Rycerze prosto z książki

Wpływ, jaki wywarło rycerstwo na historię Europy, sprawił, że motyw rycerza stał się wdzięcznym tematem dla wszelkiej maści bardów, poetów i pisarzy.


Rycerstwo jako warstwa społeczna zajmująca się głównie wojaczką znana jest w każdej cywilizacji. Władcy chcieli mieć przy sobie solidną armię, a przynajmniej dowódców zaprawionych w bojach i na tyle zaufanych, by nie obawiać się zdrady z ich strony. Oznaczało to, że elitą wojska winni być ludzie, którzy otrzymali jakąś łaskę od pana, na przykład ziemię, a wysoka pozycja społeczna pozwalała im zajmować się tylko i wyłącznie służbą i doskonaleniem swoich umiejętności. Choć nieraz przedstawia się młodego św. Marcina z Tours jako rycerza, to jednak był on zwykłym legionistą na żołdzie. Tak więc rycerstwo nie jest pomysłem rzymskim, a raczej barbarzyńskim. To władcy frankijscy wytworzyli system feudalny w jego podstawowych zarysach: chłop zajmujący się rolą, nad nim szlachcic-wojownik, nad nimi królowie, a nad tymi ewentualnie cesarz. Wciąż jednak byli to wojownicy dzicy, nieokrzesani, na wpół barbarzyńscy.

Kościół starał się cywilizować tych prostaków, choćby nadając ich zajęciu jakiś wyższy cel niż tylko obronę stanu posiadania króla czy zdobycie łupów. Okazją ku temu były najazdy islamskie na ziemie Franków, z jakimi walczyli m.in. Karol Młot czy Karol Wielki. Zamiast zwykłego szlachcica z mieczem (choć zapewne częściej z toporem czy włócznią) i koniem mamy teraz obrońcę wiary przed poganami. Dołóżmy do tego kształtującą się kulturę dworską, która też wymaga wyższych standardów moralnych i co otrzymujemy?

NARODZINY ETOSU

Otrzymujemy Rolanda, krewnego Karola Wielkiego – rycerza walecznego, dumnego szlachcica, tłukącego Durendalem Saracenów (bo w Boga wierzy), wiernego przyjaciela i wasala. Według historyków nazywał się on pierwotnie Hrolandus i poległ w wąwozie Roncevaux z rąk baskijskich górali, a resztę dośpiewali wędrowni grajkowie, do treści wmieszał się też Kościół (miejsce śmierci Hrolandusa leży na szlaku pielgrzymkowym do Santiago de Compostella).

„Pieśń o Rolandzie” jest obciążona swoją przynależnością gatunkową – to pieśń o bohaterskich czynach, więc muszą być wspaniali bohaterowie i muszą być czyny atrakcyjne dla odbiorcy, czyli krwawe. Tak więc oprócz wojsk francuskich, z których każdy wódz jest wspaniały i waleczny, mamy też czarne charaktery. Oprócz podłego zdrajcy Ganelona mamy Saracenów – ludzi raczej podłych, wrogów cesarza i papieża, ale też wspaniałych i walecznych wojowników, wszak tacy rycerze jak Roland nie mogą ginąć z rąk byle chłystka z zardzewiałą dzidą.

Opisy walk zostawiają mieszane wrażenie. Okraszone wspaniałymi przemowami, pełne detali na temat tego, który par albo biskup przerąbał wroga na dwoje razem z koniem, każdą śmierć chrześcijanina „ozdabiają” płaczem towarzyszy, żegnających przyjaciela i towarzysza broni, czy natychmiastowym aktem zemsty. Z innych romantycznych przesłodzeń mamy Odę, narzeczoną Rolanda, która umiera, dowiedziawszy się o jego śmierci (co tylko dowodzi wpływu kultury dworskiej na „Pieśń…”).

WYSADZAJĄC MIT Z SIODŁA

Ta ilość piękna, szlachetności, oddania i bohaterskich gestów musiała doczekać się wyśmiania. Już w średniowieczu rycerstwo zaznawało tęgich porażek ze strony gminu, tak ekonomicznych, jak i militarnych, a w okresie renesansu nowe prądy myślowe zaczęły wyśmiewać stare ideały. Budziły zażenowanie zwłaszcza liczne romanse dworskie, pełne czarów, cudownych wypraw i miłości, pełne przesady i bajkowych elementów. Właśnie taki utwór chciał wyśmiać Miguel de Cervantes w utworze pod jakże pięknie brzmiącym tytułem „El ingenioso hidalgo Don Quijote de la Mancha”, co na polski tłumaczy się „Przemyślny szlachcic Don Kichot z Manczy”. Cervantes, weteran spod Lepanto, satyryk i poborca podatkowy, stworzył cały katalog postaci, które na trwale wpisały się w kulturę europejską. każdy wie, co to znaczy „walka z wiatrakami”, „donkiszoteria”, jak prosty jest Sanczo Pansa, czy jak złudna jest uroda Dulcynei.

Paradoksalnie tylko pierwsza część powieści zachowała ten prześmiewczy ton. Szlachcic, który pod wpływem romansów rycerskich wyrusza w świat, daje się pasować karczmarzowi, szuka sobie pani serca, ratuje kobietę od eskortujących ją zakonników, umarłego od żałobników i podziwia walkę dwóch armii owiec. Po wydaniu pierwszej części pojawił się jednak plagiat, prawdopodobnie powstały w świcie jednego z krytykowanych przez Cervantesa urzędników. W odpowiedzi na niego, w prawdziwej drugiej części doszło do zmiany planów bohaterów, którzy spotykają autora podróbki i zmuszają go do odszczekania kłamstw. Szyderstwa w plagiacie, doprowadzone do przesady, sprawiły że drugą część Cervantes napisał w nieco innym tonie. Pojawiają się szydercy – para książęca, która udaje, że wierzy (o)błędnemu rycerzowi, ale można odnieść wrażenie, że z tej konfrontacji to właśnie Don Kichot wychodzi z twarzą. Sanczo Pansa jako gubernator wydaje szereg dziwnych, ale w sumie sprawiedliwych praw.

Śmierć Don Kichota to scena odwrócenia ról. Oto Sanczo Pansa, który przez całą powieść sarkał i narzekał, podśmiewywał się ze swojego pana, gdy ten odzyskał zdrowe zmysły i atakował literaturę rycerską, ten prostoduszny i przyziemny wieśniak wzywa, by raz jeszcze osiodłać Rosynanta, by bić olbrzymów i wybawiać damy z opresji.

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

W dobie, gdy w Europie wciąż odbijały się echa bohaterskich czynów Napoleona, gdy Polska dwukrotnie wykrwawiła się w szlachetnych, choć mało przemyślanych powstaniach, w dobie, gdy Tołstoj opisywał wojnę na Krymie z perspektywy zakrwawionego lazaretu i wyśmiewał patetyczne mowy modne we francuskiej armii, wciąż żywy był głód rycerskości. Więc pewien pisarz, Henryk Sienkiewicz, postanowił go na polskim rynku zaspokoić.

Pomińmy „Krzyżaków”, bo tam sprawa jest jasna – rycerscy są Polacy, rycerscy są ich sojusznicy, Krzyżacy są rycerzami, ale podłymi bandytami i przez to nie są tacy całkiem rycerscy. Bardziej interesują nas jednak postaci tych rycerzy lat dawnych, ale nie aż tak bardzo. Mowa oczywiście o słynnej trylogii Sienkiewiczowskiej w klasycznym wydaniu („Ogniem i mieczem”, „Potop”, „Pan Wołodyjowski”). I znowu mamy rycerzy klasycznych, walczących z wrogami ojczyzny za króla i Boga, odpierających to zagony Kozaków, to Turków, to heretyckich Szwedów. Dostaliśmy chanson de geste, jednak już w atrakcyjniejszej formie, z bardziej realnymi (choć wciąż podkolorowanymi) scenami batalistycznymi, z lepiej zbudowanym wątkiem romansowym, z kobietami, które robią coś więcej niż umieranie z rozpaczy.

Klasyczne ideały rycerskie zostają ubrane w historyczne realia XVII wieku – stanowią one jedyną nadzieję dla kraju rozszarpywanego na strzępy przez bezczelnych buntowników, watażków, zdrajców i warchołów. Sienkiewicz korzysta z szerokiej galerii postaci (od rycerza-cwaniaka Zagłoby po szczyt rycerskości wszelakiej, czyli Wołodyjowskiego), by dawne ideały gloryfikować, tworząc swoisty etos. Na tych postaciach i postawach wychowywały się pokolenia przedwojenne, nawet za PRL doczekały się one solidnych ekranizacji.

MIT WDEPTANY W BŁOTO

Literatura nowoczesna przyniosła nam nowy nurt powieściowego rycerstwa, wynikającego z fascynacji fantastyką. Oto na kanwie tworów takich, jak „Władca pierścieni”, tworzących świat osadzony w klimacie średniowiecza, powstał nurt low fantasy, którego najsłynniejszym jak na razie przedstawicielem jest saga z Westeros, czyli niesławna „Gra o tron”. Przypomnijmy pokrótce motywy przewodnie: walka o władzę między wielkimi panami, nie wahającymi się w tej brudnej rozgrywce posunąć do skrytobójstwa, zdrady czy czarnej magii.

Rycerstwo w tej wersji to tylko gra pozorów. Większość rodów jest przedstawiona na zasadzie dość prostego schematu: pretendent do tronu, otoczony grupą szlachciców-wojowników, którzy z racji rodzinnych koligacji albo powiązań lennych mniej lub bardziej szlachetnie wspierają jego sprawę. Ci rycerze podlegają wszystkim wyższym lub niższym uczuciom – gniewowi, strachowi, zazdrości, chciwości, żądzy, miłości, wierności, wdzięczności… Ród Starków, budzący sympatię u czytelnika dzięki temu, że praktycznie brak tam odrażających postaci pokroju Jamiego Lannistera czy jego siostry, zostaje dość szybko pokonany za pomocą zdrady i wybity niemal do nogi.

Dużo lepiej mają się rycerze tacy jak Sandor Clegane, czy jego brat Gregor, praktycznie będący zwykłymi najemnymi zbirami. Są skuteczni, gdyż nie ograniczają ich zasady rycerskiego kodeksu. Wierząca w świat z romansów Sansa Stark nie rozumie, że jest tylko pionkiem rozgrywanym najpierw przez Lannisterów, a potem przez Petera Arryna.

Rycerstwo w literaturze przeżywa wzloty i upadki, jak każdy motyw. Jednak wystarczy ten krótki przegląd, by zrozumieć, że nie zniknie ono tak szybko, gdyż za każdym powraca, w trochę innej formie, z innym akcentem, w nowych okolicznościach. Pozostaje tylko czekać, patrzeć, słuchać, a za jakiś czas ktoś stworzy kolejne wcielenie Rolanda. Nawet jeśli posadzi go na grzbiecie Rosynanta.

Author: Rafał Growiec

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *