzisz na fejsa, a tam zwierzenia znajomej nastolatki o tym, jakie to życie jest ciężkie? Na instagramie widzisz milionowe, niczym nieróżniące się od poprzednich, zdjęcie niedawno narodzonego dziecka dawnej koleżanki? Na twitterze jesteś zmuszony czytać wynurzenia znajomego o tym, jak wielkiego kaca przeżywa i jaka wczoraj była mega impra? Na jutubie kolejna nastolatka dzieli się swoimi spostrzeżeniami, których tamponów lepiej używać i dlaczego cień do powiek marki Wymyślsesam jest o niebo lepszy niż marki Jakjejtambyło? Witamy w świecie social media, gdzie dojrzewa pokolenie emocjonalnych ekshibicjonistów!

LANS, BANS I CUDA NA KIJU

Znasz to z życia – gdzie nie spojrzysz ludzie dzielą się wszystkim ze wszystkimi. Portale społecznościowe ułatwiły to tak bardzo, że bardziej już się chyba nie da. Żeby dowiedzieć się, jak przebiega związek znajomego wcale nie musisz umawiać się z nim na kawę. Wszystko znajdziesz na jego fejsbukowym łolu. Począwszy od najnowszych zdjęć z ukochaną, przez zmieniane raz po raz statusy “w związku” na “to skomplikowane” i znowu “w związku”. Całość doprawiamy apdejtami wszelakich kłótni, ale też ich zażegnywania. Inne apdejty też masz okazję przeczytać, np. że twój znajomy ma najwspanialszą dziewczynę eweeeer. Modne stały się również ostatnio miesięcznice danego związku, bo przecież rocznica to zdecydowanie za mało. Dlatego na bieżąco wiesz kto, kiedy, z kim i w jakich okolicznościach się zszedł i jak zaawansowany i posunięty w czasie jest ten związek – co do miesiąca! Czekasz na odliczanie tygodni. Albo lepiej: dni.

Jednak nie tylko podboje miłosne są tematem do emocjonalnych wynurzeń. Dobrze wiesz, że podstawowa zasada publikowania postów na fesjbuku/tłiterze/instagramie (niepotrzebne skreślić) brzmi: nieważne co, ważne żeby pokazywało, jak bardzo kul jesteś. Wszystkie osiągnięcia się liczą, wszak nie tak dawno temu modne było wypicie butelki piwa za jednym zamachem. Potem ludzie oblewali się lodowatą wodą, nie do końca wiedząc po co. Więcej grzechów nie pamiętam.

Kolejna złota zasada internetowego istnienia – niech wszyscy wiedzą, jak popularną osobą jesteś! Zdjęcia z imprez, gdzie półnagie (najlepiej nieletnie!) dziewczyny i półtrzeźwe (najlepiej nieletnie!) chłopaki “dają czadu” to norma, wszak głupio byłoby, żeby ktoś miał miał cię za ponuraka. Liczy się lans, bans i cuda na kiju! Im więcej dziwnych i krejzolskich rzeczy wymyślisz, tym bardziej jesteś w towarzystwie szanowany.

Nie wiesz, gdzie i z kim znajomy spędził wakacje? Po co marnować czas na piwo z nim, w końcu niewiedza trwa doczeka się zaspokojenia, bo miliony zdjęć z letnich podróży po świecie będą wrzucane przez cały rok. To samo ze zdjęciami, na ten przykład, ślubnymi. Albo ze zdjęciami dzieci. Albo ze zdjęciami obiadu – przecież tak bardzo interesuje cię, jak daleko posunięte są kulinarne umiejętności twoich znajomych, ewentualnie w jakich jadłodajniach bywają i za jakie pieniądze. Instagram w końcu daje ci możliwość wrzucania zdjęć wszystkiego – nieważne, jak bardzo jest to użyteczne.

“JESTEM ZAŁAMANA… ALE NIE CHCĘ O TYM GADAĆ”

Załamania nerwowe na fejsie to też norma – wiesz to doskonale. Ileż to znajomych, z reguły w wieku oscylującym między liczbami z końcówką ‘-naście’, przeżywa pseudodepresje, wyznaje, że miłość nie istnieje, albo że “życie jest do dupy”? Skrollując od niechcenia stronę główną, zauważasz posty z milionem smutnych emotek. Zdarza się nawet, że chciałbyś tej biednej zagubionej duszy pomóc, wesprzeć słowem, więc popełniasz zasadniczy błąd i pytasz z troską “co się stało?”. W odpowiedzi otrzymujesz pełne oburzenia “nie widzisz, że mi smutno? nie chcę o tym gadać!!!”. Po raz kolejny próba naprawiania świata spełzła na niczym. Skrollujesz dalej.

Co ciekawe, przypuśćmy, że znasz jedną czy drugą Dżesikę bliżej niż tylko z fejsa. Jednego dnia widzisz jej pełne smutku i żalu do świata posty, a drugiego na żywo uśmiech od ucha do ucha. Strapiony pytasz: “czy wszystko w porządku?”. W odpowiedzi słyszysz: “tak, dlaczego pytasz?” – “A bo na fejsie wczoraj…” – “A to tak tylko dla beki! Huehuehue”. Uff, oddychasz z ulgą. Depresja zażegnana.

“LOFFCIAM CIĘ, MOJA CIPUNIU ;*”

Wynurzenia nastolatek, tak w wieku trzynaście plus, to już w ogóle materiał na dobrą książkę. Przy okazji dobry materiał dla psychiatrów. Dla językoznawców może to być już za wiele. Używane przez nieletnie neologizmy zadziwiłyby pewnie niejednego badacza języka. Mając na przykład w znajomych jakąś młodszą kuzynkę, powiedzmy czternastoletnią dowiadujesz się, że “lubi kwiatki, ale woli orgazmy” albo że zna “1000 trików seksualnych, o których nie miałeś pojęcia”. Można o niej również powiedzieć, że jest romantyczką, bo regularnie przegląda “najcudowniejsze zdjęcia zakochanych” oraz że docenia sztukę robienia zdjęć, wspierając milion profilów mających w swej nazwie “(wstaw dowolne imię) photography”. Masz jednak świadomość, że owa czternastolatka potrafi o siebie zadbać, kiedy widzisz wśród jej lajknięć znaną firmę produkującą prezerwatywy, a także slogan “Nie ma sexu bez durexu”, a nawet jeśli “Bez gumki, ale z głową”. Całości dopełnia jednak usprawiedliwienie, z którego dowiadujesz się, że ona tak naprawdę “Nie ma brudnych myśli tylko seksowną wyobraźnie”, ale “Okrągłe cycuszki,piękna dupeczka to jest to co ją zachęca” (pisownia oryginalna).

Wiele możesz również dowiedzieć się na temat rówieśników i rówieśniczek owej kuzynki, którzy to w dość dziwny sposób wychwalają jej urodę pod zdjęciami, deklarując, że chętnie by ją “brali”, “wyruchali” czy robili inne wyuzdane rzeczy, o których ci się nie śniło. Istotne również są tutaj formy, w jakich ten gatunek użytkowników social media się do siebie zwraca. Zamiast napisać coś sztampowego jak np. “zdjęcie z moją najlepszą przyjaciółką” wybierają bardziej wyszukane formy takie jak: “Selfie z moją cipcią ;**** Huehue”; zamiast zwyczajnego “dobrze, że jesteś” wrzuconego na czyjś łol, o wiele bardziej sprawdza się “Ty cipusiu kochana ;*” ewentualnie “Hehe cipki mojeę”. Język ten zdają się rozumieć tylko osobniki tego samego gatunku, dlatego lepiej samemu się dalej nie zapędzać, bowiem im dalej w las, tym mniej rozumiesz i tym bardziej boli cię głowa.

“JESTEM JUTUBEREM, LICZ SIĘ Z MOIM ZDANIEM!”

Inny rodzaj emocjonalnego ekshibicjonizmu w portalach społecznościowych objawia się za pośrednictwem filmików. Vlogi prowadzone zgodnie z zasadą: “nie znam się, to się wypowiem” wylewają się zewsząd i właściwie każdy może zostać jutuberem. Oczywiście istotne jest tutaj, żeby NIE BYĆ ekspertem w żadnej dziedzinie, bo po co to komu? Wystarczy, że władasz biegle błyskotliwymi żartami, śmiesznymi tylko w kręgach gimbazy, albo wyglądasz jak Bieber czy inny Kwiatkowski. Szansa na świetlaną przyszłość w odmętach jutuba już na ciebie czeka! Wystarczy mieć tylko telefon, który nagrywa filmiki, ewentualnie kamerka internetowa w zupełności wystarczy. Nikt nie patrzy przecież na jakość i pikselozę, liczy się tutaj przede wszystkim twoje zdanie!

Tematykę masz tutaj dowolną. Możesz przecież mieć swoją opinię na każdy temat i oczywiście wszyscy muszą ją usłyszeć. Jednak czasem życie nie dostarcza wielu ciekawych refleksji, dlatego najlepiej zostać kimś w rodzaju szafiarki, ewentualnie internetowej makijażystki. Istotne jest przecież, żeby ludziom wytłumaczyć, które podpaski są najskuteczniejsze, albo która szminka jest najlepsza do całowania. Przegląd balsamów do ciała to też kwestia niecierpiąca zwłoki, w końcu ważne jest mieć gładką i jedwabistą skórę. Po prostu MUSISZ się tym ze wszystkimi podzielić!

GDZIE JEST GRANICA INTYMNOŚCI?

Trochę teraz na poważnie, wszak moje zgorzknienie i brak dystansu do życia internetowego nie musi zdominować całego tekstu. Konfrontując rzeczywistość z powyższym, może nasunąć się parę refleksji. Obserwując swoich znajomych, czasem nawet znajomych znajomych, można zadać pytanie: gdzie właściwie znajduje się granica intymności? Kiedyś bardzo osobiste przeżycia, związane z naszą sferą uczuciową, przeznaczone były tylko i wyłącznie dla tych najbliższych, przyjaciół, rodziny. Kto uduchowienie i nastawienie posiadał bardziej introwertyczne przelewał stany emocjonalne na papier, który potem skrzętnie ukrywał w zakamarkach szuflady. Granica tego, o czym i komu mówić, zdawała się wyraźna. Współczesne środki masowego przekazu, takie jak media społecznościowe i portale zrzeszające wspólnoty ludzi, doprowadziły do tego, że granica właściwie nie istnieje, a jeśli już, to jest bardzo płynna i łatwo można ją przesuwać, naginać, wychodzić poza narzucony schemat dobrego smaku. Trzeba mówić o wszystkim! Czekam na zdjęcia porannego stolca.

Stop. Miało być już przecież na poważnie i bez zgrzyźliwości. Podobne pytanie o granicę intymności w portalach społecznościowych zadaje sobie psycholog Sandra Waszniewska, zastanawiając się:

"Człowiek jest istotą społeczną, co oznacza, że potrzebuje więzi społecznych do swego rozwoju, by doskonalić i kształtować siebie. W dzisiejszych czasach nie możemy pominąć Internetu i jego ogromnych możliwości. Życie społeczne przenosi się na strony internetowe w coraz większym stopniu. Jest to naturalny sposób poszukiwania i wykorzystywania warunków stwarzanych przez współczesne czasy do wspomnianego kształtowania siebie. W szczególności dotyczy to szeroko pojętego życia społecznego”.

Zatem możemy wnioskować, że uzewnętrznianie się za pośrednictwem portali społecznościowych wynika nie tyle ze zmieniających się potrzeb ludzkich, co bardziej z przymusu wykorzystywania najnowszych zdobyczy technologicznych i dostosowania się do nich. Oczywiście potrzeby społeczne człowieka również mają istotny wpływ na to, w jaki sposób korzysta on z dobroci social media. Waszniewska wyjaśnia to następująco:

“Mamy do czynienia z niebywałą ekspansją różnego rodzaju serwisów społecznościowych. Ludzie coraz chętniej zakładają swoje profile na więcej niż na jednym portalu społecznościowym. Powodem takiego zachowania może być zainteresowanie prywatnym życiem innych osób, chęć poznawania nowych kultur, możliwość zawiązywania nowych kontaktów w prosty, szybki i przyjemny sposób, a to wszystko bez wychodzenia z domu”.

JA REALNE VS JA IDEALNE

Wszystko wynika z potrzeby kreacji samego siebie. Widzisz siebie w lustrze każdego dnia i widok ten niekoniecznie ci się podoba. W jaki sposób najlepiej to zmienić? Za pośrednictwem portali społecznościowych. W nich masz zupełną dowolność, możesz wykreować siebie, jak tylko sobie zamarzysz. I nie chodzi tutaj tylko o wyretuszowane zdjęcia. Twój wirtualny avatar może znać języki świata – nikt nie musi wiedzieć w jakim stopniu zaawansowania. Do tego dodaj masę zainteresowań z różnych dziedzin, aby uważano cię za człowieka renesansu, który na każdy temat może się wypowiedzieć.

Korzystanie z Facebooka i innych portali społecznościowych ma znaczny wpływ na to, jak wygląda nasza samoocena. Joseph Walther na podstawie badań stworzył specjalny model hiperpesonalny. Zgodnie z jego założeniami serwisy społecznościowe dają nam wiele możliwości, jeśli chodzi o naszą autoprezentację oraz sposób jej tworzenia. Swoje wirtualne “ja” możemy kreować w sposób, jaki nam się żywnie podoba i podawać osobom znajdującym się w naszych kręgach wyselekcjonowane informacje na nasz temat. W ten sposób o wiele bardziej panujemy nad tym, jakie opinie na nasz temat się pojawiają. Mając kontrolę nad informacjami, możemy przedstawić siebie w sposób, jaki chcielibyśmy być postrzegani. Dzięki temu w internecie każdy jest tym, kim chciałby być, albo raczej tym, kim wydaje mu się, że lepiej by było, gdyby był. Być może z tego wynika nierzadko przesadzone uzewnętrznianie się ludzi w portalach społecznościowych. Zgodnie z zasadą, że lepsze jest wrogiem dobrego, wielu popada w swego rodzaju przesadę.

SAMOTNOŚĆ W SIECI

Dzieląc się wszystkim ze wszystkimi, tak naprawdę nie dzielisz się niczym z nikim. Jasne, ilość lajków i komentarzy oznacza, że ktoś czyta twoje wypociny, docenia twoje zdjęcia, ale bardzo szybko o tym zapomni. Wlatuje jedną dziurą, wylatuje drugą – szkoda marnować miejsca w głowie na to, co napisze jedna osoba, skoro w znajomych masz jeszcze pięćset innych.

Spędzanie czasu z realnymi znajomymi zamieniamy na spędzanie czasu z naszymi friendami z fejsa. Portale społecznościowe bardzo nam ułatwiły kontakty międzyludzkie, bo żeby z kimś pogadać, wcale nie musimy wychodzić z domu. Co więcej, czasem nawet rozmowa nie jest wymagana – w końcu wszystkiego możemy się dowiedzieć z tego, co nasz znajomy napisał w swojej wirtualnej przestrzeni. Mamy kontakty międzyludzkie w wersji instant. Tylko dlaczego czujemy się coraz bardziej samotni?

 


PS: Wszelkie prawdopodobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe. Tekst nie ma na celu, żeby kogokolwiek obrazić. Sytuacje opisane należy odbierać z pewną dozą sarkazmu i mieć świadomość, że na potrzeby tekstu zostały w jakimś stopniu wyolbrzymione. A jeśli już się w którejś z wymienionych sytuacji odnajdujesz… to chyba na jakiś czas lepiej będzie zrobić sobie odpoczynek od fejsbuka.

Author: Anna Zemełka

Podziel się artykułem na

3 komentarze

  1. Publikując w internecie, należy mieć świadomość istnienia granicy pomiędzy tym, co możemy prezentować publicznie, a tym, co powinno zostać w sferze prywatnej.

    Tylko, że media społecznościowe rozwinęły się stosunkowo szybko i nikt jeszcze nie zdał sobie sprawy, że trzeba tego nauczyć młodzieży.

    Post a Reply
  2. Siemka, zapomniałaś napisać o zdjęciach wrzucanych zwłaszcza przez dziewczyny, ale i facecików ze sweetaśnymi minami, powykrzywianymi gębami krzyczące patrzcie jaka jestem zajebista i wyluzowana, jaki mam dystans do siebie, haha Albo typowe pozowane zdjęcia z rąsi jaką to mam piękną twarz i w ogóle jestem taka śliczna, gówno prawda kompleksy wyłażą 😉

    Post a Reply
    • Trafne spostrzeżenie. 😉 Podejrzewam jednak, że gdyby się chcieć zgłębić w ten temat, to mógłby powstać osobny tekst o podobnej rozpiętości, co wywody wyżej. 

      Pozdrawiam!

      Post a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Ekshibicjonizm słowny - czy jesteś słownym ekhibicjonistą? | Może coś Więcej - […] Zobacz także: Pokolenie emocjonalnych ekshibicjonistów […]
  2. Pisząc obraźliwe posty o imigrantach możesz zniszczyć sobie życie - Kamil Bąbel - […] O tym, jakich postów należy unikać, nie będę się rozpisywał, bo temat został przemielony na wszystkie możliwe sposoby. Zerknij…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *