Święta bez Kevina? Koszmar dzisiejszego świata

O tym, że historia małego chłopca, który zostaje sam w domu na święta, ponieważ rodzina zapomniała go ze sobą zabrać i który spuszcza do tego konkretny łomot włamywaczom, jest naiwna, nie trzeba przekonywać chyba nikogo. I każdy też wie, że wyszła z tego przezabawna komedia, którą przyjemnie ogląda się nie tylko za pierwszym razem. Wszystko więc byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że Kevin stał się symbolem świąt, których prawdziwy sens gdzieś się rozmywa w naszym świecie.


Co roku to samo. Przygotowania do kolacji wigilijnej, buszowanie po sklepach i na allegro w poszukiwaniu pomysłów na prezenty dla najbliższych, ubieranie choinki, w końcu wspólna, rodzinna kolacja, otwieranie prezentów (główny punkt programu tych najmłodszych), no i Kevin. Nawet jak telewizor nie jest włączony, to wiemy, że ten Kevin tam jest, że Polsat każdego roku dba o to, byśmy nie zapomnieli o tym, że Kevin został sam w domu. Ewentualnie w Nowym Jorku, choć to w sumie bez różnicy, oba filmy operują tym samym schematem. I tu nie chodzi o to, że jestem przeciwnikiem filmów Chrisa Columbusa, bo to naprawdę przyjemne komedie. Problem jest tego rodzaju, że Kevin stał się pewnym nieciekawym zjawiskiem kulturowym. Bo teraz, gdy spyta się na ulicy przeciętnego Kowalskiego, z czym kojarzą mu się święta, to Kevina wymieni na pewno, z narodzinami Jezusa może być już gorzej.

A przecież to właśnie są święta BOŻEGO Narodzenia! Czy ma to dla nas jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Czy liczy się wszystko inne, cała ta otoczka, tylko nie prawdziwy sens tego czasu. Brakuje w tym wszystkim chwili zatrzymania się, chwili modlitwy, chwili poświęconej Bogu. W natłoku spraw, robieniu wszystkiego na ostatnią chwilę, we wszystkich przygotowaniach zapominamy, by choć na krótki moment się zatrzymać. Tragedia się nie stanie, karp przez to nie ucieknie, a będzie to choć mały symbol, że pamiętamy czym te święta powinny być.

Radujmy się. Oczywiście, w końcu od tego ten okres jest. Dla wielu pewnie najpiękniejszy czas w roku. Jedzmy potrawy wigilijne, bo nie mamy ich na co dzień. Cieszmy się ze wspólnego spotkania z rodziną, z rozdanych i otrzymanych prezentów, z pierwszej gwiazdki i pięknie wystrojonej choinki. Poczujmy w sobie ducha tych świąt i przy tym wszystkim nie zapominajmy o Bogu. Naprawdę nie trzeba wiele. Wystarczy krótka modlitwa przed kolacją, przeczytanie fragmentu Pisma Świętego, wspólne śpiewanie kolęd, zwieńczone pójściem na pasterkę. To przecież są tak proste rzeczy, które tak niewiele kosztują, a pozwalają utrzymać prawdziwy sens świąt.

Kolacja wigilijna powinna być czasem tylko dla rodziny. Dlatego zachęcam do wyłączenia telewizora, komputerów, a nawet telefonu. W ten jeden dzień w roku naprawdę świat nie przestanie istnieć tylko dlatego, że nie będziesz sprawdzać fejsa co 5 minut. Nic się nie stanie, jeśli tym razem Kevin pozostanie sobie na Polsacie, a do Twojego domu nie zawita. W końcu czy naprawdę chcemy, żeby synonimem świąt Bożego Narodzenia było amerykańskie dziecko? Ja wiem, że jest moda na wszystko co pochodzi zza oceanu. Czy tego chcę, czy nie, to jesteśmy coraz bardziej przesiąknięci ich wszelkimi tradycjami, które powoli zaczynają wypierać nasze własne. Do tego dochodzi wszechobecna komercjalizacja świąt, sprowadzenie ich do rangi produktu konsumpcyjnego, który trzeba jak najlepiej rozreklamować i sprzedać. Dość powiedzieć, że wystawy świąteczne w niektórych sklepach pojawiają się już w kilka dni po Wszystkich Świętych, czyli grubo ponad miesiąc przed czasem. Takie już są uwarunkowania rynku i chyba nic na to nie można poradzić. Zwłaszcza, że nie za bardzo słychać głosy sprzeciwu, co akurat niejednokrotnie mogłoby się przydać. Dopóki jednak będzie zapotrzebowanie, dopóty sieci marketów będą tak robić, mimo że razi to w oczy bardzo mocno.

Kevin i inne, współczesne nam symbole świąt są już w naszej kulturze na stałe, czy tego chcemy, czy nie. Kto z nas wyobraża sobie okres świąteczny bez "Last Christmas" w radio i Kevina w telewizji? Praktycznie nikt, bo to już nam weszło w krew. Świeckie zwyczaje poszerzamy, a o sakralne dbać przestajemy. Taki postęp czasów. Trzeba umieć w tym wszystkim znaleźć złoty środek. Może to nie jest łatwe, może nie każdemu się to uda, ale warto próbować, by każde kolejne święta nie były tylko zlepkiem różnych świeckich tradycji. Dajmy w to Boże Narodzenie Bogu coś od siebie, on nam daje swego syna, to my zaoferujmy mu chociaż tę chwilę modlitwy.

Author: Mateusz Nowak

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *