Dobry patent na miłość

Relacje damsko-męskie to temat rzeka a seks to jeden z ważniejszych elementów związku. Od jakiegoś czasu trwa spór między Kościołem a światem o to, jak najlepiej pokierować sprawami miłości i małżeństwa. Czy mieszkać razem przed ślubem, czy dopiero po? Czy współżycie seksualne warto rozpocząć dopiero z małżonkiem, czy też wcześniej należałoby wypróbować jak najwięcej partnerów? Najwyższy czas rozstrzygnąć kwestię.


"Znajduj radość w żonie" – zachęca Pismo Święte – "jej piersią upajaj się zawsze, w miłości jej stale czuj rozkosz!" (Prz 5,18-19). Seks jest pięknym darem i potężną siłą. Ale czy jest sens żyć w dziewictwie aż do ślubu?

Super glue

Podczas stosunku seksualnego w mózgu wytwarzana jest oksytocyna, nazywana przez biochemików i psychologów "super glue". Wytwarza ona bardzo silne uczucia zaufania i przywiązania, "sklejając" emocjonalnie dwie osoby. To ciekawe, ale poznając ludzki organizm pod względem fizjologicznym, można odnieść wrażenie, że ludzka seksualność została zaprojektowana do miłości w związku monogamicznym na całe życie. Badania wykazały, że gdy mąż i żona są sobie wierni, z roku na rok poziom oksytocyny w ich organizmach stopniowo wzrasta! Co ciekawe, małżonkowie z długim stażem wywierają bardzo pozytywny wpływ na siebie na wzajem, np. dotyk męża lub żony zmniejsza napięcie i  łagodzi reakcję na ból. Niesamowite! Jednak częsta zmienia partnerów seksualnych niszczy ten cudowny potencjał i osłabia zdolność do trwałego zaangażowania. Człowiek może też być wewnętrznie rozdarty, gdy jest "sklejony" emocjonalnie z osobą niezdolną do trwałego związku.

To jest zbyt cenne

Wybitny seksuolog, prof. Zbigniew Lew-Starowicz, potwierdza, że pierwszy seks ma duże znaczenie dla naszego życia: "Prawo pierwszych połączeń polega na tym, że styl, forma, sposób przebiegu pierwszego kontaktu seksualnego ma skłonność do utrwalania się". Warto więc zacząć współżycie w małżeństwie, z jedyną, ukochaną osobą.  "Prawo generalizacji" – pisze profesor – "polega na tym, że zwykle aktowi płciowemu towarzyszy odpowiedni klimat psychiczny, odpowiednie nastawienie, które rzutuje na późniejszy stosunek do płci odmiennej i do sfery seksu w ogóle. (…) Świadomość, że druga strona nie miała najlepszych intencji, że kierowała się ciekawością, pożądaniem, pragnieniem zaspokojenia napięcia, rodzi stan frustracji".

Dlatego randki i narzeczeństwo to dobry czas, żeby spokojnie się poznać i obgadać wiele spraw, zanim powiemy uroczyste: TAK.  Seks powinien być domeną tylko małżeństwa, tak jak ogień powinien płonąć tylko w kominku, a nie na stole czy dywanie. To, co jest ozdobą, źródłem ciepła i światła, może stać się niszczącym żywiołem. Chodzi nie tylko o choroby weneryczne czy nieplanowaną ciążę, ale zranione serce oraz utrwalone niewłaściwe wzorce myślenia i zachowania. Po przebadaniu 3793 kobiet dr Antony Paik wykazał, że kobiety, które rozpoczęły współżycie seksualne jako nastolatki, rozwodzą się znacznie częściej niż te, które odłożyły inicjację seksualną na później.

Czy mieszkać razem przed ślubem?

Specjaliści twierdzą, że pary, które mieszkają razem przed ślubem, są mniej zadowolone z życia małżeńskiego i bardziej narażone na rozwód. Te negatywne rezultaty eksperci określają jako „efekt kohabitacji". Wspólne mieszkanie przed ślubem może więc skutkować m.in. czerpaniem mniejszej satysfakcji z życia małżeńskiego, co w efekcie przyczyniania się do większej liczby rozwodów. – Założenia kohabitacji, które opierają się między innymi na wygodzie, mogą także kolidować z procesem starania się o względy osoby, którą kochamy – twierdzi psycholog Mag Jay z University of Virginia w Charlottesville.

Prof. Scott Stanley z uniwersytetu w Denver również uważa, że wspólne mieszkanie przed ślubem w celu "sprawdzenia się" wpływa niekorzystnie na jakość przyszłego związku. Pary, które mieszkają ze sobą, zwłaszcza przed zaręczynami, nie tylko czerpią mniejszą radość z pożycia małżeńskiego, ale także gorzej radzą sobie z nieporozumieniami, co w rezultacie prowadzi do poważnych kłopotów i częstszych rozwodów. Dlaczego? Prawdopodobnie pary te podejmują decyzję o ślubie z powodów praktycznych: długo razem mieszkają, przyzwyczaili się i trudniej jest im się rozstać.

Niech latają talerze!

Papież Franciszek powiedział kiedyś: "Ja zawsze radzę nowożeńcom: kłóćcie się, ile chcecie, niech latają talerze, ale nigdy nie kończcie dnia bez zgody". Nie jest to oczywiście żadne nowatorskie odkrycie. Już św. Paweł pisał w Liście do Efezjan: "Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!" (Ef 4, 26). Krótko mówiąc, popularne pojęcie "ciche dni" należy czym prędzej wykreślić ze swojego słownika. Takie zjawisko nie ma racji bytu.

Nie gadajcie, tylko całujcie!

Dr Wanda Półtawska, psychiatra, przedstawia dwa fundamenty, na których powinna opierać się miłość małżeńska: podziw i czułość. Zamiast poradników psychologicznych i strategii negocjacji, przedstawia złotą radę: nie gadajcie, tylko się całujcie! Zachęca do częstego przytulania się i okazywania bliskości w codziennych sytuacjach, poza kontekstem erotycznym: "Czuły gest ciała to jest gest bezpieczeństwa, a nie gest wymagania".

Przypominają mi się słowa, jakie gorliwy katolik, profesor Oxfordu i pisarz fantasy – J.R.R. Tolkien, wkłada w usta Gandalfa: "Saruman uważa, że tylko wielka moc zdoła trzymać w szachu wielkie zło. Ja jestem innego zdania. Odkryłem, że to małe rzeczy, codzienne starania zwykłych ludzi nie dopuszczają złego, proste dowody dobroci i miłości". Chrześcijański lekarz, Henryk Wieja, zainspirowany fragmentem z szóstego rozdziału Księgi Kapłańskiej, nauczał, że mężczyzna w małżeństwie musi być jak kapłan, który każdego ranka wstaje i dokłada drwa, aby ogień stale płonął na ołtarzu i nigdy nie wygasał.

Lepszy seks

W 2013 r. amerykański serwis U.S. News opublikował artykuł "Devout Catholics Have Better Sex". Czego się w nim dowiadujemy? Na podstawie badań z ostatnich dziesięcioleci naukowcy doszli do wniosku, że pobożni katolicy żyjący w małżeństwach mają najbardziej satysfakcjonujące życie seksualne ze wszystkich grup demograficznych. Nie jest to wcale głos odosobniony. W tygodniku "Wprost" (nr 19/2013) ukazał się artykuł "Religijni kochają się lepiej", z którego wynika że w 12 krajach Europy, także w Polsce, osoby wierzące i praktykujące mają lepszy seks i cieszą większym zadowoleniem z życia erotycznego.

"Nie ilość, ale jakość seksu się liczy. Wierzący i praktykujący, ci, którzy żyją według zasad Kościoła, są wierni w relacjach i monogamiczni" – komentuje psycholog i terapeutka par Maria Rotkiel. – "Dobry seks wymaga czasu (…), na dłuższą metę musi być czymś podparty". Mocnym fundamentem dla małżeństwa jest wiara w Jezusa. Dr Andrew Cameron z Uniwersytetu w Perth (Australia) na podstawie szczegółowych badań stwierdza, że światopogląd chrześcijański pozytywnie wpływa na poczucie bezpieczeństwa, intymność, harmonię i porozumienie w związkach.

Krzyż drogą miłości

Dr Bawer Aondo-Akaa w jednym z wywiadów powiedział: "Chodzi o to, abyście wy razem patrzyli na krzyż Chrystusa. Mam na myśli wiele sfer życia, ukierunkowanie swojego ducha, swych myśli i emocji na Pana Boga. Trzeba dostrzegać we współmałżonku Chrystusa i to nieraz Chrystusa cierpiącego. Nasza miłość, tutaj na ziemi nieraz wiąże się z cierpieniem. Na przykład twoja ukochana może ulec wypadkowi i być do końca życia na wózku inwalidzkim lub w ogóle sparaliżowana. Mężczyzna ma wtedy dwa wyjścia – albo uciec i zostawić swoją żonę jak tchórz, albo z nią zostać i jej pomagać, kochać ją prawdziwie. O to też chodzi w spoglądaniu na krzyż Chrystusa, aby patrzeć Jego oczami na drugiego człowieka. A ten krzyż na ścianie ma w tym pomagać i przypominać".

 


  • Źródło: Z. Lew Starowicz, "Eros, natura, kultura".

Author: Krzysztof Reszka

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *