Własność intelektualna: wynagrodzenie

Punktem zapalnym wszystkich problemów z tak zwaną własnością intelektualną jest to, od kogo i z jakiego tytułu twórca może otrzymać wynagrodzenie, oraz to, jak wysokie ono powinno być.


Wydaje się, że samo pojęcie własności intelektualnej wzięło się właśnie z tego, że ludzie zaczęli wytwarzać dobra, które nie podlegają własności we właściwym sensie. Jeśli dobro nie podlega własności – inaczej mówiąc: nie da się go posiadać, zniszczyć, wyzbyć, ani nie ma się nad nim władzy –  to nie podlega również wymianie ani sprzedaży. Nie można nikomu sprzedać prawdy o świecie wypowiedzianej w postaci twierdzenia. Można najwyżej sprzedać wiedzę o tej prawdzie, o ile jest to moralne, ale to problem na inne rozważania. Można więc zadać pytanie, w jakim celu ludzie mieliby tworzyć dzieła, które nie podlegają wymianie na inne dobra, czyli takie, z które nie można dostać wynagrodzenie. Wiersz poety jest niewątpliwie dobrem, ale trudno utrzymać go przy sobie, skoro raz wypowiedziany może zostać powtórzony przez kogokolwiek. Poeta zaś potrzebuje innych dóbr, aby w ogóle żyć, nie mówiąc już o życiu godnym, zaś za wiersz tych dóbr nie nabędzie. To prowadzi nas do próby rozwiązania problemu tego typu dóbr w postaci własności intelektualnej.

Od razu trzeba zwrócić uwagę na to, że dobra, które daje się posiadać we właściwym sensie, nie potrzebują pojęcia własności intelektualnej, stąd sensowne jest rozważać wyłącznie te, których nie da się w ten sposób posiadać – te, których nie ubywa podczas dzielenia i te, których bezpośrednio nie da się posiadać w ogóle, tak jak prawda o świecie. Należy również ustalić, że w tych rozważaniach pieniądz pełni rolę miary dóbr, nie jest natomiast sam w sobie dobrem. Przy tej definicji można powiedzieć, że każde dobro, które podlega własności, można liczyć w pieniądzach.

Aby pokazać, że dóbr, które nie podlegają własności, nie można mierzyć w pieniądzach, można zastanowić się, jak wycenić wiersz poety, aby ten mógł otrzymać wynagrodzenie. Mówiąc o kradzieży własności intelektualnej mówimy często o kradzieży potencjalnych zysków. Rzeczywiście trudno jest ukraść poecie wiersz, który został już opublikowany pod jego nazwiskiem, natomiast łatwo jest go przedrukować lub powtarzać czerpiąc z niego zyski. Podobnie rzecz się ma filmem. Dzięki współczesnej technologii możemy kopiować dowolny film dowolną ilość razy. Czy skopiowanie filmu jest jego kradzieżą, skoro właścicielowi niczego w rzeczywistości nie ubyło? Mówimy, że ubyło mu z potencjalnych zysków, lecz jakie miałyby być te potencjalne zyski? Jeśli mamy do czynienia z dziełem, które zostało słabo rozreklamowane i zarobiło mało pieniędzy, a potem ktoś to dzieło “ukradł” i pod swoim szyldem rozreklamował jak należy i zarobił fortunę, to czy ta fortuna była potencjalnym zyskiem twórcy? Przecież ten twórca nie zarobiłby tych pieniędzy mimo wszystko.

Należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden element. Skoro pieniądz ma być miarą dóbr, a dóbr, które nie podlegają własności, nie da się spieniężyć, to skąd wziąć pieniądze, aby twórca otrzymał za trud wynagrodzenie i z jakiego tytułu mu te pieniądze ofiarować, skoro nie możemy mówić o sprzedaży ani wymianie? Trochę światła na to pytanie może rzucić rozważenie problemu, czy praca sama w sobie może zostać zamieniona na dobro i w jaki sposób. Niestety praca nie może być traktowana jako dobro, ponieważ nie jest czymś, do czego się dąży. Raczej poprzez pracę dąży się do jakiegoś dobra. Jeśli poprzez pracę dąży się do jakiegoś dobra, to wartość tego dobra można mierzyć również poprzez ilość włożonej w nie pracy. Jest to jednak dosyć trudna miara, gdyż zależy od konkretnej osoby i nie zawsze da się ją zastosować. Nie ma powodu, żeby twierdzić, że dobro, w które włożono więcej pracy, jest warte więcej od tego, w które włożono jej mniej. Jeśli jeden twórca potrafi wykonać to samo dzieło o tej samej jakości co drugi mniejszym nakładem pracy, to oba dzieła są warte tyle samo. Jednak już po wykonaniu dzieła możemy ocenić, ile pracy ono rzeczywiście wymagało i na tej podstawie wycenić włożoną w nie pracę. Nie da się tej metody jednak stosować wszędzie. Zwłaszcza w poezji na podstawie ilości pracy włożonej w jeden wiersz trudno jest cokolwiek powiedzieć o ilości pracy włożonej w następny, nie da się więc takiej pracy wycenić w pieniądzach.

Punktem zaczepienia niech będzie wniosek, że praca, mimo że nie jest dobrem, to – o ile prowadzi to jakiegoś dobra – może zostać wynagrodzona pieniężnie, stąd może zostać zamieniona na dobro. Innym problemem jest znalezienie miary, według której ta praca miałaby być wyceniana. Niech śladem przyszłych poszukiwań będzie stwierdzenie, że nie widać innej drogi na znalezienie dóbr, które miałyby być spieniężone w celu wynagrodzenia pracy prowadzącej do dobra nie podlegającego własności, jak wygenerowanie zbytku. Tymczasowo więc zatrzymajmy się przy wniosku, że w państwie, które nie potrafi wygenerować zbytku, nie mogą się rozwijać sztuki, które prowadzą do powstawania dóbr nie podlegających własności.

Author: Maciej Puczkowski

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *