Ryzyko, czy bezpieczeństwo?

Jak często Drogi Czytelniku zdarza Ci się ryzykować w podejmowaniu ważnych i tych mniej ważnych decyzji życiowych? A jak często wybierasz po prostu tą bezpieczną opcję? Coś co jest już Ci znane, na czym się na pewno nie zawiedziesz. I nie mam tu na myśli nieznanego Ci wcześniej składnika na pizzy, czy nowego smaku chipsów. Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o tym czym jest ryzyko, to zapraszam do przeczytania moich przemyśleń.


Z czym wiąże się ryzyko? Z wybieraniem tego, co nie jest nam znane, czego w jakiś sposób obawiamy się (co jest z resztą zupełnie naturalne, dobrze jeśli się boimy, to znaczy, że mamy zdrowe podejście do pewnych rzeczy) ale może przynieść większą korzyść, niż to co już w jakiś sposób jest przez nas poznane. Takim wyborem jest na przykład wyprowadzenie się z domu na studia do innego, nieznanego miasta. Jak często bywa tak, że przyjeżdżając gdzieś nie znamy nikogo? Ale po jakimś czasie, jeśli się już zaaklimatyzujemy w nowym miejscu i dobrze to wykorzystamy, to ile mamy z tego korzyści! Nieskończona liczba miejsc do odkrycia,  nieskończona liczba nowych ludzi do poznania, no i nieskończona liczba możliwości rozwoju osobistego związanego nie tylko z edukacją ale i rozwojem osobistym.

Ale czy chodzi tylko ryzykowanie związane z przeprowadzką? Oczywiście, że nie. Powinno to dotyczyć szczególnie relacji z innymi ludźmi. I nie chodzi tu o jakąś przesadną ufność, ale o otwartość na drugiego człowieka, nie zakładanie z góry, że z jego strony może spotkać nas jakaś krzywda. Tylko, żeby nie przyszło komuś do głowy, że mam na myśli sytuację, gdzie zapraszamy do domu na herbatę pierwszą lepszą osobę z ulicy i opowiadamy jej swoją życiową historię. O nie. Chodzi o pielęgnowanie starych znajomości i poznawanie nowych ludzi, chociaż oczywiście zawsze należy pamiętać o zdrowym rozsądku.

Warto mieć wielu przyjaciół, lub chociaż dobrych znajomych, a będąc zamkniętym trudno będzie takich zdobyć. Wydaje mi się, że ryzykować trzeba też w miłości (a może nawet przede wszystkim!), robiąc to oczywiście w sposób mądry z odpowiednimi osobami. Nie ważne, że czasami to zaboli, bo porażki są częścią naszej codziennej egzystencji, należy się z nimi pogodzić, a co najważniejsze popracować nad tym, żeby nie wpływały na nas w sposób negatywny.

Wręcz przeciwnie! Powinny nas uczyć jak postępować w przyszłości. Porażki są dla nas ludzi tak samo ważne jak sukces, bo za każdym razem podchodząc do nich we właściwy sposób stajemy się nowymi, lepszymi ludźmi. Jestem święcie przekonany, że prawdziwą miłość można poznać tylko i wyłącznie ryzykując. Tą ludzką i tą związaną z Panem Bogiem. Wiara, to też w pewnym sensie ryzyko, więc jeśli wierzysz, to brawo, już całkiem niezły ryzykant z Ciebie. A co z karierą zawodową? Tu dopiero mamy pole do popisu. Po pierwsze należy w sposób jasny określić swoje możliwości, umiejętności, chęci i motywację, a mając takie podstawy tu dopiero zaczyna się pole do popisu związane z ryzykiem.

Nie chodzi tu oczywiście o sytuację, że z dnia na dzień rzucamy pracę będąc święcie przekonani, że nie minie więcej niż tydzień a my dostaniemy nową posadę z dwa razy wyższą pensją. To by była głupota, a nie ryzyko. Ryzykiem jest wewnętrzne przełamanie się i nieustanne próby zdobycia czegoś więcej. Zabicie w sobie strachu związanego z jakże demotywującym słowem ”nie”. Od wielu pracodawców to usłyszymy, ale któryś w końcu powie ”tak”, doceni nas i da nam większe możliwości.

Czy ryzykować można tylko w młodości? Oczywiście, że nie! Ryzykować trzeba przez całe, życie, bo tkwiąc w tej strefie bezpieczeństwa którą tak często tworzymy wokół siebie wiele tracimy, można wręcz powiedzieć, że na własne życzenie rezygnujemy z wielu pięknych rzeczy. Nasze  życie nigdy nie było stabilne, czy to 2 tysiące lat temu, czy 100 lat temu i nigdy nie będzie stabilne. Właśnie ta niestabilność doprowadziła wielu ludzi do szczęścia i sukcesu.

Bezpieczeństwo o ile w niektórych sytuacjach jest jak najbardziej wskazane, to najczęściej nie wprowadza niczego nowego, często sprawia, że tkwimy w czymś co niszczy nas od środka i tu można zadać by pytanie na który każdy powinien sam sobie odpowiedzieć, a mianowicie – czy stagnacja jest dobra? Przecież nasze istnienie tu i teraz jest bardziej jak sinusoida niż jak nudna prosta. Ale ktoś mógłby nie zgodzić się i powiedzieć – No dobrze, a co jeśli upadnę? Odpowiadam – Co z tego? To chwilę poleżysz, a potem wstaniesz i będziesz próbował od nowa, aż do skutku.

Co więcej bezpieczeństwo sprawia, że stajemy się obojętni, obce są nam nowe doświadczenia, a czy nie jest tak, że aby żyć w pełni, to trzeba życia w pełni doświadczać? Doświadczać właśnie przez ryzyko, próby udane i nie udane, przez porażki które sprawią, że upadniemy na kolana, ale które jednocześnie później popchną nas do zrobienia czegoś więcej i nauczą nas niezbędnej ostrożności, dadzą nam doświadczenie i mądrość. Zachęcam Cię Drogi Czytelniku do własnych rozważań na ten temat, może akurat zaryzykujesz w sprawie która od dawna nie daje Ci spokoju?

Author: Michał Musiał

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *