Rodząc elity

Nowoczesne społeczeństwo, aby właściwie funkcjonowało, potrzebuje elit, które będą zajmować stanowiska kierownicze. Będą one wpływać na rozwój państwa i nadawać mu właściwy kierunek. Ponadto będą zakładać nowe firmy i przedsiębiorstwa dające nowe miejsca pracy, a co za tym idzie zmniejszające bezrobocie.


Bez wątpienia miejscem, w którym kształci się nowe elity, jest uniwersytet. To on prowadzi niezwykły przepływ i wymianę myśli, która sprawia, że społeczeństwo ubogaca się w nowe składniki i rozwija się.

KAŻDY KRAJ MA WŁASNĄ SPECYFIKĘ

Pierwsze uniwersytety zaczęły powstawać w Europie w pełni średniowiecza. Niektórzy uznają za wzór w tej dziedzinie Bolonię, jednakże ona była zdecydowanie szkołą prawniczą. Dopiero paryska Sorbona założona w 1257 roku stała się uniwersytetem w pełni tego słowa znaczeniu. Przyciągała ona wielkie rzesze studentów z zagranicy i całej Francji oraz łączyła katedry nie jednej dziedzin,y jak wspomniana wcześniej Bolonia, ale wiele nauk. To właśnie Sorbona stała się tą uczelnią, z której wzór czerpały uniwersytety po drugiej stronie kanału La Manche – Oxford i Cambridge – oraz kolejno powstające ośrodki kształcenia na starym kontynencie.

Kolejne wieki sprawiły jednak, że konkretne środowiska miały wpływ na atmosferę zdobywania wiedzy i wykorzystywania jej. W Francji tym, który silnie oddziaływał na uczelnie nad Sekwaną, był Napoleon Bonaparte – cesarz Francuzów. Domagał się on, by uczelnie francuskie, na czele z Sorboną, sprostały zapotrzebowaniu obsadzenia stanowisk administracyjnych oraz szkoleniu ludzi, którzy będą pomocne w wzmacnianiu politycznej rangi Francji. Zmieniło się to dopiero w 1968 roku, kiedy rewolucja wśród studentów doprowadziła nie tylko do negatywnych przeobrażeń społeczno-moralnych, a także doprowadziła do zmiany sposobu kształcenia w tych centrach zdobywania wiedzy i ich reformy.

Następnym terenem gdzie pewne prądy – tym razem filozoficzne – miały wpływ na ukształtowanie się ośrodka naukowego były Niemcy. Immanuel Kant, który był nie tylko filozofem, ale także logikiem, wpłynął dodatnio na Wilhelma von Humboldta. Stworzył on uniwersytet w Berlinie odnosząc się do marzenia Kanta o uczelni wolnej od wpływów państwa i Kościoła, ale nie tak radykalnie, jak chciał tego mieszkaniec Królewca. Humboldt podkreślał autonomię oraz wolność w prowadzeniu badań, a także inną bardzo istotną sferę życia okołouniwersyteckiego, czyli wspólnotę, która miała być niezwykle ważna w prowadzeniu badań i pracy dydaktycznej. Niestety zbyt silny akcent położono na ten pierwszy składnik, w wyniku czego stały się one bardziej instytutami naukowymi niż ośrodkami kształcenia. Ta pogoń za patentami czy odkryciami na długi czas była dominująca i także dzisiaj wyróżnia to środowisko. Idee Humboldta, który był genialnym językoznawcą i dyplomatą, lepiej sprawdziły się poza naszym kontynentem czyli w USA. To tam klimat rywalizacji i pragmatyzmu najlepiej zdały egzamin. Na pozycję, jaką mają uniwersytety nie tylko Harvarda czy Massachusetts Institute of Technology, ale wszystkie uczelnie ze słynnej Ivy League (czyli tej zrzeszającej najbardziej prestiżowe amerykańskie ośrodki akademickie), miały wpływ zarówno idee, jak i wsparcie prywatnych sponsorów. Nie boją się oni dawać wielkich sum pieniędzy na rozwój uniwersytetów za Atlantykiem. Tamtejsze podejście jest bardzo innowacyjne, nie tylko ze względu na możliwości technologiczne i bogate zaplecze, ale także na to, jak podchodzą sami studenci do nauki oraz tego, co może ona im dać. Dla samych uczelni ważne jest, by ich wychowankowie to, co robią, robili z pasją, zaś o absolwentach często mówi się, że częściej wymyślają swój zawód niż ulegają regułom rynku pracy, na którym i tak mają uprzywilejowaną pozycję.

Uczelnie polskie zostają daleko z tyłu za tymi wszystkimi renomowanymi uczelniami. Owszem, docenia się Uniwersytet Warszawski czy Jagielloński, Politechnikę Śląską i AGH, ale cały czas dzieje się to poziomie krajowym. Nasze uniwersytety nie mogą dotrzymać kroku swoim zagranicznym odpowiednikom nie tylko dlatego, że forma jest zła. Zdarza się, że sprzęt jest przestarzały, a zakup nowego nie jest możliwy. Jednym z głównych powodów tego stanu rzeczy jest nadal brak dostatecznego rządowego finansowania, które jest o wiele mniejsze niż w innych krajach Europy. Także dotacje z Unii Europejskiej są o wiele mniejsze na ten sektor niż w krajach zachodnich. Rozwiązaniem byłoby wsparcie od prywatnych sponsorów, ale ci wolą nie marnować pieniędzy i troszczą głównie o swoje interesy. Zły model kształcenia akademickiego, brak środków oraz chora sytuacja na rynku pracy powodują, że nasze uczelnie się nie rozwijają. Możemy tylko powrócić do wspomnień z przeszłości, gdy w średniowieczu sobór będący niezwykle ważnym organem ustawodawczym, wysyłając prośbę o opinię do Paryża, wysłał także drugą do Akademii Krakowskiej.

Ostatnim środowiskiem, na które chcę zwrócić uwagę jest środowisko brytyjskie. Jest ono najbardziej specyficzne ze wszystkich obecnych w Europie oraz najbardziej konkurencyjne wobec wspomnianej już przeze mnie Ivy League. Paradoksalnie model brytyjski nie powinien się według dzisiejszego mniemania za bardzo sprawdzać, ponieważ jest on w dużej mierze związany z koncepcją średniowieczną. To ten model najbardziej oddaje ducha universitas czyli wspólnot uczniów i nauczycieli, który tworzył fundamenty pierwszych uczelni europejskich. Był on głęboko zakorzeniony w chrześcijaństwie. Bardzo ważnym elementem dla tego typu kształcenia są szerokie horyzonty naukowe studentów, nie są oni gronem specjalistów, którzy mają klapki na oczach i nie widzą innych dziedzin wiedzy. W Anglii na czoło wybijają się Oxford i Cambridge, które, jako jedyne z europejskich uczelni, są obecne na słynnej liście szanghajskiej ukazującej jakość uniwersytetów z całego świata. Obie uczelnie są w pierwszej piątce i rywalizują jak równy z równym z uczelniami amerykańskimi, wyprzedzając azjatyckie. Następni przedstawiciele Europy to Zurych i Paryż zajmujące odpowiednio 23 i 37 miejsce. Ponadto 27 tysięcy pracodawców ankietowanych na potrzeby badania na całym świecie uznało absolwentów Oxfordu i Cambridge za najchętniej zatrudnianych pracowników. Są jednak pewne różnice pomiędzy tymi dwoma ośrodkami. Cambridge jest bardziej nastawiony na nauki ścisłe i ma aż dziewięćdziesięciu laureatów Nagrody Nobla przy około sześćdziesięciu z Oxfordu. Natomiast ta druga uczelnia ma większe sukcesy humanistyczne, artystyczne oraz medyczne, a także posiada znaczną liczbę pisarzy wywodzących się z tej tradycji akademickiej. Chciałoby się zapytać, jak to jest możliwe? Jakim cudem cały czas jest utrzymywany ich tak wyjątkowo wysoki poziom?

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

To szczególnie Oxford stawia na kształcenie odwołujące się do zasad, wydawałoby się, dalekich od nowoczesnego pragmatyzmu. Ojcem takiego myślenia stał się pierwotnie anglikanin, a później kardynał katolicki i błogosławiony John Henry Newman, który w swoich wykładach kładł silny nacisk na kreowanie pewnej formy uniwersytetu. W skrócie można ją określić jako “3 razy tak” dla: kształcenia, prowadzenia badań i bliskiego kontaktu nauczyciela i ucznia oraz jako “jedno nie” dla silnej specjalizacji i separowania od siebie dziedzin nauki. To rozumienie pozostało do dziś, co można zauważyć w tym, że aż 7 katedr z 50 ma w swojej nazwie człon filozofia.

Uniwersytet ten stoi nie tylko na fundamencie ogólnego kształcenia, ale także tutoringu, w którym ma się bardzo bliski kontakt ze swoim nauczycielem poświęcającym znaczną uwagę studentowi i pomagającym nadrabiać braki. Jeśli nawet tutor tego nie zrobi, to pomagają koledzy, którzy chcą dbać o rangę uczelni. W wyniku tego procent nieukończenia studiów oxfordzkich nie sięga bariery nawet dwóch. Jest to liczba porażająca. Wynika to jednak też z tego, że studenci obecni tam chcą zdobywać wiedzę, co staje się ich pasją, a nie przykrym obowiązkiem. Dlatego też do ich dyspozycji jest około 100 bibliotek otwartych 24 godziny na dobę. Często zdarza się tak, że zajęcia mają swoją kontynuację w pubie, gdzie dalej toczy się dyskusja wraz z prowadzącym. Ciekawe jest też to, że za eseje nie dostaje się ocen tylko komentarze, które mają ukierunkować studenta na właściwy sposób myślenia czy argumentowania. Częstym zjawiskiem jest poprawianie swojej pracy parokrotnie. Ten model jest bardzo bliski brytyjskiemu społeczeństwu. Do tego stopnia, że został wykorzystany przy tworzeniu Hogwartu w sadze o Harrym Potterze.

Elity tworzone przez społeczeństwa są tworzone  w różnych warunkach, jednak tylko nieliczne środowiska stać na poświęcenie swoich pieniędzy w celu wzmocnienia pozycji państwa oraz dalekowzroczne podejście do tych, którzy zdobywają wykształcenie, by stali się kimś więcej niż zwykłymi urzędnikami czy też ludźmi uganiającymi się za karierą dla samej kariery.

Author: Tomasz Markiewka

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *