W objęciach mediów

Współczesne media mają to do siebie, że liczy się w nich news. Gorący temat, który pobudzi wyobraźnię odbiorcy musi być naprawdę bardzo interesujący, by przyciągnąć widza/słuchacza/czytelnika. Walka między redakcjami jest prawdziwą wojną – taką na śmierć i życie.


Trudno ocenić, kto ma w niej większą władzę – media, które mogą kreować rzeczywistość czy odbiorca, który może w każdej chwili zmienić stację, przełączyć kanał lub przestać kupować konkretny tytuł gazety. Utrata  konsumenta to największa porażka, jaka może spotkać redakcję. Lawinowa utrata konsumenta to już krawędź przepaści oznaczającej medialny niebyt, a w konsekwencji – bankructwo firmy.

Właśnie dlatego media robią wszystko, by spełnić podstawowy cel ich działania: przyciągnąć, utrzymać, a potem wpływać na swojego odbiorcę. W tym celu wyszukują interesujące tematy pobudzające dyskusje, mnożące kontrowersje, które nie ucichną po kilku chwilach. Mniej więcej taki jest powód przyjęcia we wszystkich stacjach bardzo podobnego scenariusza przebiegu dziennika telewizyjnego. Najpierw – wiadomo! – telegraficzny skrót wszystkich wiadomości, potem najważniejsza informacja dnia, dalej ze trzy, cztery informacje o tym, co się wydarzyło w Polsce i na świecie. Następnie jeszcze tylko tragedia ludzka lub niesprawiedliwość państwa i na koniec – mój zdecydowany faworyt – „news z ZOO w Australii o narodzinach pingwinka-albinosa”. Albo coś w tym stylu – koniecznie musi być to temat lekki, najczęściej dotyczy zwierząt, ale nigdy nie ma bezpośrednio związku z naszym „tu i teraz” i teoretycznie nikogo nie powinien interesować.

Jaki jest więc fenomen ostatniego newsa w każdym dzienniku? Naprawdę, Drogi Czytelniku, nigdy Ci się nie zdarzyło się, że rodzice oglądający wiadomości wołali Cię (siedzącego w innym pokoju) słowami: „Chodź, zobaczysz, jaki w telewizji jest duży wieloryb/ładny niedźwiadek/śmieszny pingwin”? Przecież ostatni temat w wiadomościach wcale nie jest po to, by rozluźnić atmosferę po pełnym nerwów oglądaniu informacji! On ma przyciągnąć do telewizora dziecko, które oswaja się z tym, że rodzice oglądają dziennik. Latorośl przyzwyczaja się do tego, że oglądanie wiadomości to coś normalnego, może nawet obowiązkowego, skoro robi się to codziennie…

Nie mówiąc już o  tym, że we współczesnym społeczeństwie przybywa nam wtórnych analfabetów – ludzi, którzy potrafią czytać i pisać, ale zrozumienie i interpretacje rozkładu jazdy autobusów jest dla nich trudnością nie do przeskoczenia. Natłok informacji, liczb, statystyk i sformułowań z zakresu prawniczej nowomowy jest tak ogromny, że trudno im wyciągnąć wnioski z tego, co przed chwilą zobaczyli. Ba, ciężko nawet powtórzyć to, co zostało powiedziane.

To właśnie dla nich jest ostatni news w wydaniu wiadomości – żeby mieli o czym opowiedzieć znajomym, żeby nazajutrz w pracy mogli odkryć, że inni też TO widzieli. Dzięki temu zyskują świadomość, że oglądanie telewizji ich rozwija i pozytywnie wpływa na relacje z ludźmi. „No, więc skoro telewizja jest tak dobra, to dziś wieczorem też obejrzę”.

Z tymi mediami to wcale nie jest tak, jak nam się wydaje. Myślimy, że jak Mityczny Pan Redaktor pojedzie na miejsce zdarzenia czy konferencję prasową, to doprowadzi poruszany temat do końca, wyjaśniając wszystkie nasze wątpliwości i odpowiadając na pytania, które właśnie przed chwilą zadał. Owszem, dziennikarz pojedzie tam, gdzie będzie działo się coś interesującego, ale pozostanie w tym miejscu jedynie do momentu, w którym pojawi się kolejny gorący temat, na który będzie musiał się udać.

Dlatego też jest jak jest. Głośno komentowana sprawa szkodliwych dopalaczy została przyćmiona przez pomniejsze afery i podsłuchy, które w ostatnim czasie zbił z topu „złoty pociąg” z Wałbrzycha. Ten zaś, mimo swej atrakcyjności, przegrał z najważniejszym tematem ostatnich tygodni – migracjami. Efekt jest taki, że społeczeństwo przesycone informacjami o dopalaczach nie jest informowane o kolejnej fali tego świństwa zalewającej nasze ulice i wszystkie punkty pod tytułem „całodobowego ksero”. Policja, chociaż wie, że właśnie tam się diluje, jest bezradna – potrzeba czasu i badań, by składniki z „nowej fali dopalaczy” zostały wciągnięte na listę substancji zakazanych. Złoty pociąg, o którym wiadomo, że nic nie wiadomo, zmęczył już nie tylko krajową, ale i zagraniczną opinię publiczną, która powoli zaczyna podśmiewać się z polskiego nieprofesjonalizmu, opieszałości i fatalnego podejścia do sprawy. Z pogoni za newsem ucieszyli się za to wałbrzyscy hotelarze, przeżywający prawdziwe oblężenie. Bo mimo wszystkich minusów, jakie posiadają media, robią one też fantastyczną robotę na rzecz człowieka. Wystarczy tylko umiejętnie oddzielić ziarno od plew.

PS. Słyszeliście o tym, że w pewnym polskim lesie na terenie Nadleśnictwa Strzałowo odnaleziono roślinę, która od wielu lat uznawana była za wymarłą? Groszek różnolistny, bo o nim tu mowa, został zaobserwowany w miejscu, w którym pasły się koniki polne.

Wypas koników polnych – to dopiero ciekawostka!

Author: Marcin Kożuszek

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *