Regresja małpowania na Planecie Małp

Nie, to nie tytuł najnowszego filmu z serii. To raczej smutny wniosek po przeczytaniu książki i obejrzeniu dwóch jej „adaptacji”. Uwaga, będę spoilował.


U ŹRÓDŁA

Zakładam, że większość czytelników zna ogólny zarys fabuły pierwszego filmu „Planeta Małp”, zna doskonale zakończenie i wie, czego się spodziewać, dlatego pozwolę sobie pozdradzać szczegóły fabuły, by ukazać jak „wiernymi” „adaptacjami” francuskiej książki są filmy stworzone w USA. Jeżeli ktoś nie czytał, nie widział, nie słyszał, niech pomija akapity zaczynające się od „fabuła”.

Pomysł nie jest amerykański, lecz jak wspomniałem, francuski. Pierre Boulle napisał książkę w 1963. roku, jednak już przed jej wydaniem prawa do ekranizacji zostały wykupione przez Arthura P. Jacobsa. Choć jako pierwszy na społeczeństwo ludzkie za pomocą małp (konkretnie pawianów) spojrzał Huxley w dystopii „Małpa i duch” (ang. „Ape and Essence”). Jeszcze wcześniej inteligentne goryle pojawiają się na kartach „Genus homo” z roku 1941. „La Planéte des Singes” nie jest więc aż takim prekursorem (powiedzmy szczerze: Boulle zdolnie małpował), jednak zdobyła znacznie większą popularność.

Fabuła książki: Para kosmonautów znajduje list w butelce. Jest to relacja francuskiego dziennikarza Ulissesa Mérou, który wraz z dwójką przyjaciół ląduje na planecie w gwiazdozbiorze Betelgezy, gdzie spotyka ludzi będących na poziomie zwierząt. Pierwsza napotkana kobieta, Nova, dusi oswojonego szympansa. Ulisses zostaje schwytany przez inteligentne małpy i odstawiony do ośrodka badawczego. Uczy się ich języka i przekonuje do siebie szympansicę Zirę. Ta wraz z pomocą narzeczonego, Corneliusa, pomaga mu ujawnić się na wielkim naukowym kongresie. Oswobodzony Ulisses staje się członkiem małpiej społeczności. Gdy jednak Nova zachodzi w ciążę, małpy postanawiają się go pozbyć. W międzyczasie małpi neurolodzy odczytują pamięć gatunkową jednej z kobiet i odkrywają, że małpy pierwotnie były niewolnikami ludzi. Mérou dzięki wsparciu Ziry i Corneliusa dostaje się na pokład sztucznego satelity, dzięki czemu może przesiąść się na swój wciąż orbitujący statek i wrócić na ziemię. Tam zastaje już małpią cywilizację. Czytający list kosmonauci uznają to za brednie. Jak każdy szanujący się szympans nie mogą wierzyć w inteligencję ludzi.

Jedynie w książce tytuł „Planeta Małp” może mieć większe znaczenie niż tylko glob zamieszkany przez naczelne. Kultura Sorory, jak nazywają planetę  Mérou i jego towarzysze (profesor Antelle i jego uczeń, Levain) jest niemal identyczna z naszą. Te same stroje, te same miasta, te same silniki spalinowe – nawet te same, tak samo nazwane teorie naukowe (teoria względności). Jest to efekt trwającego kilka tysięcy lat zastoju, gdy nie wynajdywano nic nowego. Dopiero od niedawna szympansy próbują przebić się przez konformizm goryli i tradycjonalizm orangutanów. Jedynie w naukach biologicznych małpy przewyższają ludzi z Ziemi.

Sami ludzie zaś są po prostu zwierzętami. Nie noszą ubrań, nie mówią, brak im świadomości. Już przy pierwszym spotkaniu z Novą Mérou zauważa e jej oczach brak czegoś więcej, tego szczególnego wyrazu ludzkich oczu. Ludzie trzymani w zoo próbują przypodobać się publiczności, wyżebrać jakiś smakołyk.

Istotne jest to, jak homo sapiens stracił władzę na planecie – przez lenistwo duchowe, brak rozwoju. Nie powstawało nic nowego, nawet za bardzo nie reprodukowano już tego, co było. Ludzi męczyło już nawet stawianie pasjansów. To, co mnisi nazwaliby acedią doprowadza do tego, że ludzie nie mają już woli, by przeciwstawić się buntowi małp. Nie protestują, gdy goryle wyrzucają ich z salonów, łóżek, w końcu wsadzają do klatek.

W czasie pobytu na wolności, Ulisses zastanawia się nad ludzką kulturą, patrząc na kulturę małp. Zauważa, że goryle, orangutany przede wszystkim naśladują to, co już było – innymi słowy: małpują. Rzadko kiedy pojawia się nowa myśl, nowy trend, ale i to zostaje szybko poddane reprodukcji poprzez powstawanie mniej lub bardziej wiernego odbicia. W ten sposób także nasza planeta staje się „Planetą Małp”, skupioną na kopiowaniu tego, co się sprzedało. Właściwie szczytem kultury małpowania jako powielania przez lata trafionych produktów była cała seria filmów o Planecie Małp, serial telewizyjny, kreskówka, remake i kolejne prequele. Wtedy jednak nie było P. Jacksona.

Na drugim planie widać więź emocjonalną między Ulissesem a Zirą, która jednak rozbija się o różnicę gatunkową. Główny bohater ma dylemat – czuje coś do Ziry, która mimo tego, że jest szympansicą stanowi dla niego bratnią duszą, ale pociąga go Nova, która niby jest kobietą, ale emocjonalnie bliżej jej do zwierzęcia. „Jesteś taki szpetny” – wyznaje szympansiczka człowiekowi przed jego odlotem z Sorory. Odrębną sprawą jest kwestia religii, też wyraźnie małpującej chrześcijaństwo, jednak bez prostactwa, jakie pojawi się w filmie Burtona. Prymat małp jest uzasadniony religijnie, nie ma jednak pokazanych wielu praktyk czy dogmatów.

OSZCZĘDNOŚCI I MORALNOŚĆ, CZŁOWIEKU!

Adaptacja z 1968. roku była luźno oparta na powieści, a dostosowana raczej do oczekiwań amerykańskiego widza. Musiało więc być szybciej, dramatyczniej, bardziej amerykańsko.  Zadbał o to reżyser, Franklin J. Schnaffer, a także obsada, gdzie na pierwszy plan wysuwa się odtwórca roli Taylora Charlton Heston,  naczelny prawy i sprawiedliwy Hollywoodu w tym okresie.

Fabuła: trzech amerykańskich astronautów rozbija się na nieznanej planecie i tonie w morzu. Spotykają prymitywnych ludzi, niemych, ale już odzianych w skóry. Jeden z astronautów ginie. Dwaj pozostali, w tym główny bohater,Taylor, zostają schwytani przez inteligentne małpy. Raniony w gardło mężczyzna długo nie może wydusić ani słowa, a czyni to dopiero po nieudanej próbie ucieczki. W związku z tym, że inteligentni ludzie są sprzeczni z wiarą małp, Taylor zostaje skazany (przez orangutany z dr. Zaiusem na czele) na lobotomię i kastrację. Ucieka jednak wraz z Zirą, Corneliusem i Novą do Zakazanej Strefy, gdzie odkryto ślady kultury starszej niż małpia. Tam dr. Zaius przyznaje, że wiedział o przeszłości ludzi i małp. Taylor z Novą odjeżdżają, by wreszcie odnaleźć zakopaną do połowy piersi Statuę Wolności.

Ze względów ekonomicznych zrezygnowano z wizji zaawansowanej małpiej cywilizacji, gdyż byłoby to zbyt drogie. Tak więc mamy nie murowane domy, a coś na kształt kamiennych schronień. Zamiast silników mamy konie, nie ma mowy o lotach w kosmos. Wygląda to ładnie, ale ubogo w porównaniu z wizją Boulle'a. Pojawia się też problem, który wynika zapewne z chęci w miarę szybkiego zawiązania akcji. Dlaczego na obcej planecie, tak różna od naszej cywilizacja małp porozumiewa się płynną angielszczyzną? W książce mieli naczelni własny język,, który Ulisses musiał dopiero poznać. Także jeśli chodzi o zręczność małpy Schnaffera są sto lat za krewnymi z kart powieści – tam posługują się one także dolnymi kończynami równie sprawnie jak rękoma, w filmie nogi służą tylko do nieco niezgrabnego przemieszczania się.

Z kolei, by nie burzyć wciąż troszkę konserwatywnej widowni i krytyków, założono ludziom jako-takie przepaski. Nie wiemy, czy w czasie pobytu w ośrodku badawczym Taylor współżyje z Novą, co też może być efektem pewnej wrażliwości. Ludzka cywilizacja zostaje zniszczona nie przez bierność i zastój, ale właśnie przez aktywność, wojnę nuklearną. Scenarzyści postanowili więc uderzyć we wciąż czułą strunę widzów – zagrożenie konfliktem jądrowym. To Zaius, pomimo tego, że jest tym „złym małpiszonem” trafnie opisuje człowieka takiego, jakim się być w latach 60. – jako zdolną jedynie do niszczenia bestię.

Zupełnie pominięto relację głównego bohatera i Ziry, człowiek jedynie na pożegnanie całuje ją lekko, co jest raczej oznaką wdzięczności niż uczucia damsko-męskiego. Religia przypomina nieco protestantyzm, skupiona na świętych zwojach, posłudze duchowej, ale też sztywnych regułach, strzeżonych przez orangutany.  To one, chcąc zbadać, czy Taylor ma duszę pytają go prawdy wiary. Zaius jest jednocześnie badaczem, ale też oficjalnie występuje jako Obrońca Wiary.

WIĘCEJ, SZYBCIEJ, NAJGORZEJ

Adaptacja z 2001 roku ma długą historię. Prace w latach 80. zawieszono, gdyż – jak to ujął Don Murphy –  studio Fox oczekiwało czegoś na podobieństwo familijnej opowieści o Flinstone'ach, a scenarzyści tworzyli historie w klimacie „Terminatora”. Pomysły były różne – od czasów podobnych do antycznego Rzymu po wykorzystanie w fabule tajnego kodu Biblii (sic!). Zrezygnowano w końcu z próby stworzenia sequela, a zdecydowano się na remake, z dużo większym budżetem i lepszymi efektami niż oryginał. Co ciekawe, miał on być wierniejszy książce. W kolejne próby reaktywacji serii o Planecie Małp zaangażowani byli tacy reżyserowie jak Peter Jackson (jego wersja filmu „Powrót na Planetę Małp” miałaby być osadzona w realiach quasirenesansowych), Adam Rifkin (reżyser m.in.. „Pościgu”), Oliver Stone, Philip Noyce, Chris Columbus czy James Cameron a przed kamerami mieli stanąć m.in Arnold Schwarzenegger, Tom Cruise czy Charlie Sheen.

Udało się wreszcie Timowi Burtonowi… „Udało się” to gruba przesada. Film zdobył cztery Złote Maliny i uznany został za jeden z najgorszych remake'ów. Pomimo świetnych efektów specjalnych, jakiegoś tam nawiązania do książki, a nawet wprowadzenia wątku jakiejś więzi emocjonalnej między człowiekiem a szympansicą Ari, wszystko jest bez sensu i pokręcone. I pomyśleć, że Tim Roth dla tego filmu zrezygnował ze starań o rolę Snape'a w pierwszej części „Harry'ego Pottera”.

Fabuła jest (mimo zapożyczenia kilku wątków z książki) bardzo odległa od oryginału. Rok 2029, w kosmosie działa baza US Air Force „Oberon”. W pogoni za próbnikiem z genetycznie modyfikowanym szympansem Peryklesem na pokładzie, kapitan Leo Davidson rozbija się na planecie rządzonej przez małpy. Ucieka z niewoli i przekonuje szymansicę Ari o swojej tożsamości. W drodze do Calimy, gdzie mogą znajdować się ludzie, towarzyszy mu „przyjemnie zaokrąglona” (cytat za wikipedią angielską) Daena, jej ojciec (grany przez gwiazdę country Krisa Kristoffersona), oraz goryl Krull. Calima okazuje się być rozbita dawno temu stacją badawczą Oberon, z której wyleciał Davidson. Tymczasem generał Thade przekonuje senat do rozwiązania kwestii ludzkiej. Dochodzi do bitwy, przerwanej nagłym zjawieniem się Peryklesa. Thade zostaje uwięziony, a Leo wraca na Ziemię, gdzie rządzą już małpy.

Tim Burton zrobił niezbyt udany film klasy B, chcąc pomieszać to, co się najlepiej sprzedaje: wątki rasizmu, Holocaustu (ostateczne rozwiązanie kwestii ludzkiej), ekologii, praw zwierząt, genetyki, wprowadzając sceny batalistyczne i czysto komiczne postaci (Limbo). W efekcie wyszło coś tak nijakiego, jak tylko się da. Ludzie są jak najbardziej cywilizowani, mówią, noszą coś więcej niż przepaski i bardziej niż zwierzęta przypominają niewolników. Daena zdaje się pojawiać na ekranie tylko po to, by być curvaceous: zachwycać typowo amerykańską urodą i docinać Ari z zazdrości o głównego bohatera. Zresztą, tu wszystko jest do bólu amerykańskie. Przez chwilę bałem się, że scenę bitwy między małpami a ludźmi przerwie wtargnięcie kawalerii USA pod gwiaździstym sztandarem. Na szczęście, to był tylko amerykański szympans, wysłany przez Amerykanów z amerykańskiej stacji kosmicznej. Pojawia się pytanie, skąd się wzięli ludzie na tej planecie: Nawet jeśli małpy pod wodzą Semosa oszczędziły choćby większość załogi Oberona, to czy nadal nie była to zbyt uboga pula genetyczna? Takich niedociągnięć fabularnych jest tu więcej. Dużo więcej.

Małpia cywilizacja zaś niemal zupełnie odeszła od pierwowzoru. Nie mamy podziału kastowego czy rasowego na szympansów-badaczy, goryle-wojowników i orangutany-mędrców. Żoną statecznego, starszego orangutana jest energiczna, młoda szympansica. Jakie będą z tego dzieci, strach pytać. Praktycznie poza estetyką i zwyczajem używania stóp do pisania mamy zwyczajne ziemskie społeczeństwo, gdzie gatunek jest dopasowany bardziej do charakteru niż roli. Religia małp zaś jest ewidentnie oparta na chrześcijaństwie (jak już wspomniałem, małpy wyczekują powrotu Semosa) z tym, że okazuje się oparta na kłamstwie.

Film Burtona kończy się klasycznym cliffhangerem, czyli zabiegiem mającym nakłonić widza do obejrzenia następnej części. Na szczęście, po czternastu latach wciąż nie widać nawet plotek o kolejnej okazji, by twórca  się ostatecznie pogrążył.

Ciężko porównywać trzy tak różne twory. Jednak z żalem dostrzegam pewną zależność. Im nowsza produkcja, tym mniej ambitna, tym bardziej stawia na widowiskowość i bycie „fajniejszym”.  Oczywiście, wszystkie wersje mają pewne „fundamentalne” niedociągnięcia. Jakoś nikt się nie zastanawia, skąd na obcej planecie ziemscy ludzie i ziemskie małpy. Ot, taki niezwykły traf… Każda stara się powiedzieć coś o człowieku przy pomocy małp, ale coraz mniej oryginalnie, coraz banalniej. Czyżby już nawet małpowanie przestawało dobrze wychodzić w Hollywood, czy to tylko Burton przedobrzył?

Author: Rafał Growiec

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *