Własność intelektualna – nauka

O sprawach własności powiedzieliśmy sobie już wiele. Wiemy, że potrzebna jest ona do rozwijania cnót, zwłaszcza hojności. Znamy różnicę pomiędzy posiadaniem własności, korzystaniem z niej i władzą nad nią.


Wiemy również, że państwo nie może ograniczać władzy nad posiadaną własnością, a nawet zmuszać właściciela do udostępnienia jego własności innym do korzystania. Powinno natomiast dążyć, żeby właściciel, nabywszy odpowiednich cnót, sam udostępniał swoją własność w odpowiedniej ilości, tak żeby jemu i innym służyła w dążeniu do szlachetności.

Następnym problemem, jaki należy rozwiązać jest kwestia tego, co w ogóle podlega własności. Czy wszystko da się posiadać, czy są takie dobra, których nie da się posiadać na wyłączność, a jedynie przez wspólnotę? Dalej, czy wszystkie dobra można nabyć i w jakim stopniu oraz czy wszystkich można się wyzbyć? Problem podziału dóbr na rodzaje jest dość obszerny i będziemy jeszcze do niego wracać w przyszłości.

Wiele sporów budzi własność, tak zwana intelektualna. Zacznijmy więc od pytania, czy przedmiot sporu jest w ogóle czymś, co można posiadać. Na początku trzeba powiedzieć, że powszechnie za własność intelektualną uznaje się to, co zostało w szerokim rozumieniu stworzone przez człowieka za pomocą zdolności twórczych jego rozumu. Za własność intelektualną nie uznaje się domu lub samochodu, mimo że oba te dobra zostały wytworzone przez człowieka. Chociaż w powszechnym rozumieniu samochód nie jest dziełem “intelektualnym”, pojawiają się próby zakwalifikowania go do takiego. Próby te w rzeczywistości mają na celu uniemożliwić dokonywanie napraw i wymian poszczególnych części przez firmy trzecie i nie można ich tłumaczyć inaczej, jak tylko chciwością. Pokazuje to, że pojęcie własności intelektualnej może być wykorzystane jako narzędzie do tworzenia monopolów w niezwykle nikczemny sposób. Nikczemność ta przejawia się tym, że czyny, które nie mają podstaw do bycia niemoralnymi, przedstawia się jako niemoralne i ściga z ramienia prawa.

Wobec tego ważne jest bliższe zbadanie tego, co uważamy powszechnie za własność intelektualną. Już sama próba takiego badania pokazuje, na jak bardzo grząskim gruncie się poruszamy, gdyż dziedziny sztuki, do których się odnosi to pojęcie, tak dalece są od siebie odmienne, że nie powinny być rozpatrywane razem, a to właśnie czynimy, kiedy mówimy o własności intelektualnej.

Już na wstępie można zauważyć, że nie wszystkie dobra wytwarzane za pomocą zdolności intelektualnych poddają się własności. Przykładem może być tu spora część nauki. Jeśli naukowiec zauważa jakieś właściwości, które kierują światem, nie staje się przecież ich właścicielem. Nawet jeśli zostaje autorem twierdzenia matematycznego, nie może posiąść na własność praw, które sprawiają, że to twierdzenie jest prawdziwe. Tym bardziej, że przecież prawda nie do niego należy, nawet jeśli to on ją odkrył. Z drugiej strony zaś nie może wyzbyć się autorstwa tegoż twierdzenia. Nie da się żadną siłą sprawić – i być wciąż w zgodzie z prawdą – żeby autorem twierdzenia został ktoś inny niż ten, kto je wypowiedział. Stąd wydaje się słuszne połączenie twierdzenia z nazwiskiem, nie wynikają jednak z tego żadne prawa, które dotyczą własności. Zatem nawet wtedy, kiedy – słusznie – chcemy wynagrodzić matematyka za jego wkład twórczy, wynagrodzenie to nie może być uzasadnione żadnym prawem do własności intelektualnej, a co najwyżej wdzięcznością lub zachętą do dalszego podejmowania trudu poznawczego.

Przypuśćmy przykładowo, że ktoś odkrył lekarstwo na raka. Czy staje się właścicielem tej prawdy, którą odkrył? Staje się właścicielem wiedzy o tej prawdzie. Jednak czy moralne byłoby ukrywanie takiej prawdy w jakimkolwiek celu? Zwłaszcza jeśli tym celem jest chęć nabycia bogactwa? Wiedza o prawdzie należy do niego, ale ma on moralny obowiązek tą wiedzą się podzielić, gdyż prawda nie należy do niego. Gdyby utrzymywał tę wiedzę w tajemnicy, byłby jak złodziej. Złodziej, kiedy ukradnie czyjąś własność, sam wchodzi w posiadanie tej własności. Tak samo naukowiec, który wchodzi w posiadanie wiedzy o prawdzie, która do niego nie należy, a ukrywa ją przed innymi, jest jak złodziej.

Trzeba tu jednak odróżnić wiedzę o tym, jak taką szczepionkę sporządzić, od samego jej sporządzenia. Podobnie rzecz się ma z innymi sztukami. Wiedza o tym, jak należy budować domy nie powinna być tajona i nie podlega własności, lecz wykonany dom na podstawie tej wiedzy już tak. Kiedy wykonam dwie szczepionki, staję się właścicielem dwóch szczepionek, a po sprzedaniu ich nie jestem już właścicielem żadnej szczepionki. Podobnie ma się sprawa z rzemiosłem, do którego wliczyć można również część informatyki polegającą na pisaniu kodu. Własności podlega nie algorytm, gdyż jest to część jakiejś prawdy o świecie, ale konkretny kod, zwłaszcza konkretny program. Mamy tu jednak do czynienia z jeszcze innym rodzajem własności. Różnicę widać już przy pierwszym spojrzeniu. W przypadku wykonywania szczepionek lub domów dobra, które tworzymy, ubywają. Po sprzedaniu programu dalej będziemy w jego posiadaniu. Jest to bowiem taki rodzaj dobra, który pomnaża swoją liczbę bezstratnie. Kiedy złodziej ukradnie buty właścicielowi, ten przestaje być w posiadaniu butów. Kiedy zaś ukradnie kod, właściciel wciąż jest w jego posiadaniu. Pojawia się więc uzasadnione pytanie, czy rzeczywiście doszło do kradzieży, skoro skradzione dobro zostało przy właścicielu?

Podobnie rzecz się ma z takimi sztukami, jak muzyka, poezja, pisarstwo, fotografia czy kinematografia, inaczej zaś – z malarstwem. Będą one przedmiotem dalszych rozważań. Rzeczywisty problem, kiedy mówi się o własności intelektualnej, można sprowadzić do pytania: “jak zachęcić twórcę do tworzenia?”. Skoro twórca nie może zostać właścicielem dzieła, które tworzy, gdyż ono z natury nie podlega własności, to nie może również tego dzieła wymienić na coś, co mógłby posiadać, chociażby pieniądze czy inne dobra. Drugim problemem jest to, czy podczas powielenia dzieła podczas sprzedaży dochodzi do nabycia własności. Dotyczy to dzieł, które dają się bezstratnie kopiować. Zwłaszcza, że nie dochodzi tu do przypadku, w którym za pieniądze udzielona zostaje jedynie możliwość korzystania z dzieła. Jeśli kupuję program, to nie tylko mam do niego dostęp, ale wchodzę w jego rzeczywiste posiadanie. Jest to również przedmiot do dalszych rozważań.

Tekst pochodzi z numeru 15/2015:

 

 

Author: Maciej Puczkowski

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *