Zeus kontra Perun – dlaczego uczymy się mitologii greckiej, a nie słowiańskiej

Od praktycznie początków systemu edukacji powszechnej do programu nauczania wliczona jest mitologia grecka. Jako część kultury antycznej jest to oczywiste, współcześnie jednak rodzi sporo pretensji – „cudze chwalimy, swego nie znamy”. Bo o mitologii Słowian niewiele się można w szkole dowiedzieć. Z prostej przyczyny – niewiele o niej wiadomo.


Antyczna, przedchrześcijańska kultura mieszkańców półwyspu Bałkańskiego jest nam bardzo dobrze znana. Można by wręcz rzec – podręcznikowo. Co innego z ludami słowiańskimi z czasów przedchrześcijańskich. Stan wiedzy o kulturze przekłada się  w prosty sposób na możliwość poznania ich wierzeń, czy  szerzej rzecz ujmując, religii. Wszystko z powodu źródeł.

Słowianie zamieszkiwali bardzo duży obszar Europy wschodniej i środkowej, a z czasem też i południowej. Zajmowali się głównie rolnictwem i tzw. gospodarką leśną (czyli pozyskiwaniem drewna, miodu, skór itp.), żyli w dość dużym rozproszeniu, izolowani w pewnym stopniu od bardziej rozwiniętych cywilizacji. Z kolei Grecy, a właściwie Hellenowie byli w zupełnie odmiennej sytuacji. Zamieszkiwali górzysty teren południowych Bałkanów. Niedobór dogodnych dla osadnictwa ziem powodował stosunkowo duże zagęszczenie osad, a drugiej strony nieustanne „parcie na zewnątrz” w poszukiwaniu bardziej odpowiednich do życia miejsc. Komunikacja lądowa była trudna, niewygodna i nieekonomiczna, dlatego siłą rzeczy musieli się zwrócić ku morzu. Dzięki temu nawiązywali kontakty handlowe, a później i kulturowe z innymi cywilizacjami. W oparciu o podpatrzone u Fenicjan (którzy z kolei korzystali z osiągnięć Mezopotamii i Egiptu) opracowali własne pismo i alfabet. Dzięki temu zaczęto spisywać mity i wierzenia, które dziś pozwalają badać religię antycznych Greków.

Poczesne miejsce, jakie zajmuje grecka religijność i mitologia w kanonie szkolnym wynika również z olbrzymiej roli, jaką odegrała ona w późniejszych dziejach kultury europejskiej, w tym także i polskiej. Wytworzona w centrum świata starożytnego, jakim było morze śródziemne, poniesiona przez Aleksandra Macedońskiego do Egiptu i Persji, oddziaływała i na Imperium Rzymskie (a przez nie na Europę Zachodnią), i na Bizancjum (które, jak by nie patrzeć również nazywało się Rzymskim) i na świat arabski. Nie tylko renesans pełny jest nawiązań do antycznych Greków. Toposy ich mitów można znaleźć w średniowiecznych eposach rycerskich (np. rycerz ratujący księżniczkę z rąk smoka to wariacja na temat mitu Perseusza ratującego Andromedę z paszczy Krakena). Mniej lub bardziej otwarcie, cała późniejsza kultura europejska jest oparta o kanon wytworzony przez Homera, Sofoklesa, Pindara i ich rodaków. Olbrzymi udział greckiej kultury w europejskiej tożsamości niesie ze sobą zakotwiczone greckie wyobrażenie o religijności.

Co badać?

A co ze Słowianami? Naukowych książek na temat religii słowiańskiej jest nawet sporo. Zasadniczo dzielą się one na dwa typy, reprezentowane przez dwa sztandarowe dzieła: Mitologię Słowian Aleksandra Gieysztora i Religię Słowian i jej upadek Henryka Łowmiańskiego. Obie książki powstały w latach 70. XX wieku, lecz na tym kończy się lista podobieństw. Gieysztor przedstawił religię Słowian jako dość słabo znaną, ale na pewno tętniącą życiem, mającą olbrzymi potencjał, wykazującą liczne powiązania z innym wielkimi systemami mitologicznymi ludów indoeuropejskich. Łowmiański natomiast przedstawia wierzenia Słowian jako w gruncie rzeczy kult dość prosty, by nie powiedzieć archaiczny, który dopiero na przełomie I i II tysiąclecia, przybrał bardziej rozbudowane formy, prawdopodobnie pod wpływem chrześcijaństwa (sic!).

Z czego wynikają te dwie, tak odmienne opinie? Odpowiedź się sprowadza właściwie do jednego hasła: metodologia. Pojęcie „religia” powstało w obrębie cywilizacji judeo-grecko-rzymskiej i tylko w jej obrębie jest właściwe. W innych przypadkach rodzi się problem, co do religii właściwie należy zaliczyć. Widać to na przykładzie Dalekiego Wschodu – czy buddyzm, taoizm albo konfucjanizm są religiami, czy tylko systemami filozoficzno-moralnymi? Podobne wątpliwości dotyczą większości religii naturalnych. Rytuały związane z małżeństwem, płodności czy osiągnięciem dojrzałości teoretycznie mogą mieć charakter religijny. Mogą, ale nie muszą. Brak źródeł pisanych nie pozwala tego określić, skazując badaczy na domysły.

Co więcej, wszelkie religie pierwotne były zdecentralizowane. Nie istniał tamtejszy odpowiednik Watykanu i papieża, który autorytetem zaświadczałby, że „to i to” należy czcić, a „tamto” już nie. Pod wspólną nazwą religii Słowian umieszczamy całą paletę wierzeń. Pomiędzy poszczególnymi plemionami różnice mogły obejmować nie tylko hierarchię bóstw w panteonie, ale także ich ilość, imiona, sfery im podporządkowane, obchodzone święta, praktyk ofiarne – w zasadzie wszystko, co można przyporządkować do sfery religii.

Zaschnięte źródła

W badaniach nad religią Słowian próbuję się czasem wykorzystać materiał etnograficzny, to znaczy ludowy folklor. Podejście takie zakłada, iż skoro cała słowiańska kultura związana była z rolnictwem, a chrześcijaństwo przyszło do słowiańszczyzny z zewnątrz i zostało wprowadzone odgórnie, tj. od elit, więc w takim razie w kulturze ludowej musiały się zachować, choćby w zniekształconej formie, relikty religii przedchrześcijańskiej.

Umotywowane jest to stanowisko również tym, że kultura wiejska najwolniej ulegała przemianom (słowo poganin, z łac. paganus, oznacza wieśniaka, gdyż to wsie najdłużej były ostoją pogaństwa w „ochrzczonym” Cesarstwie Rzymskim). Przeciwko takiemu założeniu przemawiają jednak dane empiryczne. Zmiany w sferze wyobrażeń ulegały niejednokrotnie gwałtownym przemianom, choćby w przypadku obrzędów pogrzebowych, gdzie spotkać można współistnienie dwóch, krańcowo odmiennych form – całopalenia i pochówku szkieletowego.  Również badania językoznawców dowodzą, że większość słowiańskich terminów religijnych została zapożyczona z zewnątrz. W źródłach nawet można uchwycić, kiedy i skąd dane wyrażenie przeszło do języków słowiańskich. Przykładowo, słowo kapь, oraz kapište, oznaczające kolejno „posąg bóstwa” oraz „miejsce, w którym przechowywany jest posag bóstwa” zostały zapożyczone około VI w. po Chrystusie od protobułgarów.

Pewne źródła pisane oczywiście istnieją. Są to kroniki pisarzy chrześcijańskich, oraz relacje arabskich i żydowskich podróżników. Widać więc, że są to źródła z zewnątrz, których autorzy mogli korzystać z relacji z drugiej, lub trzeciej ręki. Należy również brać pod uwagę motywy, jakie danemu autorowi przyświecały. Oczywistym jest, że niemiecki mnich, pisząc o poganach zza Odry, miał o nich jak najgorsze zdanie, więc w swoim dziele przedstawiał ich niezbyt obiektywnie, szczególnie w kwestiach związanych z religijnością, które dla owego mnicha uchodziły za najgorszy, najbardziej obrzydliwy grzech.

Pozostają jeszcze źródła archeologiczne. Są one jednak ze swej natury „nieme”. W większości znalezisk nie ma nawet pewności, czy dane należy wiązać w jakikolwiek sposób z religią. Istniej wśród części archeologów tendencja, by każdemu nieoczywistemu znalezisku nadawać funkcję kultyczną. Jest to w oczywisty sposób sprzeczne z metodologią badawczą. Treści religijne mają bowiem charakter mentalny, jeśli chcieć je przedstawić za pomocą materialnych znaków, system ich kodyfikacji musi znać i nadawca i odbiorca. Choćby szczątkowe malunki na naczyniach mogłyby tę kwestię rozświetlić. Jednak nawet jeśli takowe istniały, to nie zachowały się do naszych czasów.

Wypełnienie białych plam

Jeden z polskich badaczy wierzenia Słowian nazywał „religią rozczarowań. Niewiele pewnego można o niej powiedzieć. Początki słowiańszczyzny toną w mrokach, a te rozpalają wyobraźnię. Tam, gdzie rzetelni naukowcy wstrzymują się od odpowiedzi z powodu braku źródeł, tam miejsce dla siebie torują ignoranci, wyciągający pochopne wnioski z lichych przesłanek. Zjawisko to ilustruje powstały jakiś czas temu funpage „Historyczne bzdury”, który regularnie wynajduje w odmętach Internetu tzw. „turbosłowian”, to jest ludzi przekonanych, iż w czasach przedchrześcijańskich istniało potężne imperium słowiańskie, rozciągające się od Atlantyku po Ural i dalej.

„Turbosłowianie” to skrajny przykład zjawiska fascynacji słowiańską kulturą przedchrześcijańską. Z tego samego źródła czerpią serwisy internetowe i książki poświęcone słowiańskim wierzeniom. Problem polega na tym, że nie ma podstaw źródłowych do określenia „klasycznej” wersji religii słowiańskiej, właśnie z powodu braku źródeł pisanych. Te się pojawiają na słowiańszczyźnie dopiero wraz z chrześcijaństwem. Nawet jeśli nie od razu wypiera ono pogańskie kulty, to odciska na nich swoje piętno. Przyjmuje się, że świątynie u Słowian połabskich powstały dopiero po zetknięciu się z kościołami u chrześcijan.

Rekonstrukcja religii Słowian jest przy dzisiejszym stanie badań nie do końca możliwa. Zamalowywanie białych plam przeczuciem, intuicją, lub – w wersji akademickiej – nowoczesnymi teoriami inspirowanymi osiągnięciami antropologii nie są jednak sposobem rozwiązania problemu. Zresztą, mimo że nasi przodkowie zabijali owce dla Peruna, nawet dla współczesnych Polaków bardziej swojski – bo oswojony – jest Zeus.

Author: Wojciech Urban

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *