Telewizor i komputer vs Boże Narodzenie

Ilu z nas kolejne święta, zamiast z bliskimi, spędzi przed ekranem telewizora lub komputera?


Jak co roku w grudniu, przedświąteczny paradoks trwa w najlepsze – z jednej strony jesteśmy bombardowani telewizyjną ramówką świąteczną, z drugiej zaś – namawiani do spędzenia tego czasu w gronie rodziny. Z jednej strony chcemy, aby nasi bliscy z nami przebywali i rozmawiali, z drugiej – obdarowujemy dzieci i młodzież komputerami i grami, przymykając oko na to, że przez najbliższe dni będą każdą wolna chwilę spędzali przy nich.

To jak w końcu? Czy da się pogodzić święta przed telewizorem lub komputerem ze świętami spędzonymi z rodziną? Nie sądzę. Ktoś powie: przecież można oglądać filmy czy seriale razem z bliskimi. Powstaną głosy, że ojciec z synem mogą fajnie spędzać czas, grając wspólnie w grę. Od kogoś usłyszymy, że on przecież się uczy/pracuje, i tylko w święta ma czas na filmy, seriale, gry komputerowe. Jeszcze inny wyleci z hasłem, że „Kevin sam w domu” to już tradycja (które to tłumaczenie jest dla mnie objawem tragicznego zidiocenia i zatracenia zdrowego rozsądku). Czy ktoś naprawdę nazwie gapienie się w  „wspólnym spędzaniem wolnego czasu”? Samo to, że kilkoro ludzi patrz jednocześnie w ekran, przyswajając to, co na nim zobaczy i czasem wyrażając swoją opinię na ten temat, nie znaczy jeszcze, że nawiązuje się między nimi wspólnota. A o to przecież chodzi w czasie świąt!

W dzisiejszym świecie jesteśmy bardzo zabiegani. Ciągle biegamy z domu do pracy czy na uczelnię, po nich do lekarza, do fryzjera, do kosmetyczki, do urzędu, do kościoła, na wspólnotę, do sklepu… Z bliskimi często widzimy się jedynie przelotem bądź na Facebooku, czytamy ich sms-y bądź oglądamy fotki na Instagramie. Na szczęście święta Bożego Narodzenia są jeszcze tradycyjnie postrzegane jako czas spotkań z bliskimi. Czas, w którym należy zwolnić, odłożyć codzienne zajęcia i zobaczyć się z tymi, których na co dzień nie mamy obok. Odwiedzić tych, którzy mieszkają daleko, lub samemu zostać przez nich odwiedzionym. W tym grudniowym czasie mamy często jedną z niewielu, jeśli nie jedyną, okazję w ciągu roku, by zobaczyć twarz i usłyszeć głos kogoś spośród rodziny czy znajomych. Niestety, w trakcie tych wizyt często w tle musi „lecieć” telewizja, czy też musimy akurat sprawdzać fejsa…

O ile problem z telewizorem jest obecny od ładnych kilku dekad (przynajmniej dwóch-trzech), o tyle w ostatnich kilku-kilkunastu latach podobnie dzieje się z komputerem. Tutaj ofiarami staje się najczęściej młodzież, ale także nawet kilkuletnie dzieci. Bo akurat ktoś dostał pod choinkę nowy komputer, albo jakąś ciekawą, nietanią zresztą grę – więc trzeba je sprawdzić. I tym sposobem, zamiast z rodzicami, rodzeństwem, dziadkami lub też innymi członkami rodziny, młodzi spędzają czas przed ekranem komputera. A jeśli w tym samym czasie ich bliscy siedzą i wpatrują się jak zaczarowani w telewizor, wtedy możemy mówić o prawdziwej patologii.

Chyba każdy z nas ma w rodzinie czy wśród niedalekich znajomych taką osobę, której egzystencja bez obecności włączonego telewizora czy komputera przychodzi z trudem. Czy to uroczysty obiad/kolacja, czy urodzinowa kawa, imieninowa posiadówka czy po prostu weekendowa wizyta – telewizor w tle musi mieć aktywną zarówno wizję, jak i fonię, komputer musi być włączony, bo coś się buforuje, coś pobiera. Kto z nas nie prowadził rozmowy, w tle której można było usłyszeć spikera, lektora czy innego telewizyjnego aktora, kto nie wysłuchiwał urywkowych opinii na temat tego, co inny z gości właśnie zobaczył na ekranie… Że już nie wspomnę o manii ciągłego sprawdzania powiadomień w internecie na komórce czy w tablecie albo biegania do komputera, bo coś trzeba „sprawdzić”. Takie rzeczy nie dość, że świadczą o braku szacunku dla tych, z którymi się spotykamy, to jeszcze mogą doprowadzić do poważnych trudności w relacjach z ludźmi, których spotykamy w realnym świecie.

Oczywiście, nie mam nic przeciwko temu, aby w trakcie świątecznej przerwy obejrzeć wspólnie jakiś ciekawy, dobry film. Jeśli jest to naprawdę niepospolity obraz, który dodatkowo może propagować jakieś wartości lub choć pobudzić do myślenia i dyskusji, to taki seans może być jak najbardziej wskazany. Ale będzie to wówczas jedynie niewielki fragment spędzonego wspólnie czasu, mogący zaowocować dalszymi interakcjami, a nie zapełniacz wolnego czasu, w którym nie wiadomo co robić. Wiadomo, czasem może nam się po prostu nie chcieć rozmawiać, możemy akurat z jakiegoś powodu być w złym humorze. Bez sensu jest ciągle uciekać przed ekran i pozostawiać ludzi gdzieś z boku.

Nie można całych świąt spędzić w parze ‘ja + telewizor/komputer”. Prowadzi to do wyobcowania ze spraw i życia ludzi, którzy zajmują – lub przynajmniej powinni – niepospolite miejsce w naszym życiu, a z którymi często kontaktujemy się zbyt mało. Czasem naprawdę warto wyłączyć telewizor, komputer, odłożyć komórkę, i usiąść na kilka godzin przy kawie i piernikach z dawno niewidzianą ciocią zza granicy, pojechać do znajomych, mieszkających na drugim końcu miasta, czy też kolejny raz posłuchać babci, opowiadającej o dzieciństwie rodziców. Niektóre z tych rozmów mogą być naprawdę pasjonujące, o ile wejdziemy w nie z całą swoją uwagą i chęcią szczerego spotkania z realnym, siedzącym obok człowiekiem. Nawet jeśli będzie nam się później wydawało, że to była tylko strata czasu, bo nasz rozmówca przynudzał, to mimo wszystko te minuty czy godziny poświęcone dla drugiego człowieka mogą być dla niego naprawdę ważne. A na pewno będzie to okazanie szacunku i miłości bliźniego.

Author: Kajetan Garbela

Rodem z Lublińca, absolwent historii na UJ, członek Stowarzyszenia Młodzieżowego NINIWA

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *