Święta od robienia porządku

Gdy nie została męczennicą musiała być zawiedziona. Św. Teresa z Avila miała jednak wtedy zaledwie siedem lat i nie wiedziała, że Bóg ma dla niej inny plan. Wybrał ją, by do spółki z Janem od Krzyża zrobiła porządek w życiu zakonnym.


TO NIE TAK MIAŁO BYĆ

Jej pełne nazwisko brzmi Teresa Sanchez de Cepeda y Ahumada. Urodziła się w roku 1515, a więc dwa lata przed niesławnym wystąpieniem Lutra, w Hiszpanii gdzie z jednej strony silna była wiara katolicka, z drugiej – Kościół wciąż był niejako narzędziem polityki państwa, chcącego za pomocą Inwizycji scalić społeczeństwo poprzez asymilację Żydów i muzułmanów. Dziadek ze strony ojca Teresy był marranem – ochrzczonym Żydem, odrzuconym przez rodzinę wierną Zakonowi Mojżesza i oskarżonym przez Inkwizycję o to, że nawrócił się tylko pozornie. Jego syn szlachectwo po prostu kupił i zasymilował się z chrześcijańskim społeczeństwem do tego stopnia, że duch prozelickiego zapału przeszedł na jego dzieci.

Wychowywały się one w dużej mierze na żywotach świętych stąd siedmioletnia Teresa i jej brat Rodrigo postanowili udać się do ziemi Maurów, by z ich rąk ponieść śmierć męczeńską. Niedoszłych męczenników zatrzymał jednak ich wuj wracający właśnie do miasta. Gdy zmarła matka Teresy, ta zwróciła się Maryi jako „Matki duchowej”. Jednocześnie zaczytywała się w romansach i innej popularnej literaturze, do tego przesadnie dbała o swój wygląd. Wiemy to jednak z opowieści samej Teresy, więc możliwe jest, że pod wpływem „Wyznań” Augustyna postanowiła ona nieco podkolorować swoje dawne grzechy.

Pobierała naukę u augustianek, jednak ostatecznie w 1535 roku wstąpiła do Klasztoru Wcielenia w Avila, tam też złożyła śluby zakonne dwa lata później. Sytuację moralną w zgromadzeniu najlepiej opisują słowa „mistyk wystygł, wynikł cynik”. Klasztory były ogromne, liczyły po sto pięćdziesiąt zakonnic, wśród których nie brakowało szlachcianek. Panie z wyższych sfer wnosiły do zakonnego skarbca spore fundusze, przez co były też lepiej traktowane niż dziewczęta z mieszczaństwa czy chłopstwa.

Odpowiednio ustawiona finansowo zakonnica mogła mieć nie celę a apartament ze służbą, przyjmować gości, a w skrajnych wypadkach nawet zalotników. Klasztor był więc zadeptywany przez mniej lub bardziej wpływowych odwiedzających, a same zakonnice by ich obsłużyć nie miały ani czasu ani chęci do modlitwy. Był to normalny stan we wszystkich klasztorach karmelitanek, podobnie karmelici posługiwali się zreformowaną regułą z 1432 r., nie tak rygorystyczną jak oryginał z XIII w. Osamotniona Teresa mogła zrobić to, co inne jej towarzyszki – przyjąć stan zastany i nie kłócić się z przełożonymi.

PRZEBUDZENIE MISTYCZKI

W latach 1538-1542 Teresa zachorowała. Ktoś złośliwy powie, że to pewnie skutek choroby, ale wtedy zaczęła doznawać przeżyć mistycznych. Przyjaciele twierdzili nawet, że wizyty Jezusa w formie cielesnej, ale niewidzialnej są tworem diabła. Jej spowiednik, św. Franciszek Borgia (prawnuk  Aleksandra IV), odrzucił jednak te oskarżenia. Teresa więc wzrastała i doznawała nie tylko łaski łez, ale także mistycznych zaślubin z Oblubieńcem. To ostatnie przeżycie ostatecznie oraz wsparcie duchowe ze strony kolejnego spowiednika, św. Piotra z Alkantry  zmotywowało Teresę do walki o przywrócenie klasztoru do dawnej Reguły.

W roku 1562 założyła klasztor pw Świętego Józefa w Avili. Zasady były proste – najwyżej trzynastoosobowe zgromadzenia, skrajne ubóstwo, sandały ze sznurka, jeden domek z kaplicą. Ale dla mieszkańców miasteczka, a także dla karmelitanek, którym odpowiadało życie według starej reguły to był szok. Domagano się zamknięcia nowego klasztoru, jednak już wtedy Teresa miała po swojej stronie lokalnego biskupa. Nim ruszyła z reformą dalej, spędziła pięć lat głównie poświęcając się twórczości pisarskiej.

Przy zakładaniu drugiego klasztoru poznała św. Jana od Krzyża. Przekonała go, by zrezygnował ze wstąpienia do kartuzów i towarzyszył jej w podróży z Medina del campo do Vallaloid. Pod wpływem tej znajomości Jan został karmelitą i zaczął zakładać własne klasztory, starając się przywrócić regułę pierwotną także zgromadzeniom męskim. Reformę nadzorowali wizytatorzy kanoniczni z Państwa Papieskiego i zakonu dominikanów.

Mieli oni właściwie pełnię władzy nad klasztorami, mogli przenosić mnichów i wprowadzać własnych współbraci na stanowisko przeorów zamiast karmelitów. Jednak jeden z nich, działający w Andaluzji Francisco Vargas, sprzyjał karmelitom bosym do tego stopnia, że zezwolił na zakładanie nowych siedzib wbrew decyzjom generała zakonu. Zwołana do włoskiej Piacenzy Kapituła Generalna zdecydowała o całkowitej likwidacji reformowanych zgromadzeń.

Karmelici bosi mieli po swojej stronie nie tylko króla Filipa II, ale także nuncjusza apostolskiego w Hiszpanii. Gdy bracia trzewiczkowi pojmali Jana od Krzyża, właśnie Nicolo Ormanetto przyczynił się do jego uwolnienia. Po śmierci nuncjusza karmelici bosi musieli ustąpić – św. Teresa wycofała się do klasztoru św. Józefa w Toledo, Jana zaś uwięziono i przetrzymywano w uwłaczających ludzkiej godności warunkach, nieraz publicznie biczując. Przeciw samej reformatorce z Avila wytoczono zarzut o herezję alumbradyzmu, heretyckiego nurtu reformatorskiego, stawiającego na doznanie mistyczne. Oskarżenie upadło przed trybunałem inkwizycyjnym.

W końcu Jan uciekł z więzienia, a brewe Grzegorza XIII pozwoliło na tworzenie nowych zgromadzeń, jednak już w oddzieleniu od karmelitów trzewiczkowych. Dzięki temu wsparciu i królewskiej opiece powstawały nowe klasztory „bose”. Teresa założyła ich w sumie siedemnaście, podobną liczbę powołał do życia Jan od Krzyża. Św. Teresa zmarła w drodze do Alba de Tormes w czasie reformy gregoriańskiej kalendarza. Zmarła więc albo 4. października albo nazajutrz 15-ego października 1582 r.

Ogłoszono ją świętą w roku 1622, w 1617 Kortezy przyznały jej tytuł „Doktora Kościoła”, co jednak nie jest tożsame z wpisaniem w oficjalny poczet obok Tomasza z Akwinu czy Leona Wielkiego. Na prawdziwe wpisanie w poczet wybitnych teologów musiała poczekać do 1970 r., gdy otrzymała ten tytuł jako pierwsza kobieta.

Marcin Luter i św. Teresa z Avila wyszli z tego samego punktu – widzieli zło trawiące monastycyzm i postanowili je ukrócić. Dla ojca reformacji oznaczało to łopatologiczną likwidację zakonów. Święta z Avila zrobiła coś więcej – naprawdę naprawiła tę część Kościoła. I to nie wprowadzając nowe, a przywracając stare.

Author: Rafał Growiec

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *