Wiosna Świadków Jehowy?

Wraz z wiosną na ulicach Katowic pojawiły się charakterystyczne stanowiska z obstawą – to Świadkowie Jehowy prowadzą agitację. Czynią to spokojnie i bez przeszkód. Czy powinno tak być?


CIUTKĘ HISTORII

Świadkowie Jehowy wyłonili się w okolicach 1910 roku z Ruchu Badaczy Pisma Świętego, konkretnie z grupy przewodzonej przez Charlesa T. Russella. Już za jego czasów powstało wydawnictwo „Strażnica” („Watch Tower”), a nauki Badaczy były rozpowszechniane wyjątkowo szeroko na przykład za pomocą filmów ze zsynchronizowanym dźwiękiem (w 1914 była to nowinka!). Już wtedy głoszony, że zbliża się koniec świata – pierwszą taką data był rok 1878, jednak już w 1881 Russel musiał tłumaczyć swoim uczniom, że to był jedynie moment, gdy odrzucono „nominalnie chrześcijańskie” Kościoły a koniec świata właściwy nastąpi w roku 1914. Wtedy jednak okazało się, że Chrystus jedynie objął panowanie w niebie. W 1917 roku zmarł Russell i Joseph Franklin Ruthenford przejął przewodnictwo nad wspólnotą, zmieniają jej nazwę na „Świadkowie Jehowy”, a konkretnie „Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy'. W roku 1918 wyznaczył on rok 1925 jako datę zmartwychwstania biblijnych proroków i zarządził budowę dla nich dziesięciopokojowej willi z basenem – Bet-Sarim. Niestety, jako że Abraham z potomkami nie zgłosili się po odbiór nieruchomości, Ruthenford używał jej jako domku zimowego i siedziby organizacji. Takich końców świata można naliczyć całkiem sporo: 1878, 1917, 1975, 200, a ostatnio pojawiają się pogłoski, jakoby tak, jak po 120 latach od zapowiedzi u Noego Bóg zesłał Potop, tak w 2034, po 120 latach od zapowiedzi u Russella (1914) przyjdzie Chrystus.

Jeszcze w 1933 niemieccy Świadkowie wysłali do Hitlera list, w którym potwierdzali wielką zgodność z rządem narodowo-socjalistycznym i wrogość wobec Ligi narodów i angloamerykańskiego imperium. Mimo tych aktów podległości II Wojna Światowa przyniosła prześladowanie ze strony nazistów, co było efektem odmowy służby wojskowej, czy nawet zwijania bandaży dla wojska. Wrogość wobec spadkobierczyni Ligi Narodów, ONZ znalazła swój wyraz w nauce, jakoby organizacja ta była szkarłatną Bestią z Apokalipsy. Ta, głoszona od co najmniej 1942 roku nauka, nie przeszkadzała Towarzystwu Strażnica zapisać się na listy organizacji pozarządowych przy ONZ w 1991 roku. Jeszcze w 2000 roku w książce „Proroctwo Izajasza” dało się przeczytać: „Dosiada ona [nierządnica ‚Babilon Wielki’] bestii barwy szkarłatnej, która mi siedem głów i dziesięć rogów (Objawienie 17:3,5,7-12). Bestia ta przedstawia Organizację Narodów Zjednoczonych.”. To członkostwo zostało ujawnione w roku 2001 i rzekomo było efektem pragnienia dostępu do bibliotek ONZ. Cóż, Bestii trzeba pilnować…

BŁĄD JUŻ W NAZWIE

Sztandarowym punktem nauczania Świadków jest używanie promowanej przez nich wersji wymowy tetragramu (JHWH) – Jehowa. Skąd się wzięło słowo „Jehowa”? Z błędu i niedouczenia. Żydzi nie wymawiali zapisanego w formie tetragramu Imienia Bożego, lecz podczas czytania zastępowali je słowami Pan – Adonai lub Bóg – Elohim. Cudowne uzdolnienia Narodu Wybranego sprawiają, że potomkowie Abrahama potrafią czytać tekst zapisany samymi spółgłoskami i je tylko zwykle zapisują. Dopiero później dodano do tekstu biblijnego pomocniczy system znaków wskazujących, jakich samogłosek brakuje.

I tak, aby czytelnik widząc tetragram przeczytał Adonai, dopisywano do spółgłosek JHWH samogłoski ze słowa ADoNaI. Jako, że samogłoska patah („a”) pod alef wymaga dodatkowego znaku, szewa (transkrybowane jako „e”), zapisywano Imię Boga JeHoWaH. Żydzi nie mieli z tym problemu. Ten zaczął się, gdy nad czterema literami zaczęli się głowić goje. Podaje się różne prawdopodobne wymowy, ale pewne jest jedno – wyznawcy judaizmu na pewno nie zapisaliby pod tetragramem samogłosek z prawdziwego Imienia, gdyż chodziło właśnie o to, by go nie wymawiać. Jednak od XIV wieku popularne stało się używanie właśnie formy „Jehowa”, a już w XIX wieku było to istną plagą, o czym może się przekonać każdy, kto czytał polskie tłumaczenie „Ben Hura”.

Świadkowie Jehowy przyparci do muru odwołują się właśnie do tej tradycji, jednak nie usprawiedliwia to mieszania spółgłosek z imienia z samogłoskami ze słowa wyrażającego funkcję czy relację. To tak jakby wołać Jana, który jest mężem „Jąn”, a kowala Jędrzeja „Jodrzaj”. Gdy i to nie pomoże, twierdzą, że to, jak wymawiamy Imię Boga w końcu nie jest tak istotne. A co jest? Pismo Święte? Je Świadkowie Jehowy tłumaczą z najszlachetniejszego języka biblijnego, czyli angielskiego, w dodatku przekręcając je by pasowało pod tezę. Ruthenford w roku1922 twierdzi, że trzeba głosić „od domu do domu”? To się dopisze te słowa do Dziejów 20, 20, a nawet wyda „tekst interlinearny” niezgodny ze wszystkimi istniejącymi rękopisami.

EGO EIMI!

W greckim przekładzie Starego Testamentu, Septuagincie, Imię Boże z Wj 3, 14 jest zapisane jako „EGO EIMI”, czyli „JA JESTEM”. Gdzie jeszcze w Piśmie Świętym znajdujemy te słowa? Otóż wypowiada je kilkukrotnie Jezus – głównie w Ewangelii Janowej. Reakcja Żydów na wypowiedź Chrystusa: „Zanim Abraham stał się JA JESTEM” w J 8, 58 jest jednoznaczna – porwali kamienie i rzucili się na Niego, gdyż nie dość, że użył Imienia Boga, to jeszcze w odniesieniu do siebie. Podobnie efektownie na słowa „EGO EIMI” reagują strażnicy i Żydzi przy pojmaniu (J 18, 6) – padają na ziemię. Widać więc jasno, że Jezus przedstawiał się tak, jak Bóg Ojciec. Właśnie na podkreśleniu tego faktu zależało Janowi Ewangeliście, który zwalczał poglądy, jakoby Jezus nie był Bogiem.

Ale to był przełom I/II wieku naszej ery. Herezje mają zwyczaj odzywać się po kilku, kilkuset a nawet kilku tysiącach lat. Świadkowie Jehowy głosząc, że Jezus jest stworzeniem, tożsamym z archaniołem Michałem po prostu odkurzają poglądy, które zostały „zaorane” przez uczniów Chrystusa dwa tysiące lat temu. Dlatego też nie są oni chrześcijanami – gdyż nie uznają Trójcy Świętej. Niektórzy z nich (przynajmniej dwaj panowie z którymi miałem wątpliwą przyjemność rozmawiać) twierdzili wręcz, że najpierw byli Świadkowie Jehowy, potem (od 313 roku, za sprawą Konstantyna Wielkiego) chrześcijanie.

Jakby tego było mało, Świadkowie Jehowy uważają, że Jezus nie umarł na krzyżu, ale na palu. Powołują się na to, że słowo „stauros” znaczyło w klasycznej grece „pal”. Problem w tym, że Nowego Testamentu nie napisano w grece klasycznej, a w dialekcie koine, rozpowszechnionym w I wieku w całym basenie Morza Śródziemnego. Ta kupiecka gwara wiele upraszczała i używała słowa stauros na określenie wszystkiego co długie i wysokie. Tymczasem świadectwa chrześcijańskie z pierwszych wieków wyraźnie wskazują, że „staruros” znaczyło dla chrześcijan skrzyżowane belki – Justyn Męczennik (zm. ok. 150 r.) porównuje krzyż do występującej u Platona duszy ludzkiej rozciągniętej na kształt litery chi, czyli Χχ. Ponadto Jezus pokazuje Tomaszowi ślady po gwoździach, a nie gwoździu, tablicę z napisem INRI zawieszono nad głową a nie nad rękoma Jezusa (jak przedstawiają to ŚJ), ponadto bez sensu byłoby łamanie goleni ludziom przybitym do pala, gdyż tylko przy śmierci krzyżowej skazaniec musiał opierać się na nich, by zaczerpnąć tchu.

SKĄD ONI SIĘ BIORĄ?

Dlaczego Świadkowie Jehowy stają się żywą siłą w naszym społeczeństwie, choć ich nauki są sprzeczne ze sobą, zmienne jak chorągiewka na wietrze, a w dodatku opartych na sfałszowanym tłumaczeniu Biblii? Bierze się z tego, że mają trochę racji. Krytykują u chrześcijan to, że nie czytają Pisma Świętego, nie służą świadectwem i nie angażują się w wiarę. Bardzo wielu Świadków to byli katolicy, którzy zostali zauroczeni sposobem życia wspólnoty ocierającej się o sektę. Kilkukrotnie spotykałem już ludzi, którzy jedyny egzemplarz Pisma jaki mieli, dostali od domokrążców-nawracaczy.

Niedouczenie wielu katolików i niemożność powołania się na fakty sprawiają, że pomimo chrztu i corocznych odwiedzin duszpasterskich wiele domów to religijna pustynia. Tymczasem niewiele trzeba, by Świadkowie omijali klatkę z daleka. Tu przywołam schemat potwierdzony przez kilku znajomych z teologii. Po pierwszych odwiedzinach, gdy niedoświadczony głosiciel zostanie pokonany w dyskusji, po tygodniu-dwóch pojawia się druga para, tym razem lepiej przygotowana.  Gdy i ona nic nie wskóra, Świadkowie przestają się pojawiać. U mnie ich nie było już od dwóch lat, a wtedy jeszcze niespecjalnie znałem hebrajski.

Dlaczego w wielu domach nie wystarczy tej podstawowej wiedzy? Czy nasze katechezy są tak niewiele warte? Dlaczego tak rzadko widzimy przy stoiskach Świadków ludzi chętnych i z dolnych z nimi polemizować? Jak to jest, że w kraju, gdzie 95% ludzi określa się jako katolicy, tak spokojnie stoją sobie na ulicy ludzie negujący podstawowe chrześcijańskie prawdy? Można odnieść wrażenie, że polskie duszpasterstwo opiera się na zasadzie, że są rekolekcje w szkołach, katecheza, zrobi się katechezę z okazji chrztu, ślubu czy pogrzebu i to wystarczy. Jedna wizyta duszpasterska na rok, na „kolędę”, przed Bożym Narodzeniem… Człowiek chcący rozmawiać o Bogu? Oszołom, pewnie jakiś jehowy, co z tego że ministrant. Czytanie Pisma Świętego to coś dla pasjonatów, przecież jest czytanie w niedzielę.

Gdyby jedna setna polskich katolików zechciała zaangażować się w głoszenie ortodoksyjnej nauki, zgłębić choćby podstawy teologii sytuacja byłaby zapewne inna. Tam, gdzie owczarnia jest pozbawiona pasterza, lub sama go odrzuca, łatwo o wilka-fałszywego proroka.

Author: Rafał Growiec

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *