Śladem świętych krakowskich: szlak śladem kobiet

Odkryjemy dziś więcej tajemnic Collegium Maius, zastanowimy się, czy królowa Jadwiga została pochowana sama i czy zapewniono jej należyty spokój. Wejdziemy też na Kopiec Kościuszki, a do pewnego celu poprowadzi nas rój pszczół. Pora na szlak śladem kobiet.


Było już sporo o świętych mężach i ich ogromnej mądrości, najwyższa pora poświęcić czas szlakowi śladem świętych kobiet, które swoje życie związały z Krakowem. Historie i legendy z nimi związane są niezwykle ciekawe.

KRÓLEWSKI ŚLAD

O tym, kim była św. Jadwiga Królowa (a właściwie król), pisać raczej nie trzeba. Każdy z lekcji historii zna podstawowe fakty biograficzne tej postaci. Chciałabym bardziej skupić się na tym, gdzie można odnaleźć pamiątki związane z jej życiem.

Jak ogólnie wiadomo, św. Jadwiga chętnie wspierała najuboższych poddanych. Jedna z najbardziej znanych legend opowiada o tym, jak królowa wspomogła jednego z budowniczych kościoła karmelitów. Kiedy poznała trudną sytuację jednego z nich, odpięła złotą sprzączkę od swojego buta i wręczyła mężczyźnie. Do tej pory można zobaczyć odciśniętą w kamieniu stopę królowej. Ślad ten widoczny jest na rogu Karmelickiej i Garbarskiej.

Kolejnym przystankiem na tropie świętej jest oczywiście Collegium Maius. Warto zwrócić uwagę na berła, które umieszczone są w herbie uczelni. Jedno z nich należy do królowej Jadwigi, a drugie do Zygmunta Oleśnickiego. Królowa podarowała swoje insygnium władzy królewskiej Akademii Krakowskiej, w celu jej odnowienia. Od tego czasu krakowska uczelnia znana jest jako Uniwersytet Jagielloński. Berła można zobaczyć w muzeum, które mieści się aktualnie w najstarszym budynku uniwersyteckim. Królową można też zobaczyć co dwie godziny między 11.00 a 17.00 podczas prezentacji zegara na dziedzińcu (o tym zegarze pisałam przy innym spacerze).

Przy ulicy Sławkowskiej warto zwrócić uwagę na niepozorny budynek z numerem 24. Aktualnie mieści się tutaj dom macierzysty Zgromadzenia Sióstr Świętej Jadwigi Królowej Służebnic Chrystusa Obecnego (Jadwiżanek Wawelskich). Zajmują się one przede wszystkim katechumenami oraz pomagają tym, którzy przeżywają kryzys wiary.

U wylotu ul. Sławkowskiej, na Plantach znajduje się pomnik przedstawiający królewską parę. Trudno go nie zauważyć, ponieważ ustawiony jest na wzniesieniu. Wyobraża Jadwigę i Jagiełłę, co można wywnioskować z podpisu na postumencie „Na pamiątkę 500-letniej rocznicy unii Polski z Litwą”. Jednak jeśli przyjrzeć się bliżej postaciom, w ogóle nie przypominają one tych wielkich władców. Nie ma się co dziwić. Pomnik w rzeczywistości został wykonany z przeznaczeniem dla Ogrodów Watykańskich i miał przedstawiać pierwszych chrześcijańskich władców Polski, czyli Mieszka i Dobrawę. Jednak w Watykanie nie został doceniony i przekazano go do Muzeum Narodowego w Krakowie. Późniejszą decyzją przeniesiono go na Planty w rocznicę Unii w Krewie i odsłoniono jako Jagiełłę i Jadwigę.

W kościele pw. Św. Krzyża nad prezbiterium wisi obraz przedstawiający św. Jadwigę. Problem polega jedynie na tym, że nie wiadomo którą. Ludzie na przestrzeni wieków nie potrafili odróżnić św. Jadwigi Królowej od św. Jadwigi Śląskiej. Także tutaj można zaobserwować nakładanie się tych dwóch kultów na siebie.

Ostatni krakowski przystanek to katedra wawelska. Przede wszystkim zatrzymujemy się pod Czarnym Krucyfiksem, przed którym zgodnie z podaniami najchętniej modliła się św. Jadwiga. Któregoś razu Chrystus przemówił do niej słowami: Fac quo vides (czyń, co widzisz). Pod krucyfiksem znajduje się trumienka ze szczątkami św. Jadwigi, przeniesionymi z grobowca.

Biały sarkofag, który możemy oglądać dzisiaj pochodzi z 1902 roku. Pierwotnie królowa została pochowana po lewej stronie ołtarza głównego, prawdopodobnie razem ze swoją zmarłą córką – Elżbietą Bonifacją. Szczątki królewny nie przetrwały. Wynika to z przyspieszonego procesu rozkładu miękkich kości niemowlęcia. Na jej obecność w grobie matki wskazywało specyficzne ułożenie ciała świętej, które było przesunięte do jednej z krawędzi trumny.

Na zakończenie spaceru śladem św. Jadwigi zapraszam raz jeszcze do Sandomierza, który królowa bardzo lubiła odwiedzać. Często też chodziła na spacery po okolicy i do kościoła św. Jakuba. Stąd jeden z wąwozów nosi właśnie jej imię. W Muzeum Diecezjalnym mieszczącym się w Domu Długosza (nawiasem – pod opieką sióstr Jadwiżanek) można zobaczyć białe rękawiczki, które ponoć można włożyć do łupiny orzecha. Wiąże się z nimi również legenda dotycząca świętej.

Opowiada ona historię, kiedy to królowa wracała z Sandomierza do Krakowa podczas ogromnej śnieżycy. Sanie utknęły i nie było możliwości, żeby kontynuować drogę. Woźnica postanowił więc poszukać pomocy. Okoliczni mieszkańcy, kiedy dowiedzieli się o problemie, postanowili pomóc i zaoferowali również ciepłą strawę i nocleg swojej królowej. O poranku, kiedy żegnała się z wieśniakami, zauważyła, że czymś się ogromnie martwią, a sołtys opowiedział o właścicielu wsi, który traktuje ich bardzo źle. Królowa obiecała, że wykupi wieś, a w celu potwierdzenia swoich słów oddała mu swoje białe rękawiczki. Obietnicy dotrzymała, a wieś od tego czasu nazywa się Świątniki.

ODROWĄŻÓW FAMILIA

Rodzina Odrowążów to nie tylko św. Jacek i bł. Czesław. Ich kuzynką była bł. Bronisława, dziś kojarzona z zakonem Norbertanek na Zwierzyńcu. Do tutejszego klasztoru wstąpiła mając zaledwie 16 lat. Musiała być obdarzona niezwykłym talentem zarządzania, ponieważ w młodym wieku została przełożoną klasztoru, w którym przebywało w tamtym okresie nawet kilkaset sióstr! Ponadto w czasie zarazy pomagała ubogim, rozdając im leki, żywność i ubrania.

Z historią Norbertanek jest związane również miejsce zwane Skały Panieńskie. To tutaj kryły się siostry, w czasie różnych konfliktów zbrojnych. Ich klasztor był usytuowany w bardzo dobrym miejscu i często zajmowały go różne armie.

Przez całe swoje życie bł. Bronisława utrzymywała dobry kontakt ze św. Jackiem. Nauczyła się od niego m.in. modlitwy na różańcu, którą wprowadziła później jako kolejny element życia modlitewnego w klasztorze. Po śmierci św. Jacka doznała również wizji z nim związanej. Zobaczyła Matkę Bożą wprowadzającą go do nieba.

Błogosławiona Bronisława zmarła 29 sierpnia 1259 roku i pochowano ją osobno w kościele Norbertanek na Zwierzyńcu. O miejscu pochówku szybko zapomniano i dopiero w 1604 roku przy okazji remontu kościoła dostrzeżono pęknięcie w ścianie i tam odnaleziono niepodpisaną trumienkę z kośćmi. Według legendy szczelinę tę wskazały pszczoły. Trumienkę znowu ukryto, tym razem w obawie przed jej zniszczeniem podczas najazdu Szwedów na Kraków, a ponownie odnalezione kości 1782 przełożono do podwójnej trumny i pochowano w kościele przy ołtarzu św. Anny.

Jednak największym miejscem kultu błogosławionej jest Sikornik, zwany też Wzgórzem św. Bronisławy. Tam bowiem miała swoją pustelnię i tam zmarła. W 1703 roku postawiono tutaj kapliczkę ku jej czci, a później powstała w tym miejscu również pustelnia. Po rozbiorze Polski i zajęciu południowych terenów przez Austriaków wojska wyburzyły kaplicę i postawiły fort ze względu za strategiczne umiejscowienie wzgórza. Jednak protesty były tak silne, że dotarły do samego cesarza, który wydał dyspozycję, aby rząd austriacki z własnego budżetu pokrył koszty związane z wybudowaniem nowej kaplicy.

U NORBERTANEK

Siostry norbertanki starają się o wyniesienie na ołtarze jeszcze jednej wyjątkowej kobiety, również swojej zakonnicy, Emilii Podoskiej. Jest to postać nieco bliższa naszym czasom, bo żyła w latach 1845-1889. Była przede wszystkim mistrzynią nowicjatu, a we wszystkich wspomnieniach występuje jako wyjątkowo życzliwa i wyrozumiała. Wyróżniała się też pracowitością i sumiennością. Ponoć za jej pośrednictwem dokonują się cuda, co może przyczynić się do pozytywnego przebiegu procesu beatyfikacyjnego.

 


Autor: BEATA KRZYWDA

Author: Redakcja

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *