Ojcowie fantastyki

Jeszcze o nich usłyszycie! Czarujący dżentelmeni, profesorowie, a jednocześnie ludzie którzy poznali gorycz i mrok życia.  Dwaj przyjaciele, J.R.R. Tolkien ‒ autor "Hobbita" czy "Władcy pierścieni" – i C.S. Lewis, autor "Opowieści z Narnii", to genialni ojcowie fantastyki. Mimo życiowych burz nie zrezygnowali z pragnienia, by szukać piękna. A kto poszukuje piękna, ten (często okrężną drogą) dociera do Prawdy. Bo Prawda jest najpiękniejsza.


John Ronald Reuel Tolkien urodził się 3 stycznia 1892 r. w południowej Afryce. Jako roczne dziecko został ukąszony przez tarantulę. Prawdopodobnie umarłby, gdyby nie przytomność niani, która natychmiast wyssała jad. Wkrótce jego rodzina przeniosła się do Anglii…

Gdy miał 4 lata, umarł jego ojciec, Arthur Tolkien. Matka o imieniu Mabel, wbrew woli rodziców i teściów, wstąpiła do Kościoła katolickiego, co było wówczas oceniane bardzo negatywnie. Młody Tolkien był wychowywany przez matkę w duchu katolicyzmu. Uczyła go także łaciny i francuskiego. Umiał czytać już w wieku 4 lat. Mabel zapoznała go m.in. z książką "Alicja w krainie czarów" oraz z legendą o królu Arturze. Gdy miał 12 lat, jego matka umarła w skutek powikłań cukrzycowych. Uzdolniony chłopiec u progu okresu dojrzewania razem ze swoim bratem zostali na świecie sami.

Opieki nad chłopcami podjął się zaprzyjaźniony z ich matką ksiądz Francis Morgan. Wspomagał on młodego Tolkiena materialnie i duchowo w czasie studiów. W liście do swojego syna pisarz wspomina, że ks. Morgan był dla niego "kimś więcej niż ojciec" i że to "od niego nauczył się miłości i przebaczenia". Tolkien w wieku 16 lat poznał starszą o trzy lata Edith Bratt. Zakochał się. Jednak gdy miał 18 lat, ksiądz dał mu stanowczą radę, wręcz nakaz – by zajął się nauką, a romans odłożył na trzy lata. Tak też się stało.

W 1911 r. podjął w Oksfordzie studia z zakresu filologii i literatury klasycznej, a później języka i literatury angielskiej. Zajmował się także językiem walijskim. Interesowało go językoznawstwo porównawcze. W dniu osiągnięcia pełnoletniości, 3 stycznia 1913 r., po raz pierwszy od dłuższego czasu napisał do Edith. Ta była już jednak zaręczona z bratem jednej ze szkolnych koleżanek.

Tolkien przeżywał długo ten fakt, lecz po wielokrotnym przeczytaniu listu, zauważył, że Edith napisała, iż zaręczyła się, gdyż ów mężczyzna "był dla niej dobry". Ten szczegół skłonił młodego Tolkiena do napisania kolejnego listu do Edith. Gdy się spotkali, jeszcze tego samego dnia zapadła decyzja o zerwaniu zaręczyn i młodzi kochankowie ponownie byli razem. Rok później, po wstąpieniu Edith do Kościoła katolickiego, odbyły się uroczyste zaręczyny, a po kolejnych dwóch latach, 22 marca 1916 r., wzięli ślub.

Wkrótce Tolkien został powołany do armii jako oficer łączności oraz tłumacz. W ramach czynnej służby na linii frontu od lata 1916 r. wziął udział m.in. w bitwie nad Sommą, najbardziej krwawej spośród bitew I wojny światowej, która pochłonęła ponad milion ofiar. Jesienią zachorował i przewieziono go z powrotem do Anglii.

Tymczasem 16 listopada 1917 r. Edith urodziła ich pierwszego syna, którego na cześć księdza Francisa nazwano John Francis Reuel. Co ciekawe, ten właśnie pierworodny syn Tolkienia został katolickim księdzem. W kolejnych latach urodzili się: w październiku 1920 r. – Michael Hilary Reuel, w listopadzie 1924 r. – Christopher John Reuel, wreszcie w czerwcu 1929 r. – córka Priscilla Mary Anne Reuel. Okres po narodzinach pierwszego syna pełen był szczęśliwych chwil – podczas wycieczek w okoliczne lasy Edith śpiewała i tańczyła dla Tolkiena.

J.R.R. Tolkien rozwijał swoją karierę naukową, pielęgnował pasję do języków i literatury, ale starał się również poświęcać wiele czasu swoim dzieciom. Był współtwórcą "New English Dictionary"  ("Nowego Słownika Języka Angielskiego"). W 1925 r. został profesorem Oxfordu. Nauczył się w różnym stopniu ponad 30 języków, w tym wielu wymarłych. Znał m.in. łacinę, klasyczną grekę, hebrajski, gocki, nordycki, staroislandzki, anglosaski, staroirlandzki, średniowieczny i współczesny walijski, niemiecki, niderlandzki, francuski, hiszpański, lombardzki, włoski, duński, szwedzki, norweski, fiński, esperanto i rosyjski. Uczył się także polskiego, ale niestety nie potrafił biegle posługiwać się tym naprawdę trudnym językiem. W ramach swojego hobby, wymyślał i opracowywał także nowe języki.

Wraz z przyjaciółmi tworzył różne kluby i stowarzyszenia, w których przy dobrym piwie i fajkowym dymie rozmawiano o wspólnych pasjach. W kręgu kolegów założył najpierw nieformalny klub Kolbitar (po islandzku "Węglożerni" lub dosłownie "Gryzący Węgiel"), którego uczestnicy spotykali się regularnie, aby czytać islandzkie sagi w oryginale, czyli w  języku staronordyckim. Od 1927 r. do grupy należał też Clive Staples Lewis, który rok wcześniej poznał Tolkiena, a wkrótce po przyjęciu do klubu stał się jego najbliższym przyjacielem.

Tolkien pisał o tej przyjaźni jako o „długu niemożliwym do spłacenia”.  Lewis był pierwszą osobą, którą zapoznał z wymyślaną przez siebie krainą mitów – Śródziemiem – i gdyby nie entuzjastyczne zainteresowanie Lewisa, Tolkien być może nigdy nie zabrałby się do rozwijania jej do „Władcy Pierścieni”. Lewis wspierał zaproponowane przez Tolkiena reformy na uniwersytecie. Był także jedną z pierwszych osób, którym Tolkien zezwolił na przeczytania "Hobbita", którego napisał jedynie na użytek domowy, dla swoich dzieci. Nie sądził, żeby ktokolwiek inny był zainteresowany i chciał czytać  te opowieści. Ale Lewis był ich entuzjastą i zadręczał Tolkiena, by opublikował ten rękopis. Upierał się, aż dopiął swego i przekonał przyjaciela. Książka została opublikowana w 1938 r.

Tolkien, znany na świecie przede wszystkim jako autor "Władcy pierścieni", zapewniał, że jest to dzieło religijne i katolickie. Nie należy doszukiwać się w żadnej postaci alegorii Chrystusa, ale zwrócić uwagę na całościowe przesłanie książki. Sensowność świata, przyjaźń, przygoda, wewnętrzne zmagania, walka dobra ze złem – oto uniwersalne tematy podejmowane przez Tolkiena.  Opowieści o elfach i krasnoludach mogą stać się prawdziwymi traktatami o życiu duchowym. Chociażby takie słowa Gandalfa: „Saruman uważa, że tylko wielka moc zdoła trzymać w szachu wielkie zło. Ja jestem innego zdania. Odkryłem, że to małe rzeczy, codzienne starania zwykłych ludzi nie dopuszczają złego, proste dowody dobroci i miłości”.

Być może Tolkien nigdy nie dokonałby dzieła swojego życia, gdyby nie życzliwość i wsparcie C.S. Lewisa. Oboje należeli do klubu Inklingów (The Inklings) który spotykał się w każdy wtorkowy ranek w oksfordzkim pubie "The Eagle and Child". W gronie przyjaciół prezentowali swoje literackie próby, pili piwo, wymieniali się spostrzeżeniami, słuchali komentarzy i życzliwej krytyki. To właśnie C.S. Lewis zainspirował Tolkiena do wygłoszenia wykładu "On Fairy-Stories", w którym opisał zasady późniejszego gatunku twórczości fantasy. Jednak tak naprawdę to przede wszystkim Tolkien odmienił życie Lewisa…

***

Clive Staples Lewis urodził się 29 listopada 1898 r. we wsi pod Belfastem w Irlandii. Miał brata starszego o trzy lata, z którym łączyła go pasja do tworzenia fantastycznych światów. Gdy miał 10 lat, jego matka umarła na raka. Również ojciec po trudnych przeżyciach stał się wybuchowy, nieprzewidywalny, zaczął emocjonalnie oddalać się od chłopców. Lewis, widząc piękno przyrody, czytając mity i legendy lub słuchając muzyki, doznawał przeżyć estetycznych czy wręcz mistycznych, które nazywał po prostu Radością. Te wzruszenia czy też intuicyjne olśnienia, postrzegał jako przebłyski czegoś tajemniczego, Upragnionego.  

Okres nauki szkolnej był dla chłopca trudny. Widział agresję nauczycieli, brutalność starszych uczniów względem młodszych, a także molestowanie seksualne. W swojej autobiografii opisywał elitę najsilniejszych chłopaków, którzy uważali się za najważniejsze osoby we Wszechświecie, co dawało im "prawo" do znęcania się nad pierwszakami, których uważali  za śmieci. Wykorzystywanie seksualne młodych chłopców o łagodnych rysach, zwanych "panienkami", było perwersją, ale jednocześnie jedyną okolicznością, kiedy najstarsi uczniowie brutalną siłę zastępowali dyplomacją i łagodnością. Lewisa jednak nie interesowały takie "romanse".

Nie był też ani dobrym sportowcem, ani szczególnie gorliwym kibicem, co byłoby dobrze widziane wśród kolegów. Wtedy też oddalił się od wiary chrześcijańskiej. Wytchnienie odnajdował  w świecie baśni i mitów. W 1916 r., jako 18-latek, pisał w liście do przyjaciela: "Chyba wiesz, że ja nie wyznaję żadnej religii. Nie znajduję na jej potwierdzenie jakichkolwiek dowodów, a z filozoficznego punktu widzenia chrześcijaństwo nie jest nawet najlepszą z nich. Wszystkie religie, a właściwie wszystkie mitologie, nazywając rzecz po imieniu, są po prostu wytworem człowieka".

Paradoksalnie, młody Lewis na froncie I wojny światowej, w okopach Francji, czuł się swobodniej niż w szkole. Po pierwsze dlatego, że 30-letni żołnierz ma zazwyczaj znacznie więcej współczucia i szacunku do 19-letniego szeregowca niż zadufany w sobie 17-latek dla przestraszonego 13-latka. Po drugie, wśród kolegów panowała atmosfera większej szczerości i zrozumienia. Nie trzeba było robić dobrej miny do złej gry, ani udawać zainteresowania sportem dla świętego spokoju. Wojna była oczywistym nieszczęściem, ale w tym cierpieniu wszyscy byli ze sobą solidarni. 15 kwietnia 1917 r. Lewis został raniony trzema odłamkami. Trafił do szpitala polowego we Francji, skąd został przewieziony do Anglii. Później zaopiekował się starą matką poległego na wojnie przyjaciela i zamieszkał razem z nią.

Po I wojnie światowej C.S. Lewis rozpoczął w Oksfordzie studia z zakresu filozofii, filologii klasycznej i literatury angielskiej. Jego pasją była także mitologia, zwłaszcza nordycka. Był zagorzałym ateistą i sceptykiem. Jednak liczne refleksje, lektury i dyskusje z przyjaciółmi skłoniły go do uważniejszego przemyślenia swojego światopoglądu. Postrzegał religię jako prymitywne ukazanie prawd moralnych pod osłoną symboli i wymyślonych opowieści.

Z czasem jednak zaczął skłaniać się do uznania jakiegoś Bytu Absolutnego, teoretycznego "Boga filozofów", rozumianego jednak bardziej jako "Pierwsza Przyczyna" niż Ojciec. Lewis byłby skłonny uznać chrześcijan za idiotów, gdyby nie niepokojący i trudny do wytłumaczenia zbieg okoliczności. Dziwnym trafem odkrywał, że   najbardziej fascynujący pisarze, filozofowie czyniący najbardziej adekwatne i odkrywcze obserwacje rzeczywistości, najbardziej poruszający poeci, którzy potrafili uchwycić coś nieuchwytnego czy też najbardziej oddani, rycerscy i inspirujący dla umysłu przyjaciele – byli chrześcijanami. W końcu, jako zajadły sceptyk, przyznał: "Chrześcijanie nie mają racji. Ale wszyscy inni są nudni!".

Starał się więc uchwycić każdego argumentu, każdej możliwości krytyki i polemiki, by podważyć chrześcijaństwo. Jednak nawet ateiści mimo woli utrudniali to zadanie. Jak sam wspomina: "Na początku 1926 r. najbardziej zaciekły ateista, jakiego znałem, siedział w moim pokoju przy kominku i mówił, że materiał dowodowy historyczności Ewangelii jest rzeczywiście zadziwiająco dobry. «Dziwna rzecz – kontynuował. – Cała ta gadanina Frazera o śmierci Boga. Dziwna rzecz. Prawie wygląda na to, jakby już kiedyś to się wydarzyło».

Aby zrozumieć niezwykłość jego słów, musiałbyś znać tego człowieka (który z pewnością do tego czasu nie okazywał żadnego zainteresowania chrześcijaństwem). Jeżeli on, cynik nad cynikami, najtwardszy z twardych, nie czuł się – jakbym to wyraził – «bezpieczny», dokąd ja mogłem się zwrócić? Czyż nie było żadnego wyjścia?". Miewał też pokusy by zajmować się okultyzmem, ale odwiodły go od tego dwie rzeczy. Po pierwsze – wspomnienie człowieka, który, zagłębiając się w ezoteryczne nauki, odszedł od zmysłów, wił się w konwulsjach i wykrzykiwał ze strachu. Po drugie – tęsknił raczej za Radością która jest bardziej "spontaniczna", za Upragnionym, Pięknem czy Światłością, która ofiaruje mu się sama, a nie pod przymusem dziwacznych rytuałów i zaklęć.  Przeczuwał że okultyzm prowadzi w świat złudy i obłędu, a nie do Prawdy i źródła życia.

W tym czasie Lewis wykładał już w Oksfordzie. Tam poznał swojego wieloletniego przyjaciela, Tolkiena, z którym łączyła go wspólna pasja – obaj uwielbiali mitologię nordycką i stare, islandzkie sagi. Wkrótce w życiu wewnętrznym Lewisa nastąpił kolejny przełom. Próbował doprowadzić swoje przemyślenia do praktycznych wniosków.

Rozpoczęła się wielka przygoda: "Wyobraź sobie mnie, samego w tamtym pokoju w Magdalen, noc po nocy czującego – kiedykolwiek mój umysł odrywał się choć na sekundę od pracy – stałe, nieuchronne zbliżanie się Tego, którego tak gorąco pragnąłem nie spotkać. W końcu to, czego tak bardzo się obawiałem, przyszło na mnie. W święto Trójcy Świętej 1929 r. ustąpiłem. Uznałem, że Bóg jest Bogiem i ukląkłem, by się modlić, być może jako najbardziej przybity i uparty nawrócony w Anglii tej nocy". Wiara w osobowego Boga, przyniosła mu wyzwolenie od pewnego natręctwa – nadmiernego, wręcz chorobliwego analizowania samego siebie. Pojawiło się więcej luzu i optymizmu. Był monoteistą, ale jeszcze nie wierzył w Chrystusa.

Powoli odkrywał, że inne religie nie mają takiego historycznego oparcia jak chrześcijaństwo. Rozpoczął analizę tekstów Nowego Testamentu i badania nad historycznością Jezusa. Jego znajomość literatury zmusiła go do potraktowania zapisu Ewangelii jako wiarygodnej relacji: "Byłem już zbyt doświadczony w krytyce literackiej, by uważać Ewangelie za mity".  

Ostateczna decyzja zapadła jednak pewnej wyjątkowej nocy. W sobotę, 19 września 1931 r., Lewis zaprosił na kolację Tolkiena i Henry’ego Dysona z uniwersytetu w Reading. Po posiłku prowadzili długie rozmowy podczas nocnych spacerów. Dyskusje toczyły się oczywiście wokół tematyki nordyckich mitów i chrześcijaństwa. Lewis twierdził że mity są "bezwartościowymi kłamstwami, chociaż zaprawionymi słodyczą". Tolkien jednak uważał, że mity pod osłoną symboli potrafią jednak wskazywać na coś Realnego.

"Skoro człowiek pochodzi od Boga, to także pochodzą od niego wytwory jego wyobraźni" – ciągnął Tolkien, z czym Lewis zgodziłby się już w 1929 r. – "Tworząc mity, człowiek współtworzy więc Boże dzieło, a jego mity mają w sobie coś z wiecznej prawdy". Motywy takie jak poświęcenie się z miłości – dobrowolne cierpienie dla dobra innych, czy powrót ze śmierci do życia – to częste motywy mitycznych opowieści, które w każdej kulturze przemawiają do ludzkich serc.

Lewis zaczął łączyć wątki. Zastanawiał się, jak śmierć kogoś Innego, sprzed 2000 lat, miałaby dzisiaj zbawiać ludzi od grzechów. Wspomina: "Dyson i Tolkien dowiedli mi, że zupełnie nie miałem nic przeciwko idei ofiary, jeżeli natrafiłem na nią w jakimś pogańskim opowiadaniu (…) gdziekolwiek poza Ewangeliami. Otóż historia Chrystusa jest po prostu prawdziwym mitem. Mitem oddziałującym na nas w ten sam sposób co pozostałe, lecz z tą kolosalną różnicą, że on wydarzył się naprawdę". O trzeciej w nocy, Lewis  odkrył że w przypadku Jezusa, ten jeden, jedyny raz, mit stał się faktem, Słowo – ciałem, Bóg – Człowiekiem! Wkrótce napisał do przyjaciela – tego samego, któremu w 1916 r. dowodził nieistnienia Boga – taką wiadomość w liście: "Właśnie przeszedłem od wiary w Boga do zdecydowanej wiary w Chrystusa – w chrześcijaństwo. Spróbuję Ci to wyjaśnić kiedy indziej. Miała z tym wiele wspólnego moja długa nocna rozmowa z Dysonem i Tolkienem".

Życie Lewisa nabrało nowego smaku. Nadal doświadczał tzw. ukłuć Radości, ale przestał za nimi tęsknić czy specjalnie ich szukać. W Mistrzu z Nazaretu rozpoznał wreszcie Upragnionego.  Zrozumiał, że te doświadczenia Radości były jedynie mglistą wskazówką do odkrycia czegoś realnego – nowego życia w Jezusie Chrystusie. Po latach napisze z zachwytem o Ewangelii wg św. Jana, która opisuje rozmowy Jezusa z ludźmi: "Przez całe życie czytam poematy, romanse,  literaturę wizjonerską, legendy i mity. Wiem, jakie są. I wiem, że ani jedno z nich nie jest podobne do tego tekstu".

C.S. Lewis jest znany na całym świecie jako autor "Opowieści z Narnii". Ale nie wszyscy wiedzą że pierwowzorem Łucji – jednej z bohaterek – jest prawdopodobnie katolicka mistyczka i stygmatyczka, bł. Łucja z niewielkiego włoskiego miasteczka w Umbrii o nazwie Narni (łac. Narnia).  Znane są także jego książki takie jak duchowa autobiografia pt. "Zaskoczony Radością" czy "Chrześcijaństwo po prostu". Ożenił się późno, z amerykańską pisarką żydowskiego pochodzenia Joy Gresham. Poznał ją za pośrednictwem listów, jakie otrzymywał od czytelników. Po jej śmierci opiekował się jej synami z pierwszego małżeństwa. Tolkien, mimo że z czasem nieco oddalił się od Lewisa, przeżył jego śmierć jako ogromny cios – "jak uderzenie toporem w korzenie".

John Ronald Reul Tolkien i Clive Staples Lewis, dwaj profesorowie, ojcowie gatunku fantasy, ukazują nam, że najpiękniejsze odkrycia i najwspanialsze dokonania możemy osiągać dzięki wsparciu w grupie przyjaciół, gdzie wszyscy inspirują się wzajemnie. Żaden z nich nie odnalazłby w pełni samego siebie i swojej życiowej misji, gdyby nie wsparcie drugiego.

Obecnie oczekuję na premierę filmu "Tolkien i Lewis" w reżyserii Simona Westa, który opowie historię ich przyjaźni. Na koniec chciałbym przytoczyć najbardziej poruszające przesłanie tych dwóch weteranów pióra…

J.R.R. Tolkien: "Spomiędzy ciemności mego życia, pełnego rozczarowań, kładę ci przed oczy jedną wspaniałą rzecz godną miłości na ziemi: Najświętszy Sakrament. Tam znajdziesz miłość, chwałę, honor, wierność i prawdziwy sposób przeżywania wszystkich twoich miłości na ziemi, których pragnie serce każdego człowieka".

C.S. Lewis: "(…) Ale jeśli jesteś istotą ubogą – zatrutą przez złe wychowanie w domu pełnym wulgarnych zazdrości i bezsensownych kłótni, obarczoną nie z własnego wyboru jakimś strasznym seksualnym zboczeniem, dzień w dzień nękaną kompleksem niższości, który każe ci docinać najlepszym przyjaciołom – nie rozpaczaj. On wie o tym wszystkim. Należysz do ubogich, których pobłogosławił. On wie, jak zdezelowaną maszyną przyszło ci kierować. Nie poddawaj się. Rób, co możesz. Pewnego dnia (może w następnym świecie, a może znacznie wcześniej) On ciśnie ją na złom i da ci nową. A wtedy wprawisz w osłupienie wszystkich, również samego siebie – bo uczyłeś się kierować w trudnej szkole jazdy (ostatni nieraz będą pierwszymi, a pierwsi – ostatnimi)".  

Author: Krzysztof Reszka

Podziel się artykułem na

1 Comment

  1. Brakuje wzmianki o tym, że Lewis nie należał do kościoła rzymsko-katolickiego, lecz anglikańskiego.

     

    Poza tym – dobry artykuł.

    Post a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *