Zaklinacze rzeczywistości

Manipulacja. Brzydkie słowo. Gdy je słyszymy, widzimy oczyma wyobraźni znienawidzone przez znaczną część opinii publicznej postacie ze świata polityki, nieobiektywnych dziennikarzy i gdzieś w naszych umysłach zapala się ostrzegawcza lampka, której czerwone światło wywołuje nieufność oraz każe dokładnie analizować kierowane do nas komunikaty pod kątem intencji ich nadawców. Czy ten wyraz powinien jednak wzbudzać tyle emocji?


Słowo manipulacja to jeden z częściej używanych wyrazów we współczesnej polszczyźnie. Choć nie jest rdzennie polski, jako że wywodzi się od łacińskiego rzeczownika manipulatio, czyli uchwyt, podstęp, to użytkownicy języka polskiego przyswoili je sobie dobrze, znajdując dla niego cały szereg zastosowań. Mimo to nastąpiło w świadomości Polaków pewne zawężenie jego znaczenia, ponieważ nie oznacza ono jedynie podstępnego wpływania na czyjeś decyzje lub tendencyjnej interpretacji faktów mającej na celu wywołanie pożądanej reakcji, a tak bywa najczęściej rozumiane z pominięciem pozostałych aspektów semantycznych.

Abstrahując od problematyki znaczeń, można z pewnością stwierdzić, że zjawisko manipulacji w potocznym ujęciu dotyka wielu obszarów, np. komunikacji społecznej, życia politycznego, wychowania i edukacji lub też marketingu, choć nie istnieje jednoznaczna granica, która pozwalałaby na odróżnienie działania już nieetycznego od dopuszczalnych zabiegów perswazyjnych, a tym samym na precyzyjne zdefiniowanie manipulacji. Jej ofiarą padamy wszyscy, bez względu na wykształcenie, wiek, status społeczny i iloraz inteligencji. Nie sposób się przed nią uchronić. Można jednak nauczyć się rozpoznawać jej narzędzia oraz przyjąć do wiadomości, że nie zawsze musi mieć jedynie pejoratywny wydźwięk.  

Swojski dziadek z Wehrmachtu

Dzisiejsza scena polityczna nie obeszłaby się bez socjotechnicznego zaplecza. No właśnie, „socjotechnika” to bardzo ładne, neutralne i „mądrze” brzmiące słowo, z którym nie kryje się nic innego jak manipulacja. Posługują się nią wszyscy, bez względu na zajmowane w parlamencie miejsce. Dziadek z Wehrmachtu, zielona wyspa na kryzysowym czerwonym morzu, partyjna nowomowa znana przede wszystkim z historii XX w. − to tylko najbarwniejsze przykłady. Odpowiednia sztuczka potrafi przekuć najbardziej sromotną porażkę w spektakularne zwycięstwo. Wystarczy tylko rzucić opinii publicznej światło pod innym kątem. I tak polityk z deficytami intelektualnymi staje się „swojski”, amerykańscy naukowcy potwierdzają absurdalne tezy, a kolorowe słupki okraszone procentami pokazują, jaka jest narodu wola. Całe szeregi fachowców pracują na to, by kiełbasa wyborcza była jak najapetyczniej opakowana. Nie jest to jednak nowe zjawisko. Starożytni ćwiczyli do perfekcji sztukę oratorstwa właśnie po to, by pozyskiwać słuchaczy na agorach i forach. Przez wieki zmieniały się narzędzia oraz strategie, ale cel pozostał ten sam. Byłabym jednak ostrożna w jednoznacznie negatywnej ocenie socjotechniki w polityce, ponieważ zdarza się (sic!), że politycy chcą nas zachęcić do czegoś dobrego (np. pójścia na wybory), również uciekając się do manipulacyjnych sztuczek. Konieczne jest zatem rozgraniczenie na środki i cele oraz krytyczne myślenie – najlepsza broń przed „złą” manipulacją.

Tłustym drukiem

Drugie miejsce na liście największych manipulatorów wszechczasów należy do dziennikarzy. Oni są prawdziwymi zaklinaczami rzeczywistości. Kolejność newsów w serwisie informacyjnym, kolejność artykułów w gazecie, czcionka, kolor apaszki spikerki – znaczenie ma każdy detal, choć bardzo często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nawet ton głosu może modulować odbiór danej informacji. Każde jedno słowo może całkowicie zmienić treść, która koniec końców dotrze do odbiorcy. Sztuczek w tym zakresie istnieje mnóstwo. Dla przykładu podam jedną. Psychologowie udowodnili, że w zdaniach zawierających spójnik „ale”, liczy się tylko drugie zdanie składowe, a pierwsze niemal do na nie dociera. Wydawałoby się, że nie robi to większej różnicy, czy powiem „Nie podoba mi się ten obraz, ale doceniam nowoczesną sztukę.” czy „Doceniam nowoczesną sztukę, ale nie podoba mi się tan obraz”. Różnica jest i to olbrzymia, a o samej technice można by jeszcze pisać długo. Odsyłając Czytelników do kompetentnych publikacji, polecam refleksję, na ile media manipulują nami świadomie i jaki cel im przyświeca, ponieważ kłamstwo nie jest (wbrew pozorom) życiowym powołaniem wszystkich dziennikarzy. Znaczna część z nich chce nam przekazać coś naprawdę ważnego i nie warto wpadać w pułapkę tropienia spisku wrogich sił medialnych wymierzonego przeciw ostojom prawdy (jaka piękna nowomowa!)…

Masz być szczęśliwy!

Każdy widział reklamy, w których szczęśliwa rodzina zasiada do pięknie zastawionego stołu, a na jego środku leży konkretny produkt. Zmęczona usuwaniem uporczywych plam pani domu nagle doznaje olśnienia i odkrywa, że właśnie pojawił się nowy, cudowny środek, pozwalający pozbyć się brudu w mgnieniu oku. Reklamom produktów z działu motoryzacja i majsterkowanie towarzyszom, nie wiedzieć czemu, zdjęcia ładnych kobiet w dość skąpych strojach. Marketingowcy dwoją się i troją, by przekonać nas, jak bardzo potrzebujemy ich produktu. Twój sąsiad i ulubiona aktorka już go mają. Nie możesz być gorszy! Radio za 999 zł przy kupnie samochodu za 50 tys. zł to drobny wydatek. A ta promocja jest tylko dla ciebie! Sztuczki znane i stare jak świat, a jednak niezmiennie skuteczne. W epoce nakazu bycia szczęśliwym zadanie jest dodatkowo ułatwione. Jeszcze jedna sukienka, jeszcze jeden zegarek i wakacje tam, gdzie nikt ze znajomych jeszcze nie był. Obniżka ceny o 5% zmieni rachunek w znikomym stopniu, ale informacja o niej dotrze do nas na pewno i to z wielkim hukiem. Tu może nas uratować tylko roztropność i zwykłe logiczne myślenie: czy ja tego naprawdę potrzebuję? Odrobina matematyki też nie zaszkodzi.

Nie czyli tak

Piotr Bukartyk w duecie z Katarzyną Groniec w rewelacyjnej piosence „Piosenka z praniem w tle” śpiewa: „A potem myślę niosąc to pranie /Że myślisz zostań, choć mówisz idź”. Manipulacji nie oszczędzamy naszym najbliższym. Podobno w tej dziedzinie brylują kobiety, choć ja osobiście mam wrażenie, że mężczyźni też mają na tym polu swoje zasługi. Na temat wzajemnego poddawania się manipulacjom w relacjach damsko-męskich można by rozprawiać całymi godzinami − jest to bowiem temat niezwykle wdzięczny oraz niezmiennie interesujący, jednak chciałabym zwrócić uwagę na coś zupełnie innego. Cały proces wychowania to w swojej istocie jedna wielka manipulacja. Za pomocą różnych narzędzi uczymy dzieci reagować w określony sposób, wpajamy im konkretną wizję świata, wpływamy na ich decyzje, zachowanie, poglądy. Mama jest przecież „smutna”, bo dziecko nie posprzątało zabawek. A umyć się trzeba, bo przecież wszystkie grzeczne dzieci to robią. I tatuś też. System kar i nagród w szkole dopełnia całości dzieła. Kryteria manipulacji pozostają jak najbardziej wyczerpane, ale sądzę, że nikt nie podniesie teraz larum. Manipulacja albo, ładniej, socjotechnika to tylko narzędzie i samo w sobie nie ma wartości etycznej. Warto o tym pamiętać, zanim kolejny raz będziemy się oburzać na manipulantów. Wtedy wypadałoby wszak zacząć od własnych rodziców…

Author: Małgorzata Różycka

Studentka medycyny na berlińskiej Charite. Pasjonatka żeglarstwa i podróży tam, gdzie oczy (i nogi) poniosą.

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *