Vivat Academia?

Nie tak to sobie wyobrażałem! Studia miały być czasem znajdowania odpowiedzi, a nie stawiania kolejnych pytań!


Jest dokładnie tak samo, jak było przed maturą. No… może nieznacznie przybyło nam lat. Jednak pytania, jakie zadaje sobie student ostatniego roku, zawsze są podobne. Gdzie szukać pracy? W którą stronę pójść? Co ja właściwie chciałbym robić, jak będę duży?

Jestem studentem-lekkoduchem. Od zawsze okropnie zazdroszczę ludziom, którzy potrafią zaplanować swoją przyszłość. Nigdy nie zastanawiają się nad tym, co będzie jutro. Oni to wiedzą. Potrafią jasno określić swój cel, wyeliminować z codzienności wszelkie przeszkody i pewnie podążać tam, dokąd chcą dotrzeć. Naprawdę, chciałbym tak umieć. Niestety, naturalne przeszkody, jakimi są wrodzone roztrzepanie, przesadna spontaniczność i skłonność do lenistwa absolutnie zaprzeczają tej wymarzonej, poukładanej wizji świata. Teoretycznie mógłbym jeszcze z tym powalczyć, ale na piątym roku jest już za późno na rewolucje.

Jestem studentem. A brać studencka ma w sobie coś takiego, że staje się dla ludzi najbardziej znienawidzoną grupę społeczną w mieście. Gdyby zapytać „dorosłych” o definicję studiowania, to odpowiedzieliby, że to: pięć lat nieustannych, wielodniowych imprez, więcej nieobecności niż obecności na zajęciach, ściąganie na egzaminach i weekendowe wędrówki po słoiki. No i robienie tłoku w autobusach. Nie umiem zaprzeczyć – przecież wiele w tym racji. Naukowcy na każdym kroku udowadniają nam, że bycie studentem z dnia na dzień jest coraz mniej prestiżowe. Że żacy coraz głupsi. I że dyplom absolwenta niewiele jest dziś wart, bo w naszych czasach łatwiej jest zostać magistrem, niż przed laty zdać maturę.

Czasem nawet wierzymy w to, że naszym uczelniom na nas zależy! Owszem, niektóre (te najlepsze!) inwestują w swoich studentów, dają im ogromny wachlarz możliwości i przygotowują do dobrego startu w przyszłość. Jednak musimy zauważyć (chociaż tak bardzo nie chcemy tego widzieć!), że istnieje mnóstwo szkół wyższych, które bardziej niż studentami interesują się własnym przetrwaniem. Tworzą ofertę, która pozwoli im utrzymać płynność finansową i zatrudniać kolejnych wykładowców. W ten sposób powstała nowa gałąź przemysłu, „przemysł uczelniany”. Pożytek dla nauki? Jak to mówią na Śląsku: żodyn.

Ale najbardziej to nas oszukali nasi rodzice! „Idź na studia, z wykształceniem będziesz miał w życiu łatwiej niż ja” albo „po studiach to zawsze łatwiej o dobrą pracę” – te zaklęcia słyszał chyba każdy abiturient. Kto w nie ślepo uwierzył, ten bardzo się zawiódł, gdy okazało się, że absolwent nie ma zagwarantowanego jakiegoś kierowniczego stanowiska! No i że trzy magiczne literki przed nazwiskiem nie powodują pomnożenia pensji przez trzy. Szokujące, lecz prawdziwe. Nie chcąc się narażać, nie będę wymieniał tu konkretnych kierunków studiów, ale musimy zdać sobie sprawę z tego, że w niektórych dziedzinach naukowych naprawdę nie chodzi o zdobycie zatrudnienia, lecz o inwestycję w siebie.

Podobno większość studentów pod koniec piątego roku powraca wspomnieniami do czasów zakończenia szkoły średniej, bo uczucie strachu przed przyszłością i pytanie „co dalej?” są zupełnie identyczne jak wtedy. Najtrudniejsze w tej układance jest to, że ukończenie studiów wcale nie gwarantuje znalezienia odpowiedzi na żadne ze stawianych pytań. Jeśli w trakcie studiów nie odnaleźliśmy pomysłu na siebie, jeśli okazało się, że nasz kierunek „to jednak nie jest to” – wtedy wejście w dorosłość może naprawdę poważnie nas zasmucić. Dlatego trzeba robić wszystko, żeby odnaleźć swoją ścieżkę i rozpocząć zawrotną karierę. Albo, co jest ostatnio bardzo modne – wybrać drugi kierunek studiów i obrać drogę „wiecznego studenta”. Tak czy inaczej – warto wybrać studia w taki sposób, by nie żałować. Albo w ogóle ich nie wybierać – podobno bez nich też da się żyć!

„Gaudeamus igitur, iuvenes dum sumus!”.

Author: Marcin Kożuszek

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *