Wszystko (nie) jest na sprzedaż

Lubię czasem wrócić do starszych filmów. Ostatnio przyszła pora na odświeżenie twórczości Adriana Lyne’a i jego „Niemoralnej propozycji” (1993).


Śledząc filmowe poczynania Lyne’a można mieć wątpliwość, czy wszystko z nim w porządku. Przeszło 70-letni reżyser ma w swoim dorobku kilka filmów traktujących o trudnych relacjach damsko-męskich. Problem jednak w tym, że żadna z tych relacji nie jest zbyt normalna. W „Dziewięć i pół tygodnia” (1986) główny bohater dąży do całkowitej dominacji nad swoją partnerką. W „Fatalnym zauroczeniu” (1987) Michael Douglas jako Dan Gallagher musi radzić sobie z obsesją byłej kochanki. W „Lolicie” (1997), będącej ekranizacją prozy Nabokova, oglądamychorą relację podstarzałego mężczyzny ze swoją nastoletnią pasierbicą. Z kolei „Niemoralna propozycja” (1993) to dzieło, które stara się odpowiedzieć na odwieczne pytanie, czy za pieniądze można wszystko kupić. Widzimy więc młode małżeństwo, przed którym w cudowny sposób pojawia się rozwiązanie ich problemów finansowych.

Ale po kolei. Diana (Demi Moore) i David (Woody Harrelson) są w sobie bardzo zakochani i stanowią małżeństwo, które obiektywnie można uznać za udane. Ona jest agentem nieruchomości, on – dobrze zapowiadającym się architektem. Mieszkają w niewielkim domu, snując plany na przyszłość, budując nowy dom i spełniając własne marzenia. Spokój zostaje jednak bardzo szybko zachwiany i brak funduszy okazuje się poważną przeszkodą dalszej szczęśliwości. David wpada na szalony pomysł, by pojechać do Las Vegas i wygrać potrzebne pieniądze. Tam spotykają miliardera (Robert Redford), który składa im niecodzienną propozycję – w zamian za milion dolarów chce spędzić noc z piękną Dianą. Małżonkowie podejmują trudną decyzję, która ma zaważyć na ich dalszym życiu.

Trudno jest zbudować dobry film na bardzo słabych fundamentach. W przypadku „Niemoralnej propozycji” mizerne podwaliny stanowi scenariusz, kulejący zarówno w prowadzeniu całej historii, jak i marnych dialogach. Po pierwsze: fabuła. Powiedzieć, że jest naiwna, to tak naprawdę nic nie powiedzieć. Schemat bowiem jest bardzo prosty: spłukana para, piękna kobieta, zafascynowany miliarder, seksualna propozycja, moralny dylemat. Łatwo jest powiązać jedno z drugim i domyśleć się, jak to wszystko się skończy.

Po drugie: dialogi. Nie dziwi, że Amy Holden Jones za scenariusz do tego filmu zgarnęła Złotą Malinę. Rozmowy pomiędzy bohaterami nie mają w sobie żadnej iskry, nie stanowią błyskotliwej walki, są wyjątkowo pozbawione wyrazistości. Kiedy w tle rozgrywają się emocjonujące wydarzenia, my słyszymy z ust bohaterów puste slogany. Trudne wymiany zdań ograniczają się do drętwych zwrotów kierowanych do siebie nawzajem na zasadzie: „jeden o chlebie, drugi o niebie”. Trudno znieść beznamiętność słów, z jakich sklejone są dialogi. To z kolei prowadzi do marnych kreacji aktorskich. Scenarzystka nie pozostawiła zbytniego pola manewru dla swoich aktorów i rzuciła im raptem ochłap, z którego niewiele dało się wykrzesać.

A szkoda, bo obsada zapowiadała widowisko. Na wysokości zadania stanęła tutaj tylko Demi Moore, która braki w aktorskim kunszcie wypełniała urodą i niezwykle kobiecym stylem bycia. Jednak jej emocjonalność i rozterki moralne oglądało się z fascynacją. Na Woody’ego Harrelsona, znanego głównie z kapitalnego serialu HBO „Detektyw”, przez cały film patrzyło się z politowaniem – co zaowocowało drugą Złotą Maliną dla ekipy filmowej. I w końcu klasyka kina: Robert Redford w roli przystojnego miliardera niestety nie pokazał niczego szczególnego, był drętwy i beznamiętny. Pomimo że jego powściągliwość w okazywaniu emocji miała być cechą szczególną bohatera, to jednak popadł przy tym w manierę sztuczności i nie był zbyt przekonujący.

Nic w tym filmie do siebie nie pasuje. Trochę jakby pozbierano części składowe z innych produkcji i na siłę je ze sobą posklejano bardzo marnym klejem, co doprowadziło do niechybnej katastrofy. Muzyka to prawdziwa tragedia – nie współgrała z niczym i odczuwało się jej przypadkowość. Zamiast produkcję dopełnić, sprawiła, że całość jeszcze bardziej się rozłaziła.

I w końcu wątpliwe przesłanie – nie wiadomo finalnie, czy wszystko jest, czy nie jest na sprzedaż, czy prawdziwa miłość wszystko przetrwa i w końcu – jaki jest mechanizm podejmowania przez człowieka decyzji. Trochę jakby twórcy nie do końca byli pewni, co chcą swoim filmem przekazać, w jaki sposób widza ukierunkować. Przesłanie całości jest mocno rozmyte i niejasne, co wyjątkowo pokazuje jedna z końcowych scen w samochodzie Gage’a. A trochę szkoda, bo film miał spory potencjał. Jednak komuś zwyczajnie zabrakło pomysłu, w jaki sposób to wykorzystać.

Author: Anna Zemełka

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *