Szczęście wieczne czy doczesne?

Historia chrześcijaństwa zna bardzo dobrze konflikt między tym, co ziemskie i ulotne a tym, co duchowe i wieczne. Czy ze szczęściem jest tak samo? Czy dążenie do szczęścia wiecznego wyklucza radość z życia tu, na ziemi?


Jednym z podstawowych założeń chrześcijaństwa jest to, że Bóg nie chce dla człowieka cierpienia i śmierci. Aby zaufać Stwórcy, musimy przyjąć, że Jego celem nie jest wykorzystanie nas, ale doprowadzenie ludzi do stanu pełnego zaspokojenia naszych potrzeb i spełnienia duchowego. Różne prądy w teologii, motywowane nieraz dualizmem, zaczęły jednak negować wartość szczęścia doczesnego jako niewartego trudu i zachodu, gdyż zdaniem ich przedstawicieli życie człowieka na ziemi to jedno wielkie pasmo nieszczęść, które służą tylko i wyłącznie temu, by zasłużyć na Niebo. Z drugiej strony nurty laickie często widzą w wierze właśnie przeszkodę do osiągnięcia szczęścia w tym życiu. Kto w tym sporze ma rację? Sięgnijmy do Biblii.

ROBOTNIK I WŁADCA

Zacznijmy od podstaw, czyli od tego, jaki był cel i zamysł Boga przy stwarzaniu człowieka. Czyli idziemy do Księgi Rodzaju, gdzie mamy dwa opisy stworzenia ludzi. Pierwszy (1, 26-31) jest bezpośrednio powiązany z opisem stworzenia świata (1, 1-25). Bóg stwarza najpierw świat czysto materialny – jednak ani światło, ani morze nie zasługują na to, by nazwać je dobrym. Fraza „A Bóg widział, że były dobre” pojawia się dopiero po wyłonieniu suchego lądu i pierwszego życia – roślin (1, 12). Wniosek: dobro w pojęciu Boga to życie, a nie martwota.

Przejdźmy do pierwszego opisu stworzenia człowieka. Cel jest jasny: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz i podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (1, 26). Bóg zarówno mężczyznę , jak i kobietę tworzy jako panów całego istniejącego świata – tak ożywionego, jak i nie. Gdy człowiek upada, grzeszy, jego władza odbija się na stworzeniu – ziemia (hebr. adamah) jest przeklęta ze względu na Adama (3,17).

Po stworzeniu, Bóg daje ludziom nakaz, aby byli płodni i rozmnażali się (1, 27). A więc w pierwotnym Bożym zamyśle życie rajskie, szczęśliwe nie oznaczało życie aseksualnego! Człowiek jest stworzony także do osiągnięcia zaspokojenia w tej sferze. Bóg chciał widzieć Eden pełen ludzi (i być może tak było, a Adam i Ewa symbolizują bohaterów zbiorowych, skoro Kain chciał mieć ochronę przed innymi ludźmi – 4, 13). Celibat nie jest z tym sprzeczny – wszak nie jest rezygnacją z jakiejś gorszej drogi, ale poświęceniem jednego dobra (rodziny) dla dobra wyższego (służba Bogu).

Istotny jest obraz łańcucha pokarmowego w Rdz 1, 30 – panuje powszechny wegetarianizm. Nawet wszystkie zwierzęta są roślinożerne. To stan pierwotnej, doskonałej harmonii, gdy żadne stworzenie nie dąży do krzywdy drugiego. Dopiero po Potopie pojawia się zezwolenie na jedzenie mięsa, a i to pod pewnymi warunkami i jako „mniejsze zło”, z którego rozliczony będzie zarówno człowiek, jak i zwierzę (Rdz 9, 3-5).

Drugi opis stworzenia jest bardziej rozbudowany, bardziej poetycki. Oto Bóg tchnie życie w człowieka człowieka, nim jeszcze pojawiły się jakieś rośliny (2, 1).  Przeznaczeniem człowieka jest praca – uprawianie roli, na początku jest sam mężczyzna, do tego ma do dyspozycji krainę mlekiem i miodem płynącą. Bóg jednak stwierdza, że mężczyzna powinien mieć pomoc. Przyprowadza do niego wszystkie zwierzęta, ale człowiek w żadnym z nich nie znajduje odpowiedniego pomocnika . Wszystkie nazywa „istotą żywą”. Dopiero drugi człowiek, kobieta wzięta z żebra – kości osłaniającej serce – staje się dopełnieniem mężczyzny. Tak więc człowiek jest stworzony do wspólnoty nie tylko z Bogiem, ale i z innymi ludźmi, to są drogi osiągnięcia szczęścia.

A co z tą pracą? Czy człowiek został stworzony do tego, by sobie chodzić po Edenie, tu skubnąć jagódkę, tu banana z drzewa ściągnąć? Nie, człowiek został stworzony do pracy, miał być Bożym ogrodnikiem. Współgra to z zadaniem panowania – władca nie może być leniwy. Problem z niewspółmiernością trudu do owoców pracy pojawia się dopiero po wypędzaniu z Edenu, gdy ziemia zostaje skażona grzechem jej władcy (1, 18). Szczęście człowiek osiąga przez czyn, zwłaszcza jeżeli włożony w niego wysiłek owocuje w przyszłości.

Wniosek? Człowiek od początku miał być szczęśliwy, miał władać i panować. Dopiero wejście w rzeczywistość świata grzechu, skażenie nim człowieka i reszty stworzenia skutkuje nieszczęściem.

KRÓL PESYMISTÓW?

„Marność nad marnościami i wszystko marność”, „Vanitas vanitatum et omnia vanitas”… Licealiści za moich czasów uczyli się, że to strasznie pesymistyczne słowa. Dodajmy do tego obrazy kielicha i czaszki, przeświadczenie o tym, że Kohelet/Kaznodzieja to jednak taki smutas był i mamy gotowy zafałszowany obraz jednej z najciekawszych ksiąg Pisma. Zacznijmy od tego, co dokładnie znaczą słowa „hewel hewalim, amar Koheleth, hewel hewalim hakol hawel”. „Hewel” (tak samo pisze się też imię Abla, ofiary Kaina) wyraża tyle co „dech”, parę, czyli coś co jest nic nie warte, ulotne, trwa chwile i znika bez śladu. Być może trafniejszym tłumaczeniem byłoby „ulotność nad ulotnościami”.

Cóż jest dla Koheleta tą ulotnością? Księga ma zaledwie dwanaście rozdziałów, więc możemy zrobić krótki przegląd. Mądrość i wiedza (1, 16-17), dostatnie życie i korzystanie z niego (2, 1-11), sprawiedliwość (3, 16-17), rodzina (4, 8), władza (4, 16), zdobywanie majątku (5, 7 nn). Należy pamiętać, że Kohelet (którego tradycyjnie na podstawie Księgi utożsamia się z Salomonem) żył w czasach, gdy Żydzi nie uznawali zmartwychwstania, a ich wizja życia po śmierci ograniczała się do Szeolu, świata podziemnego, gdzie udają się zmarli (odpowiednik greckiego Hadesu). Księga Kaznodziei to podsumowanie życia, autobiografia, poradnik dobrego życia dla syna. Biorąc pod uwagę, że był nim Roboam, nie słuchał zbyt uważnie.

Jakie więc wnioski wysnuwa Kohelet ze swojej refleksji? „Ciesz się, młodzieńcze, w młodości swojej, a serce twe niech się rozwesela za dni młodości twojej. I chodź drogami serca swego i za tym, co oczy twe pociąga; lecz wiedz, że z tego wszystkiego będzie cię sądził Bóg! Usuń przygnębienie ze swego serca i oddal ból od twego ciała, bo młodość jak zorza poranna szybko przemija” (11, 10-11). Co więcej, te rady dotyczą całego życia, a to, co dobre, zdaniem Kaznodziei, pochodzi od Boga (9, 4). Można żyć szczęśliwie i dobrze, a drogę ku takiej postawie wskazuje Kohelet, porównując głupotę z mądrością.

SZCZĘŚLIWI CIERPIĄCY?

Być może mówiącym najmocniej o szczęściu doczesnym tekstem Ewangelii jest Kazanie na Górze, a konkretniej osiem błogosławieństw (Mt 5, 3-11), w wersji Łukaszowej: cztery błogosławieństwa i cztery „biada” (Mk 6, 20-26). Słowo „makarioi” tradycyjnie tłumaczone jako „błogosławieni” oznacza także „szczęśliwi”. Można powiedzieć, że Jezus doprowadza słuchaczy do szoku: szczęściem w Kazaniu jest to, co zwykło uważać się za jego brak – cierpienie, brak władzy i pieniędzy. Kto jest błogosławiony według Mateusza? Pierwszą grupą są „ubodzy w duchu”, co komentarz do Biblii Tysiąclecia odnosi do hebrajskich „anawim”, czyli uciśnionych, sierót i wdów. Następnie „ci, którzy się smucą”, którzy „łakną i pragną sprawiedliwości” (a więc ci, którzy jej nie doświadczają), cisi, miłosierni, czystego serca, wprowadzający pokój, ci, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości i ze względu na Chrystusa. Im wszystkim obiecuje Jezus zapłatę za poniesiony tu trud i cierpienie.

Wersja Łukasza „uszczęśliwia” ubogich, głodujących, płaczących i znienawidzonych ze względu na Chrystusa. Ci są „makarioi”, mogą liczyć na to, że zostaną wynagrodzeni w Niebie. Przeciwstawni do nich są ci, którym… No właśnie co? Słowo „ouai” oznacza krzyk czy to zdumienia, zachwytu, ale też bólu, cierpienia po zadanej ranie. Użyty z dativem (celownikiem) jest to krzyk rozpaczy, żalu nad tymi, których dotyczy. Stąd Jezusowe „biada” nie jest jednoznacznym potępieniem, nie oznacza „przeklęci”, ale stanowi niejako wyraz żalu i rozpaczy nad losem tych, którzy są bogaci (bo tracą szansę na nagrodę w Niebie), którzy są nasyceni, radośni – bo te stany miną, oraz tych, którzy są zawsze chwaleni, bo to jest cecha fałszywych proroków (por. Mt 6, 1).

Jezus zaczyna więc swoje nauczanie od wielkiej obietnicy przywrócenia równowagi, zwrócenia uwagi na rozłam w narodzie żydowskim – na istnienie grupy wykluczonych i grupy beztroskich utracjuszy. A jak jest dalej? Czy potępia ludzi szczęśliwych? Najwyraźniej nie miał nic przeciwko ucztom typu wesele (por. J 2, 1-12), a nawet miał opinię pijaka i obżartucha (Mt 11, 19).Wskazywał jednak, że szczęście doczesne nie jest powiązane z powiększaniem swojego stanu posiadania na ziemi, a nawet z przesadną troską o podstawowe wyżywienie (Mt 6. 19-21, 25-34). Kto zawierzy się Bogu może liczyć na to, że cała reszta będzie mu dodana.

Jak więc widzimy, nie jest tak, jak twierdzą pesymiści, że Bóg zakazuje nam szczęścia na ziemi, by wynagrodzić je dopiero w przyszłości. Choć szczęście ziemskie jest przemijające, nietrwałe, a Niebo stanowi szczęście wieczne, to jednak Stwórca nie stawia szlabanu na radość i dobrobyt przed śmiercią. Tak więc, nawet jeżeli mamy w planach zbawienie, to nic nie stoi na przeszkodzie, by czasem uśmiechnąć się czy zaśmiać. Naprawdę.

Author: Rafał Growiec

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *