Zbuntowany krzew staje się chwastem

Tak mówi Pan: «Przeklęty  mąż, który pokłada nadzieję w człowieku
i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce.
Jest on podobny do dzikiego krzewu na stepie, nie dostrzega,
gdy przychodzi szczęście; wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną.
(Jr 17, 5-10)


Można zrozumieć, że Bóg jest pewny, godny zaufania, jest opoką, na której można się oprzeć. Ale dlaczego człowiek, wolny przecież podobno, ma być przeklęty tylko dlatego że z tego oparcia nie chce skorzystać? Czy to Bóg działa jak jak capo di tutti capi, składając nam propozycję nie do odrzucenia? Czy niczym chińskie Triady Trójca ciska gromy, nieszczęścia, krew, pot i łzy w tych, którzy Jej nie słuchają? Nie, gdy Bóg mówi „przeklęty” nie jest to wyrok, kara za grzech, ale diagnoza stanu, efekt poznania serca grzesznika, który przez swój zły wybór sam się ustawił w takiej sytuacji.

I Jeremiasz i Psalmista przywołują tu porównanie krzewu pustynnego, który „sam się zasadził”, który jakby zbuntował się i uciekł spod władzy troskliwego ogrodnika z drzewem posadzonym przez niego w dogodnym miejscu. Pod tymi roślinami kryją się ludzie: ten, który ufa Bogu i akceptuje Jego plan na swoją osobę i ten, kto uważa, że wszystko wie lepiej, a nawet że najlepiej zrobi, jeśli zrobi Panu Bogu na przekór. Jak krzew pustynny przestaje rodzić owoce i staje się chwastem, tak i człowiek wybierający grzech staje się zamknięty w sobie, wrogi innym.

Nie oznacza to, że Pan pozostaje biernym źródłem życia i szczęścia. Nawet jeśli człowiek grzeszny jakimś sposobem się ustawi, to jednak jego serce jest pod stałą kontrolą i w razie czego, nawet jeśli on sam nie bada, rachunki zostają wyrównane.

Podobnie czynił i bezimienny Bogacz z przypowieści Jezusa – ufny, że bogactwo daje mu szczęście i siłę, zapomniał o nakazanych przez Prawo i Proroków miłości Boga i bliźniego i ignorował Łazarza. Nie przynosił żadnego dobrego owocu, żadnego pożytku dla innych, żyje tylko dla siebie. Stąd po zakończeniu jego życia spotyka go kara. Sam cierpiąc, chciał wrócić do świata żywych i przestrzec swoich braci. Ale to nie ma sensu. Uznaliby go za omam, objaw przejedzenia czy delirium.

Do nawrócenia nie są potrzebne kolejne świadectwa z Czyśćca czy Piekła, opowieści o śmierci klinicznej, dostarczane nam hurtowo przez niektóre wydawnictwa, ale wierność Bożemu Słowu i zaufanie mu.

A czemu Bóg doświadcza nerki? Bo według semickiej anatomii, w nich są ulokowane uczucia.

Author: Rafał Growiec

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *