Zbieramy wspomnienia

Zwiedzili kilkadziesiąt państw świata, a dopiero skończyli studia. Jeśli chcecie wiedzieć, jak to możliwe, i co powinni wziąć sobie do serca początkujący podróżnicy, przeczytajcie wywiad z Malwiną i Mateuszem Miszczyńskimi.



źródło: blog Mateusz i Malwiny – www.nieobceziemie.tumblr.com 

Jak rozpoczęło się wasze podróżowanie po świecie?

Malwina: Gdy poznałam Mateusza, on miał już za sobą wiele podróży. Chyba pierwszy raz pojechał gdzieś z mamą w wieku 17 miesięcy, i to autostopem….

Mateusz: To prawda, choć oczywiście niezbyt świadomie (śmiech). Moi rodzice mają świra na punkcie podróży i widocznie uznali wówczas, że to będzie dla niemowlaka najbezpieczniejszy sposób podróżowania (śmiech). Oni wpoili mi miłość do podróży. Zawsze jeździliśmy pod namioty, na dziko, nie korzystaliśmy z żadnych kempingów i im podobnych. Mocno różniło się to od tego, jak spędzali czas znajomi moich rodziców. Ci znowu dziwili się, jak można w ten sposób podróżować z małym dzieckiem, ale jak widać, nic mi się nie stało. Gdy poznałem Malwinę, zaszczepiłem to w niej.

Malwina: Moi rodzice raczej nie mają duszy podróżniczej, mnie samą znowu zawsze ciągnęło w świat. Pierwsza moja podróż zagraniczna przypadła na czas podstawówki – zapisałam się specjalnie do chóru, bo wiedziałam, że wyjeżdża on na występ na Węgry. Pamiętam, że z powodu ekscytacji nie mogłam spać przez całą noc przed wyjazdem. Później były jeszcze w moim życiu jakieś podróże, ale prawdziwe zwiedzanie świata rozpoczęło się, gdy poznałam Mateusza.

Mateusz: Myślę, że mam tę pasję w dużej mierze dzięki temu, że w dzieciństwie rodzice zawsze pozwalali mi „planować” wszystkie wyjazdy. Pozwalali mi sądzić, że to ja wszystko wymyślam i prowadzę ich na kolejne wojaże. Dodatkowo, jestem też pasjonatem geografii i statystyk – uczyłem się na pamięć wszystkich stolic świata, danych i ciekawostek geograficznych… To wszystko troszkę ucichło we mnie w czasie nauki w gimnazjum, ale później się odezwało i już nie mogłem się powstrzymać.

Gdzie pierwszy raz pojechaliście razem?

Malwina: Do Stanów Zjednoczonych. Wiedziałam, że Mateusz z rodzicami wybierają się tam na sześć tygodni i sądziłam, że nie mam na to samo najmniejszych szans. Nie wiedziałam, skąd wziąć pieniądze na bilet i jak zareagują moi rodzice, gdy się o wszystkim dowiedzą. Na szczęście, z pomocą nadeszli rodzice Mateusza, pomogli mi zrealizować to marzenie – co sobotę zajmowałam się ich ogródkiem, za co otrzymywałam wręcz horrendalne pieniądze (śmiech). Resztę dołożyła moja rodzina i wreszcie pojechaliśmy. Później było już z górki.

Ile państw już odwiedziliście?

Mateusz: Ja 50, lub 51, nie pamiętam nigdy, czy liczę Polskę (śmiech).

Malwina: Ja mniej, około 40.

Najdziwniejsza wyprawa, na której byliście?

Malwina: Tutaj mamy chyba oboje to samo zdanie…

Mateusz: Zapewne chodzi o podróż do Iranu. Nie planowaliśmy jej zbyt długo, zresztą mieliśmy bilety do Gruzji – Gruzja jest piękna i jeździ tam wielu Polaków, ale mi to nie wystarczało. Spoglądałem na mapy i stwierdziłem, że Iran jest przecież całkiem niedaleko stamtąd. Co prawda mogło to brzmieć złowieszczo…

Malwina: Wcześniej trochę czytaliśmy o tym kraju, ale w ogóle nie spodziewaliśmy się tego, co tam zastaliśmy.

Mateusz: Wyobrażenia o Iranie nie są raczej w świecie zbyt pozytywne. Media kreują państwo, gdzie każdy chce spalić amerykańską flagę i rozwijać program nuklearny, gdzie największym autorytetem jest ajatollah Chomeini, nawołujący do niszczenia ambasad. Tymczasem, Irańczycy to bardzo mili ludzie – bardzo wielu z nich podchodziło do nas na ulicach i zagadywało, jak nam się u nich podoba, skąd pochodzimy… Bardzo im zależy na pozytywnym wizerunku Iranu, aby ludzie widzieli go przez pryzmat trzech tysięcy lat bardzo rozwiniętej cywilizacji. Gigantyczna spuścizna kulturowa, sztuka, nauka – na to niestety dziś nikt nie patrzy i raczej postrzega Iran stereotypowo. Irańczykom bardzo żal z tego powodu i specjalnie okazują wielką gościnność, aby cudzoziemcy przekonali się, że są bardzo dobrymi ludźmi i zamieszkują fascynujące państwo. Ludzie potrafili zapraszać nas do swoich domów na obiad, gdzie czekała prawdziwa uczta. Ta podróż całkowicie zmieniła nasze myślenie o świecie…


źródło: blog Mateusz i Malwiny – www.nieobceziemie.tumblr.com 

Można więc powiedzieć, że dzięki podróżom człowiek poznaje świat takim, jakim jest, a nie jaki może zobaczyć w telewizji czy w Internecie?

Malwina: Racja, przy czym może się wydawać, że prawdziwa gościnność jest domeną przede wszystkim wschodu. Na przykład w Ameryce Południowej może być całkiem inaczej, czego też doświadczyliśmy…

Mateusz: W pewnym stopniu zgodzę się z Malwiną. Państwa Bliskiego Wschodu czy też poradzieckie bywają bardziej gościnne niż państwa Ameryki Południowej, gdzie ludzie żyją na podobnym poziome, gdzie jest często taka sama bieda. Mówi się o słynnej polskiej gościnności, ale nie może się ona równać z gościnnością wschodu. W Armenii ludzie żyją czasem w prawdziwie polowych warunkach, a potrafią przywitać kogoś prawdziwą ucztą – „zastaw się, a postaw się”, choć widać, że się im nie przelewa. W Paragwaju znowu oferowano nam wszystko – jedzenie, picie, prysznic, ale później oczekiwano zapłaty. To zapewne zależy od miejscowej kultury i stosunków społecznych.

Jeśli więc ktoś chce przeżyć naprawdę miłą podróż i spotkać gościnnych ludzi, powinien wybrać się na wschód?

Mateusz: Można tak powiedzieć, szczególnie, jeśli nie chce wydać góry pieniędzy w jej trakcie.

Tutaj dochodzimy do bardzo drażliwego i ważnego aspektu podróżowania, jakim są pieniądze…

Malwina: My zawsze najpierw postanawiamy gdzieś jechać, a później zdobywamy na to pieniądze. Nie mamy raczej problemów z tym, że chcemy bardzo gdzieś jechać, a nie ma pieniędzy – zawsze się znajdują, tylko trzeba się postarać. Teraz to nie problem, bo już zarabiamy, ale w czasie studiów trzeba było kombinować. To nie były drogie wycieczki – Bałkany, Norwegia czy też ten Iran, gdzie wydawaliśmy około 1500-2000 zł na jedną podróż. Znamy nawet pewną osobę, która z podróż do Iranu wydała 300 złotych, więc jest możliwe podróżowanie w dalekie strony za naprawdę niewielkie kwoty.

Mateusz: Teraz zmienia się nasze podejście do podróży – ja sam spełniłem już większość podróżniczych marzeń i nie mam już takiego parcia na daleką podróż, np. do Japonii. Po prostu gdy znajdujemy tani bilet do ciekawego miejsca, to kupujemy. Niedawno kupowaliśmy bilety do Brazylii i Argentyny, od czasu pojawienia się biletu na Facebooku już po 10 minutach zdecydowaliśmy, że kupujemy… Zadzwoniliśmy do znajomych i mówimy, że lecą z nami, bo jest okazja. Oni mówią, że nie mają pieniędzy. Doradziliśmy im: „kupcie, potem będziecie myśleli”.

Malwina: Wkręciliśmy tak koleżankę na początku naszego małżeństwa. Zapytaliśmy, czy nie chce z nami jechać, ale nie miała pieniędzy. Chcieliśmy jej pożyczyć, bo akurat po ślubie mieliśmy ich trochę, ale stanowczo się nie zgodziła. Wtedy zrobiliśmy jej żart – zadzwoniliśmy i powiedzieliśmy, że już kupiliśmy ten bilet, choć tak nie było (śmiech) Oczywiście ucieszyła się, a my spokojnie mogliśmy jej „pożyczyć” na niego. Zresztą najbardziej trzeba się starać o pieniądze właśnie na bilet, wynajęcie samochodu czy np. lotu z jednego państwa do drugiego. Przecież to, co tutaj wydałabym na codzienne zakupy, wydam na pewno tam.

Pewne rzeczy jednak dobrze zaplanować zawczasu…

Mateusz: Dobrze zainwestować w ubezpieczenie, bo może ono uchronić przed poważnymi wydatkami. Polecamy także CouchSurfing – zawsze dobrze mieć kogoś, kto w danym mieście cię przenocuje lub pokaże jakieś ciekawe miejsca. Poza tym nie ma za bardzo sensu przygotowywać się na jakieś ekstremalne sytuacje.

Malwina: Warto zaplanować to, co może nas zrujnować, jeśli przed wyjazdem się o to nie zatroszczymy, czy też wybrać poszczególne miejsca, które chce się zobaczyć. Poza tym staramy się nie płacić także za np. noclegi czy toalety.

Nieplanowane noclegi mogą się różnie skończyć. Nie każdy zresztą lubi spać pod chmurką, na dziko.

Mateusz: Nauczyliśmy się ufać ludziom. W Paragwaju mieliśmy dwie możliwości: albo iść w środku nocy przez wieś i położyć się gdzieś w krzakach, albo wejść z impetem na imprezę w jednym z domów. W końcu byliśmy dla nich jakąś atrakcją – Europejczycy, oryginalni z wyglądu, ciekawy język, kultura, prze co może nam się szybciej załatwić nocleg. Kiedyś baliśmy się tego.

Malwina: Szukaliśmy raczej miejsc całkowicie oddalonych, dzikich, ale przecież tubylcy mogą sobie pomyśleć: kim są ci ludzie, skoro tak się kryją, gdy wszystkie psy we wsi na nich szczekają?

Mateusz: Lepiej spróbować zbratać się z miejscowymi i liczyć na to, że będą dla nas dobrzy, niż narażać się na to, że gdzieś daleko od domów natkniemy się na złych tubylców. Chociaż i tak nie ma co zakładać, że od razu ktoś nam coś zrobi – nam to się nigdy nie przytrafiło.

Jakie państwa chcielibyście odwiedzić w najbliższym czasie?

Mateusz: Na pewno Etiopię. Fascynujący kraj, 2000 lat chrześcijaństwa, które przyniósł tam mój patron, św. Mateusz, kraj rastafarian, cesarza Hajle Selasje, najprawdopodobniej także pierwszych ludzi na ziemi… Koniecznie musimy się tam wybrać.  Poza tym także Birma. Przez długi czas ten kraj nie był sprzyjający dla turystów – rządziła junta wojskowa, a co za tym idzie – nie zalała go tandeta i kicz. To chyba najbardziej dziewicze państwo Indiochin. Chodzi nam także po głowie Kuba – szczególnie, dopóki żyje Fidel Castro i jest tam specyficzny klimat. Marzy mi się także Afganistan.

Malwina: Z powodów czysto przyrodniczych – na pewno Patagonia. Na pewno bardziej ciągną nas te kraje, które były przez dłuższy czas bardziej odseparowane, zachowały swój naturalny klimat. Nikt przecież nie chce jeździć do miejsc nijakich i całkowicie zglobalizowanych.

Mateusz: Dla mnie wyjątkiem jest Hongkong – bardzo stereotypowe, kapitalistyczne i globalne miasto, które jednak bardzo pociąga. Ale na pewno nie mógłbym odwiedzać tylko takich miejsc.

Na razie opowiadacie przede wszystkim o ciepłych krajach. A co z tymi o zimniejszym klimacie?

Mateusz: Ja wolę także te drugie, ale Malwina lubi raczej te cieplejsze.

Co poradzilibyście komuś, kto chce rozpocząć dalekie podróże, ale nie cierpi na nadmiar pieniędzy czy też odwagi?

Mateusz: przede wszystkim niech zmieni myślenie – od tego przecież rozpoczyna się wszystko, co nowe w życiu. Niech poczyta książki podróżnicze…

Malwina: Lub przynajmniej blogi. I na pewno powinien polować na tanie loty i korzysta z okazji. Jeśli naprawdę będzie chciał, to wreszcie gdzieś wyruszy.

Mateusz: Niektórzy zbierają na stare lata pieniądze – my zbieramy wspomnienia.

Author: Kajetan Garbela

Rodem z Lublińca, absolwent historii na UJ, członek Stowarzyszenia Młodzieżowego NINIWA

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *