Refleksje spod zardzewiałej zbroi

Małe dziewczynki zawsze chcą być pięknymi księżniczkami, młodzi chłopcy – mężnymi rycerzami, którzy będą je zdobywać. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że życie nie zawsze chce być kolorową bajką.


Cudownie jest być dzieckiem. Patrzy się na świat przez różowe okulary, nie trzeba podejmować trudnych decyzji. Można żyć, tak po prostu, z dnia na dzień! Wielu oddałoby mnóstwo, by móc wrócić do tego pięknego czasu. Dlaczego? Bo dziś widzą, że życie troszeczkę zmodyfikowało ich plany i zamierzenia. Gdy byliśmy młodzi, każdy z nas miał jasny pomysł na siebie: zostać lekarzem, piłkarzem, muzykiem, policjantem albo chociaż prezydentem. Niestety, nie zrobiliśmy zupełnie nic, by osiągnąć swoje cele. Czy siedziałbym teraz w jesienno-deszczowym sercu Polski ze wzrokiem wpatrzonym w słupki Excela, gdybym parę lat temu zdecydował się na spełnienie swoich marzeń? Już chyba zawsze będę miał do siebie pretensje o to, że nie spróbowałem.

Byli też tacy, którzy się starali. Bez powodzenia. Ci siedzą teraz pełni goryczy, że nikt im wtedy nie powiedział, jak wygląda prawdziwy świat. Płacą wysoką cenę za spełnienie swoich marzeń. Jak Wojtek, kombatant, uczestnik 2 misji zagranicznych. Z przeoraną przez odłamki ręką, która nigdy już nie będzie w pełni sprawna, siedzi w biurze gdzieś pod Londynem, popołudniami chodząc do terapeuty. Gdy w dzieciństwie chciał zostać żołnierzem, marzył o prowadzeniu czołgu – „Będę jak czterej pancerni i pies” – powtarzał. Nigdy by nie przypuszczał, że aby ratować własne życie, będzie musiał zabić człowieka, który do niego celował. Że ojczyzna, której służył się na niego wypnie. I że dla ludzi będzie najemnikiem, a nie bohaterem.

Czy zatem mamy zabraniać dzieciom zabawy? Nigdy! Beztroska i radość to ich święte prawa. Jednak potrzebujemy kogoś, kto w porę pomoże nam się usamodzielnić, bo zawsze chcemy wyrosnąć ze świata dziecięcej wyobraźni i utopijnych marzeń o tym, że na świecie nie ma zła, a księżyc ma tylko jasną stronę. Dziś mam wrażenie, że nasze pokolenie żyje zamknięte w złotej klatce. Nazywamy egzotyką to, co było normą dla naszych rodziców, z wyższością i obrzydzeniem patrząc na ich zwyczaje. Przerażają nas nawet niektóre wyroby mięsne na wystawie w supermarkecie, bo nie możemy sobie wyobrazić, że ktoś może to kupować i podać rodzinie. Żyjemy w warunkach sterylnych i nikomu nie pozwalamy zbliżyć się do naszej nietykalnej przestrzeni.

Prawdziwe życie przejeżdża z prędkością Pendolino przez stację, na której siedzimy wpatrzeni w życie gwiazd na naszych smartfonach. Szukamy tylko własnej korzyści, robimy wszystko ekonomicznie: byle jak najmniej się zmęczyć, byle przypadkiem nie włożyć w coś odrobiny siebie. Kodeks rycerski, mówiący o wielkoduszności i miłosierdziu wobec słabych i pokonanych, zapodział się nam na półce gdzieś pomiędzy „Jesteś zwycięzcą” a poradnikiem „Jak zarobić milion dolarów”. Oglądamy w Internecie zdjęcia pięknych modelek, więc po wyjściu na ulicę żadna kobieta nie jest w stanie nas zachwycić. Nie zachwyca nas już naprawdę nic, co nie wyświetla się na ekranie. Świat realny to tylko smutna konieczność, dość niepotrzebny dodatek do wirtualnego życia.

A najgorsze w tym wszystkim są nasze huśtawki nastrojów. Gdy coś nas zdenerwuje, kompletnie nie wiemy, co ze sobą zrobić. Dostajemy słowotoku i hejtujemy cały świat, oskarżając o wszystko przodków, rząd, technologie, a nawet własne pokolenie. Wylewamy na wszystko pomyje w sieci, a nie stać nas na proste gesty – zapominamy o przepięknych zwyczajach i tradycjach. Związki i kumpelskie podejście do kobiet są dla facetów bardzo fajne, uwikłanie w przyjacielski układ zwany friendzone może trochę mniej, ale niezależnie od typu relacji, już nie zdarza nam się całować kobiet po rękach. Nie uchylamy naszych ogromnych czapek typu full-cap, gdy się z kimś witamy.

Masz piękną i lśniącą zbroję, która jednak dość znacznie się odkształciła i pordzewiała gdzieś poniżej pleców, bo zamiast być zaprawionym w walce wojownikiem, ciągle siedzisz na dupie.

Nie znajdziesz księżniczki, jeśli nie będziesz rycerzem!

Author: Marcin Kożuszek

Podziel się artykułem na

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *