Self-publishing, czyli samo-wydawanie

Napisałeś/aś książkę, którą zachwycają się znajomi? Następnym krokiem jest zwykle myśl o wydaniu książki na papierze. I tu pojawia się problem. Co, gdy wydawnictwa nie odpisują na maile, a my nie jesteśmy dość bogaci, by babrać się w vanity publishingu? Wtedy można zaszaleć i zostać swoim własnym wydawcą, czyli self-publisherem.


CO, JEŚLI NIE TRADYCYJNE WYDAWNICTWO?

Żyjemy podobno w czasach, gdy więcej ludzi pisze książki, niż je czyta. Wydawnictwa zalewane są propozycjami od debiutantów i naprawdę trudno jest przebić się do świadomości wydawcy. Trudna sytuacja na rynku sprawia też, że nie każdy chce zaryzykować pieniądze na druk i promocję dzieła osoby praktycznie nieznanej. Można skorzystać z usług agencji literackich, które nas wesprą w poszukiwaniu wydawnictwa, ale i one nie są w stanie obsłużyć masy twórców, którzy chcą wyjść z szuflady.

Kto ma więcej pieniędzy niż rozumu, może skorzystać z vanity publishingu. Oznacza to po prostu zapłacenie wydawnictwu za jego pracę z własnej kieszeni, tylko po to, żeby zobaczyć naszą książkę na sklepowej półce. Jednym z takich wydawnictw jest/był Radwan, który teoretycznie nie odmawiał nikomu, ale wymagał zagwarantowania, że sprzeda się dana ilość egzemplarzy (czytaj: autor musiał za nie zapłacić z góry).

CZYM TO SIĘ JE?

Self-publishing przybył do nas z Zachodu, gdzie cieszy się sporym powodzeniem. Na czym polega? To autor zastępuje wydawnictwo we wszystkim, od okładki po promocję. Musi sam znaleźć i opłacić korektora, grafika, zainwestować czas w informowanie potencjalnych czytelników i przekonanie ich, że warto wydać pieniądze na jego twórczość. Z jednej strony, jest to masa roboty, na której nie każdy musi się znać. Z drugiej – pełna kontrola nad procesem przygotowania książki pozwala uniknąć sytuacji znanych np. z okładek literatury science fiction (gdzie wydawnictwa zdają się mieć jakąś bazę obrazków z kategorii s-f i losowo przydzielać je do danego dzieła). Potem jedynie udostępnia dzieło na odpowiedniej platformie, promuje jak może i sprawdza stronę z dochodami ze sprzedaży.

Obecnie, większość platform self-publishingowych skupia się na rynku e-booków. Jest to o tyle dobre rozwiązanie, że minimalizuje koszty własne zarówno pośredników, jak i autora. Książek nie trzeba magazynować w suchym miejscu, można je zgrać na czytnik/laptop i zabrać wraz z dwudziestoma innymi na spacer.

Jeśli nie mamy znajomych polonistów czy artystów, samo-publikowanie na początku będzie samym wydawaniem. Jednak kiedy autor dobrze poczuje się w roli drukarzo-akwizytoro-korektoro-menadżera, może przynieść sobie odpowiedni zysk. Platformy self-publishingowe oferują dużo atrakcyjniejsze stawki za pojedynczą sprzedaną książkę – od 40% do 70% ceny brutto. Przy cenie e-booka na poziomie 10 złotych, stawka 50% daje 5 złotych dla autora. Dla porównania – tradycyjne wydawnictwa rzadko kiedy dają zarobić z kosztującej 30 złotych książki 18%, czyli 5,40.

Platformy self-publishingowe albo dystrybuują powierzone im pliki w swoich własnych sklepach internetowych (rw2010.pl, czytnia.pl i inne) albo korzystają z pomocy istniejących już sklepów (jak np. virtualo.pl, którego autorów można znaleźć w internetowym empiku czy na merlin.pl). Ciekawą opcją jest publikowanie swojego dzieła w odcinkach na zasadzie bloga, do którego wykupuje się dostęp (czytnia.pl).

A MOŻE JEDNAK DRUKIEM?

Rzecz jasna – pdf czy nawet mobi to nie to samo, co KSIĄŻKA. Drukowana, pachnąca świeżym tuszem, szeleszcząca pod palcami, dumnie stojąca na półce… I docenią to nie tylko autorzy chcący pochwalić się znajomym, ale też czytelnicy znający wszystkie zalety książki papierowej. Tu self-publishing przyjmuje formę druku na żądanie/na życzenie. Płaci się właściwie za sam druk i do tego dobiera poszczególne opcje (np. skład). Choć zwykle wymaga to sporej inwestycji (papier na drzewach nie rośnie… No, prawie…), to jednak zawsze poważniej wygląda profesjonalnie wydrukowana książka niż zbindowany, dwukrotnie kserowany wydruk z domowej drukarki.

Zwykle wymaga to druku większej ilości, jednak widać trend w drugą stronę. Wydaje.pl oferuje, że wydrukuje naszą książkę już od dziesięciu egzemplarzy, przy kosztach rzędu 11-12 złotych za stupięćdziesięciostronicowe dzieło w miękkiej okładce. Zakładając, że uda nam się je sprzedać po w miarę umiarkowanej cenie (20 zł), zyski wciąż biją na głowę te, na jakie może liczyć autor związany z wydawnictwem.

PERSPEKTYWY I DO WGLĄDU WIZJE

Jak wygląda przyszłość self-publishingu? Na pewno nie jest to chwilowa moda, ani też branża, która ulokuje się w cieplutkiej niszy i będzie po cichu istnieć na granicy świadomości czytelników. Chętnych do zaistnienia jako pisarz/pisarka nie brakuje i nigdy nie będzie brakować. Self-publishing jest nadzieją na wyjście z szuflady dla wielu debiutantów, ale też ma swoje minusy. Wydawca, choć w tradycyjnym układzie jest panem życia i śmierci pisarza, dba też o czytelnika, odcedzając (mniej lub bardziej skutecznie) twory, które się do publikacji nie nadają. Grafoman, który potrafi przerobić .doc na .pdf a nawet na .mobi trafi do czytelnika szybciej niż wierzący w potęgę agencji literackich geniusz. Najpłodniejszy pisarz wydał systemem druku na żądanie ponad 85 TYSIĘCY napisanych automatycznie książek złożonych na przykład z wyników wyszukiwania baz internetowych.

Choć odpada walka o wydawcę, wciąż pozostaje walka o czytelnika. Trzeba zachęcić Kowalskiego i Nowaka, by chcieli wybrać naszą ofertę spośród dziesiątek czy nawet setek innych tytułów. Rozwój self-publishingu może doprowadzić do tego, że czytelnik znajdzie się w roli wydawcy: musi wybrać spośród bogatej oferty to, co się wyróżnia jakością, pomysłem… A to nie jest łatwe. Przede wszystkim, czytelnik dysponuje już tylko autorytetem (lub jego brakiem) autora i tylko na podstawie udostępnionych przez niego opisów i fragmentów może się dowiedzieć, czy warto zainwestować pieniądze i czas. Musi zaufać autorowi w czasach, gdy, aby samemu wydać książkę, wystarczy wgrać ją na serwer odpowiedniej platformy czy zamówić druk w odpowiedniej firmie. To, że pominiemy wydawcę, nie oznacza, że straci aktualność stary dowcip: „Kupiłem twoją książkę!” – „A, to ty…”.

Niemniej, self-publishing mocno odświeża rynek książki, wyrywając autora i czytelnika z „dyktatury” wydawnictwa. Na Zachodzie znani są autorzy, którzy zaczynali jako samowydawcy, po czym odnieśli sukces (np. Amanda Hocking czy Cory Doctorow). Czy lista tych nazwisk poszerzy się i o polskie nazwiska? Czas pokaże.

Author: Rafał Growiec

Podziel się artykułem na

1 Comment

  1. Wszystkich autorów zainteresowanych self-publishingiem zapraszamy do sprawdzenia naszego portalu http://www.wydacksiazke.pl. Przetestuj system, w którym możesz samodzielnie zaprojektować i opublikować własną książkę.

    Pozdrawiamy, WydacKsiazke.pl

    Post a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *