Pozytywne zmiany w małżeństwie są jego ratunkiem

Praca nad małżeństwem to ciężki kawałek chleba, jednak bez tego jesteśmy skazani na porażkę. Jakość naszego związku małżeńskiego nie musi być byle jaka, jeśli tylko zechcemy się o nią postarać. „To jakość relacji z najbliższymi, nie zaś fakt ich tworzenia, sprawia, że jesteśmy zdrowsi i szczęśliwi” – przekonuje Marlena Bessman-Paliwoda, założycielka grupy „Małżeństwo – mamy się dobrze”.


Anna Zemełka: Skąd pomysł na założenie grupy dla małżeństw?

Marlena Bessman-Paliwoda: Pod koniec 2014 roku założyłam stronę www.MamySie.pl. Na łamach bloga pokazuję, że szczęśliwe małżeństwo jest możliwe. Za cel stawiam sobie walkę ze stereotypem małżeństwa wypalającego miłość dwojga ludzi, którzy się na nie zdecydowali, ale także chcę zachęcać do pracy nad swoim małżeństwem, poznawania siebie nawzajem, pogłębiania relacji. Teraz słyszy się, że związek małżeński to „współczesna forma niewolnictwa”. Kojarzy się z utratą wolności, spisaną na straty próbą utrzymania uczuć i tym, że „dalej tak pięknie nie będzie”.

W rzeczywistości to tylko stereotypy…

– Tak. Swoje odzwierciedlenie mają w spadającej liczbie zawieranych małżeństw (tendencja ta widoczna jest od 2008 roku). Do tego małżeństwa się rozpadają – w 2013 r. rozwiodło się ponad 66 tysięcy par małżeńskich – o 1,6 tysiąca więcej niż w 2012 roku. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, nie przygotowujemy się odpowiednio do małżeństwa, po drugie, biernie w nim trwamy. Jego stanem zajmujemy się dopiero wtedy, gdy zaczyna się rozpadać lub przechodzi kryzys. Właśnie dlatego zaczęłam prace nad programem profilaktyki dla małżeństw, którą szczególnie kieruję do młodych małżonków i osób myślących w niedalekiej przyszłości o zawarciu związku małżeńskiego. Tu pojawił się pomysł założenia grupy dla małżeństw (ale także narzeczonych) na Facebooku: „Małżeństwo – mamy się dobrze”. Tam wspólnie podejmujemy pracę warsztatową.

Miałaś jakieś obawy, że to się nie przyjmie?

– Na samym początku obawiałam się, że będę w tej grupie sama. Jednak rozrastała się ona z minuty na minutę. Dziś liczy ponad pół tysiąca osób. Myślę, że wyróżnia ją wysoki poziom zaufania i życzliwości. Są w niej ludzie o różnych poglądach, jednak zawsze potrafimy się kulturalnie nimi wymienić i wspierać.

Jak wygląda struktura grupy?

– Grupa zaczęła się kształtować na bazie wyzwania dla małżeństw, które stworzyłam. Po jego zakończeniu wprowadziłam tygodniowy cykl życia, na który składa się określony z góry temat dyskusji, małe zadanie na dany dzień dla małżeństw, dzielenie się twórczymi sposobami na rozwiązanie jakiegoś problemu. Mamy też dzień dzielenia się wartościowymi treściami. Dostaję wiele sygnałów, że te narzędzia pomagają w zbliżeniu się do siebie małżonków. Ważne są tu także przykład i motywacja, jakimi obdarzają siebie wzajemnie małżonkowie z grupy. Podpowiadają sobie różne rozwiązania, proponują, co warto w danej sytuacji wypróbować. Ci ludzie to siła napędowa grupy.

Czyli warto pracować nad swoim małżeństwem?

– Oczywiście, że tak! Potwierdzają to doświadczenia innych, ale także badania naukowców z Harvarda, które trwają już ponad 75 lat. To jakość relacji z najbliższymi, nie zaś fakt ich tworzenia, sprawia, że jesteśmy zdrowsi i szczęśliwi.

Stworzyłaś wyzwanie „Mała droga do lepszego małżeństwa”, które opierało się na 21 krokach. Możesz coś więcej o tym opowiedzieć?

– „Mała droga do lepszego małżeństwa” to wyzwanie, w którym zależało mi, aby pokazać, że do pogłębiania swojej małżeńskiej relacji nie trzeba wielkich zabiegów. Niezależnie od tego, na jakim etapie jest małżeństwo – zachęcałam, aby skupić się na pozytywnych aspektach w swoim związku. Przez 21 dni w małżeńskiej grupie, którą prowadzę, pojawiało się rozważanie i zadanie do wykonania. Dla przykładu – drugiego dnia wyzwania powoływałam się na badanie profesora Ronalda Rogge’a z University of Rochester, na podstawie którego widać, że ryzyko rozwodu małżeństw, które oglądają wspólnie filmy i o nich dyskutują spada z 24 do 11%. Zadaniem do wykonania tego dnia było właśnie obejrzenie jednego z poleconych filmów. Ćwiczenia były jednak różne, nie zawsze tak łatwe jak to wymienione. Dostawałam wiele głosów, że wyzwanie nie jest proste, ale tylko to, co z trudem zyskujemy, ma dla nas jakąś wartość, prawda? Planuję jego 2. edycję na wiosnę.

Czy zdarzyło się, że Twoje wyzwania, propozycje pracy nad małżeństwem „uratowały” jakiś związek? Dostałaś od kogoś taką informację?

– Po samym tylko wyzwaniu dostałam wiele wiadomości od uczestników o tym, że ich małżeństwo się zmieniło, weszło na wyższy poziom we wzajemnej relacji. Jedni pisali, że odnaleźli więcej radości z bycia razem, którą po ślubie zagubili, inni z kolei zaznaczali, że są teraz bardziej wyczuleni na swoje wzajemne potrzeby. Pozytywne zmiany w małżeństwie zawsze są jego ratunkiem. Dostałam jedną wiadomość o wyjściu z kryzysu i przełamaniu się do rozmowy w jednym z nich. To jednak nie jest moja zasługa, a tej konkretnej pary. Ogromnie się cieszę z najmniejszego sukcesu grupowiczów.

Czy uczestnicy grupy piszą do Ciebie osobiście, zwierzają się ze swoich problemów, proszą o jakieś indywidualne rady odnośnie swoich małżeństw?

– Coraz częściej. Staram się nie tworzyć dystansu w stosunku do mojej osoby jako np. prowadzącej grupę i to przekłada się prawdopodobnie na zaufanie. Dostaję dużo zapytań odnośnie relacji z konkretnymi pytaniami, co można w danej sytuacji zrobić, jak zareagować, co poprawić. Bywa, że jestem również pytana o rekolekcje, które polecam, książki czy kursy. Czasami jednak jest tak, że ktoś potrzebuje się po prostu wygadać. Tyle. Bez znajomości pełnego obrazu sytuacji trudno jest doradzić, ale zawsze staram się wesprzeć w problemach, pomóc na tyle, na ile potrafię. Jeśli jednak kłopot jest poważny – kieruję już do konkretnych poradni.

Jak wygląda praca nad Twoim małżeństwem?

– Jesteśmy młodym małżeństwem, dla którego wyzwaniem jest dbanie o swoją relację z uwagi na to, że jesteśmy rodzicami małych dzieci. Rodzicielstwo, praca i obowiązki domowe są absorbujące, a do tego potrzebujemy czasu tylko dla siebie. Walczymy o nasz wspólny czas. Ta walka to największe pole do pracy w naszym związku na ten konkretny okres. Jak to dokładniej wygląda? Co najmniej raz w tygodniu ustalamy sobie termin tylko naszego czasu, kiedy dzieci już śpią – wtedy oglądamy filmy, rozmawiamy, wspominamy, snujemy plany, marzymy.

Weszliśmy w małżeństwo po przepracowaniu wielu rzeczy w narzeczeństwie. Umiemy rozmawiać i komunikować swoje potrzeby i emocje. Ufamy sobie i jesteśmy wobec siebie uczciwi – to tworzy atmosferę stabilności. Jeśli jednak iść moją metaforą małżeństwa jako drogi – to nie wiemy, co czeka nas dalej – za zakrętem, więc cały czas staramy się analizować to, co nas dotyczy.

Oprócz tego, że Twoja grupa ciągle żyje, to cały czas wszystko na niej aktualizujesz, współtworzysz również rekolekcje on-line dla małżeństw i przygotowujesz wyzwania dla narzeczonych. Do tego jesteś żoną i matką. Jak znajdujesz na to wszystko czas?

– Niestety nie zdradzę tu tajemnicy, jak to wszystko pogodzić, bo taka nie istnieje. Ktoś mógłby odnieść wrażenie, że moje dzieci są słodkimi aniołkami, które ciągle śpią, ja z kolei spędzam cały dzień przy komputerze. Rzeczywistość wygląda tak, że kiedy maluchy wymagają sporo uwagi, to w ciągu dnia praktycznie nie dotykam komputera. No chyba żeby włączyć bajki. Pracuję wieczorami i nocami. Uczę się automatyzacji wielu zadań w Internecie. Teksty na bloga powstają w mojej głowie w ciągu dnia, potem pozostaje mi tylko „przelanie tego na papier”. Podobnie jest z rekolekcjami i wyzwaniami. Bardzo lubię to, co robię dla innych. W dodatku jest to moja przestrzeń na realizację siebie. Małżeństwo to świetna sprawa – wiem to z doświadczenia. Bardzo chcę, aby inni też poznali to przez praktykę. Jeśli komuś w tym pomogę – to jest to moje małe szczęście.

Author: Anna Zemełka

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *