Samotność w wielkim mieście

Życie potrafi płatać figle. Niektórzy gonią za miłością jak za jedynym sensem życia. A co z samotnością? Jak w wielkim mieście odnaleźć się mogą ludzie samotni?


Wszyscy przyzwyczaili się do tego, że inni narzucają im swoje zdanie. Przy wigilijnym stole słychać pojękiwania babci: „A kawalera ty już jakiegoś masz?”, co tylko zwiększa presję, aby szybko kogoś znaleźć. Niestety nie zawsze jest tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać. Współcześnie społeczeństwo (jeśli chodzi o sprawy sercowe) dzieli się na kilka typów. Niektóre z nich to: szczęśliwe pary, nieszczęśliwie zakochani, karierowicze, poszukujący i samotni z wyboru.

Szczęśliwe pary

Tym tylko pozazdrościć. Nie muszą znać się od lat, ale każdy, kto na nich spojrzy, powie – tak, oni zostaną ze sobą na zawsze. Cała rodzina już zaciera ręce, snując weselne plany. Niektórzy widząc prawdziwą miłość, będą złorzeczyć i zazdrościć. Mówić, że wcześniej czy później ich relacja się odmieni, ponieważ każdy z czasem się zmienia. Nie mówię, że jest to niemożliwe, ale znam wiele par, które po ślubie jeszcze bardziej rozkwitły, wspólnie pokonywały przeszkody i teraz mają wspaniałe rodziny. Ale o nich w innym artykule.

Nieszczęśliwe zakochani/poszukujący

Być z kimś, to znaczy troszczyć się o niego i poświęcać się dla drugiej strony, nie zatracając przy tym siebie i swoich potrzeb. Jeśli sam/sama nie jesteś w stanie się pokochać i zaakceptować, to nawet jeśli spotkasz inną osobę, która odda ci bardzo wiele, nie będzie ona w stanie zapełnić tej pustki. Wielu młodych ludzi uważa, że drugi człowiek jest w stanie uleczyć każdą ranę. Spotykam się nawet ze stwierdzeniem kolegów: „Znajdę żonę i wszystko się ułoży”. Ale jak można znaleźć żonę i zgodnie z nią żyć, skoro jest ona jedynym celem w życiu? Żaden człowiek nie jest w stanie znieść tak wielkiej odpowiedzialności. Każdy powinien odpowiadać sam za siebie, a łączyć się we wspólnym działaniu. Jeśli ludzie nie są gotowi do związku oraz mają pewne wewnętrzne rany, wynikające z sytuacji rodzinnej, samooceny itd., to dopóki sami się z nimi nie uporają, będą tworzyli toksyczne więzi. Jak mówił o. Tomasz Franc OP na jednym z czwartkowych wykładów, ludzie szukają w innych wypełnienia siebie, swoich zawiedzionych ambicji i podziwu. Wszystko gra dopóki para zapatrzona jest w siebie nawzajem, jednak po czasie coś zaczyna się psuć. Radość ze wspólnego przebywania zmienia się w frustrację, lekka zazdrość – w chorobliwe więzienie. Dopóki człowiek wiąże się z drugą osobą po to, by go uleczyła, nigdy nie będzie to szczęśliwa relacja.

Karierowicze

Karierowicze to kolejna grupa ukształtowana przez współczesne trendy. Dominuje tu zasada – Fast Car, Fast Sex i Fast Food. Wszystko ma być szybko i na teraz. Związki mają być najlepiej chwilowe i bez zobowiązań, bo najpierw kariera, później rodzina. Wszystko jest w porządku, jeśli taka osoba nie wyniszcza się pracą i nie usprawiedliwia tym nieudanych relacji. Kiedy jednak kariera ma być źródłem podwyższenia swojej samooceny i przykrywką dla samotności, to chyba nie tędy droga.

Samotni

Samotność nie musi być zła i przepełniona goryczą. Wiele samotnych osób, które nie znalazły drugiej połówki albo ciągle jej poszukują, zaczyna panikować, że do końca życia zostaną same. Społeczeństwo wcale nie pomaga. Można się spotkać z komentarzami typu: „Dlaczego nie dałaś mu szansy? Masz już swoje lata, przestań wybrzydzać” czy popularnym stwierdzeniem: „zegar biologiczny tyka”. Dla niektórych okres samotności jest czasem leczenia ran, nauczenia się przebywania samemu ze sobą i zrozumienia siebie. Jest to bardzo ważne, ponieważ dzięki tej umiejętności para nie „skleja” się zbytnio ze sobą. Może dać sobie wzajemną przestrzeń i zauważyć swoje potrzeby. Tylko człowiek, który potrafi być sam i nie powoduje to, że czuje się gorszy i nieszczęśliwy, będzie potrafił zbudować wspaniałą więź.

O. Szustak OP w konferencji, żartobliwie nazwanej „Młodość mija, a ja niczyja”, mówi, że samotność może boleć i każdy ma prawo ją przeżywać na swój sposób, ale w pewnym momencie trzeba powiedzieć stop! Opowiada on o 3 przyczynach samotności. Jedną z nich jest okrycie swojego powołania, tego że „ja tego chcę”, chcę być samotny. O. Szustak OP jako przykład podaje tu córkę Jeftego, którą ojciec złożył w ofierze całopalnej Bogu. Wiedziała, że nie zazna małżeństwa, ale poddała się woli ojcu. Dominikanin mówi: „Powiedzcie Ojcu, jedynemu Ojcu którego macie: Ojcze daj mi 2 miesiące, 2 miesiące będę ryczeć(…). I przez 2 miesiące: idź płacz i wyj. Krzycz, narzekaj, drzyj się, pomstuj, obrażaj się. Zrób sobie 2 miesięczną żałobę i po 2 miesiącach, ale uwaga, nie po 10 latach, nie po kolejnych 30 latach, po 2 miesiącach stań w takiej pozycji – tak jest i tak ma być(…). Czyli tak, jakby to był twój wybór”.

Powołaniem człowieka jest być z kimś. Człowiek to istota społeczna, samotna zginie, jednak bycie z drugą osobą nie może stać się celem całego życia. Małżeństwo to piękna rzecz, jeśli obydwoje małżonkowie są na nie gotowi. Bez Boga nie można zbudować dobrej relacji, tylko On może pomóc uzdrowić człowieka – czasem w bardzo brutalny sposób. Może np. otworzyć komuś oczy i pokazać, że związek, w którym się jest, jest toksyczny i zły. Trzeba podjąć bardzo bolesne decyzje, które z perspektywy czasu okazują się najlepszymi. Bóg czasem powołuje kogoś do samotności, ale tylko wtedy, gdy ta osoba sama odczuwa, że tego pragnie. Bycie „samotnym w wielkim mieście” to nie powód do wstydu, ale dumy, jeśli tylko wynika z powołania danego od Boga.

Author: Emilia Ciuła

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *