Święta na Śląsku od kuchni

Wigilia, podobnie jak błogosławienie pokarmów w Wielką Sobotę, to tradycja w wielu domach większa aniżeli sama uroczystość, jaką poprzedza. Rodzina gromadzi się przy jednym stole, nikt nie może zostać sam.


Wszystko ma swoje miejsce – od niedawna również "Kevin sam w domu". Szał zakupów zaczyna się już pod koniec października (sic!), prezenty dla dzieci kosztują niemal całą pożyczkę, a każdy "artysta" stara się nagrać świąteczny kicz. W całym zamieszaniu zapominamy o Bożym Narodzeniu, a nawet o samej tradycji wigilijnej.

PRZYGOTOWANIE DO WIGILII

Na Śląsku przygotowania do Bożego Narodzenia oraz całego okresu świątecznego trwają niemal cały rok. Zaczynają się niemal dokładnie dwanaście miesięcy wcześniej. Wtedy to należy zrobić surowe ciasto piernikowe, które w Wigilię dzieli się co najmniej na dwie części. Z jednej robi się ciasteczka o różnych kształtach i rozmiarach. Część z nich ląduje na choince. Z reszty ciasta piecze się piernik w podłużnej formie. Tradycja niektórych regionów Śląska nakazuje, by piec je na drugi dzień po Barbórce. Zanim upiecze się ciasto, należy ususzyć owoce i pozbierać orzechy. Czas ku temu jest w okresie letnim oraz wczesnojesiennym. Potrzebna do tego jest cała rodzina – dzieci zbierają dary natury, a rodzice drylują i suszą. Również te smakołyki dzieli się na dwie grupy – jedne są zostawione do spożycia w czasie wieczerzy, zaś inne służą jako składnik potraw.

Te z kolei przygotowywało się na kilka dni przed Wigilią, choć kulminacja następowała w przeddzień Bożego Narodzenia. Zapach wypieków, jaki rozchodzi się z kuchni po cały domu, zapowiada zbliżającą się wieczerzę. Dla łasuchów jest z pewnością nie do wytrzymania, gdyż tradycyjnie Wigilia jest dniem postnym na Śląsku. Z dziećmi nie ma większego problemu, gdyż te "wygania się" na dwór. Problem stanowią mężczyźni, którzy lubią skubnąć sobie tego i owego. Mają jednak inne, bardziej bojowe zadanie – zabić świątecznego karpia. Ryba ta pojawiła się na śląskich stołach już w średniowieczu pod wpływem czeskich zwyczajów, a później jej popularność się umocniła na skutek tradycji dolnoaustriackich. Gdy zwierzę już jest zabite i upieczone, czas rozsiąść się przy stole.

WIGILIA

Choć świętowanie tego wieczoru jest zwyczajem polskim, który przeniknął na Śląsk kilkaset lat temu, jego organizacja wygląda całkowicie inaczej. Jedynym wspólnym elementem jest chyba tylko opłatek, którym dzielimy się z bliskimi. Nie wiem, jak jest w Polsce, ale tutaj czas dzielenia się jest różny. Dzieje się to albo przed posiłkiem, albo po.

Pierwszą różnicą, jaka jest łatwo zauważalna, jest grono rodzinne, w którym spożywamy wieczerzę. Obce są zjazdy, które widzimy w serialach albo słyszymy z opowieści. Na Śląsku świętuje się w gronie najbliższej rodziny, tj. w obrębie tej, z którą mieszkamy na co dzień. Inaczej wygląda również ilość i potrawy na stole. Tradycyjnie powinno ich być sześć, zaś żadna z nich nie występuje poza naszym regionem. W ogóle nie pojawia się mięso. Ponadto nasza kolacja wigilijna ma charakter obiadowy, co wywołuje zdziwienie już na nieopodal będącym Zagłębiu Dąbrowskim. Zaś rodzaje potraw, jakie się pojawiają, zależą od miejscowości. Są jednak pewne elementy wspólne.

Jedyna zupa, która wlicza się w skład śląskiego stołu wigilijnego, to siemieniotka zwana także konopiotką. Gotuje się ją z ziaren siemienia. Przyjmuje ona formę zupy kremowej. Dodaje się do niej skwarki chlebowe, żeby była bardziej do jedzenia aniżeli do picia. Na drugie danie podaje się sałatkę z ziemniaków oraz karpia. Na deser podaje się zupę na słodko, czyli moczkę. Robi się ją z ciasta piernikowego oraz orzechów, rodzynków i kompotów (śliwkowego i agrestowego).

Zależnie od miejscowości na stole pojawiają się również gotowane ziemniaki, kołacz z serem, kapusta z grochem, pierniczki oraz śliszki. Tą ostatnią potrawę robi się niemal wszędzie inaczej. I tak w opolskiej części są to moczone w mleku kawałki suchego kołacza; w cieszyńskiej części są to gotowane kluski ziemniaczane; natomiast w obrębie tak zwanego województwa górnośląskiego są to gotowane kluski z mąki pszennej, wody lub mleka z odrobiną soli.

PO WIECZERZY

Gdy wszyscy już zjedzą i odpoczną, udają się na pasterkę, która jest kulminacyjnym momentem Bożego Narodzenia. Po mszy świętej wszyscy składają sąsiadom i znajomym życzenia. Zaś do domu przychodzi Dzieciątko, które z nieba przynosi prezenty dla domowników. O tym dowiadują się rano dzieci, które starają obudzić się jak najwcześniej. W części opolskiej Śląska pociechy swe prezenty dostają już po kolacji i kolędowaniu. Uroczystość 25 grudnia dalej jest świętowana w gronie najbliższej rodziny. Po rozpakowaniu prezentów i śniadaniu dzieci razem z jedną z osób, które nie były na pasterce (zazwyczaj babcia albo dziadek), idą do kościoła. Po mszy dzieci wymieniają się informacjami, co każdy dostał. Po wszystkim je się uroczysty obiad i podwieczorek, po których całą rodziną udaje się do kościoła, aby zobaczyć szopkę. Często się również zdarza, że tata bierze swoje pociechy i objeżdżają wszystkie okoliczne kościoły, aby porównać, która z stajenek betlejemskich jest najlepsza.

Na tym nie kończy się świętowanie. Całość na Śląsku jest rozciągnięta aż do szóstego stycznia. Niemal w każdym dniu jest jakiś ważny element tradycji. O tym może innym razem.

 


KRZYSZTOF MAŁEK

Author: Redakcja

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *